Chapter Text
Regulus siedział wygodnie rozłożony na kanapie w salonie przy Grimmauld Place 12. Właśnie czytał pozycję Przełomowe substancje w medycynie XX w., co miało być przygotowaniem dla jego rozpoczynających się jutro studiów na mugolskiej uczelni. Jego wzrok podążał za kolejnymi słowami i zdaniami, aż nie skończył ostatniego akapitu dotyczącego penicyliny.
Gdy dotarł do tego momentu, oderwał wzrok od tekstu i przeniósł go na murowany kominek przed sobą. Nad nim wisiał obraz, który Syriusz chciał mu podarować na boże narodzenie 1976 roku, a otaczały go pastelowo-błękitne ściany. Te same, które trzy lata temu obdarł z drzewa rodzinnego ramię w ramię z bratem. Teraz w tych murach czuł, że rzeczywiście był w domu, a nie jedynie budowli wzniesionej przez przodków.
Z lekkim uśmiechem na ustach wrócił do lektury na temat współczesnego antybiotyku. Młody Black otwarcie przyznawał, że dokonania mugoli w zakresie farmacji były dla niego imponujące. Zresztą nie tylko one. Podczas tworzenia na nowo Grimmauld Place 12 skorzystali z wielu niemagicznych wynalazków, które teraz dla Regulusa były niezbędne. Dużą pomocą okazał się Ted Tonks, z którym Regulus i James dużo rozmawiali podczas ogniska upamiętniającego zniszczenie tego domu. W dalszych etapach remontu Ted często im pomagał, pokazywał nowinki i prowadził po sklepach budowlanych i meblowych, żeby pomóc się dogadać z mugolami. Teraz za sobą miał lampę podłączoną do prądu, która rozświetlała pomieszczenie, bo za oknem, które pokazywało placyk Grimmauld Place było widać już zachód słońca.
Po dłuższej chwili usłyszał trzaśnięcie drzwiami, a później krótkie przywitanie Jamesa ze Stworkiem. Kolejne było tupanie na drewnianych schodach i dłonie na jego ramionach. To Potter oparł się o niego przez oparcie kanapy.
- Masz zimne dłonie - na przywitanie powiedział Regulus.
- Dobry wieczór, ciebie też miło widzieć po całym dniu Skarbie - cierpko odpowiedział James, jednak zabrał dłonie i krótko złączył ich usta w geście przywitania.
- Nie jesteś głodny? - Zapytał Regulus, po czym razem ruszyli w kierunku kuchni.
Wyszli z przytulnego salonu gasząc za sobą lampę, przeszli przez jasny przestronny hol, który miał witać i zapraszać ich gości dalej do przytulnego domu. Zeszli do podpiwniczenia, gdzie znajdowała się, również odświeżona, kuchnia. W całym domu panowały delikatne błękity i szarości, dodatki były lekko połyskliwe i w odcieniach złota. Usiedli przy dużym stole obok siebie, a Stworek podał im kolację. Jedli makaron z sosem pomidorowym, a James opowiadał o dniu w pracy.
Były to historie o długim spotkaniu z Mery Wilkinson, Frankiem Longbottomem i ministrem magii Haroldem Minchum, na którym rozmawiali o nowej taktyce bezpieczeństwa na małym osiedlu przy ulicy Przekątnej. Mimo upływu czasu to nadal nie była bezpieczna okolica. Nadal można było spotkać tam ludzi podejrzewanych o przynależność do śmierciożerców, ale nie można im udowodnić winy. Później była historia o obiedzie z Syriuszem i Dorcas, w czasie którego oczywiście starszy Black grał rolę głównego komedianta, a pozostała dwójka tylko podrzucała mu pomysły. Spotkali się na stołówce Ministerstwa, Regulus nie raz im tam towarzyszył, bo lubił tamtejszy widok na atrium i mógł spotkać znajomych z Aurorskiego Szpitala im. Michała Archanioła. Na koniec zmiany Potter sam zjechał na piętro A16, gdzie w tym właśnie szpitalu odwiedzał Moodiego. Niedawno zaatakowali go zbiegli śmierciożercy. Wiktor Malfoy - teraz już magomedyk, a nie pielęgniarz - go poskładał w jedno ciało i Alastor spokojnie dochodził do siebie. Regulus słuchał i jedynie miejscami się wtrącał dla ubarwienia rozmowy, jak co dzień.
Gdy jedzenie powoli znikało z ich talerzy skrzat, zgodnie z rutyną, przygotował dwa duże kubki herbaty, a mężczyźni po kolacji przenieśli się do oranżerii, która zajęła znaczną część wcześniej zaniedbanego placu za kamienicą. To pomieszczenie było dla nich lepszą formą ogrodu, który był „wiosenny” przez cały rok. To dzięki temu, że przy oknach była ustawiona ogromna ilość roślin, a między nimi małe lampiony, które dodawały przytulności.
Przy wejściu Potter ustawił ich ulubioną stację radiową i natrafił na Killer Queen. Usiedli na szerokiej, pikowanej huśtawce, na której było kilka miękkich poduszek. Regulus wtedy opowiedział o swoim dniu, o spotkaniu z Tedem, Andromedą i Nimfadorą. O tym jak mężczyzna jeszcze raz mu opowiadał o zwyczajach mugolskich uczelniach oraz panujących na niej hierarchii.
James słuchał młodszego, w jego głosie wychwycił podekscytowanie i zniecierpliwienie przed kolejnym dniem. On sam nie był równie przejęty co Regulus, chłopak miał zacząć zupełnie nowy etap swojego życia bez niego. Tak więc jedynie przyjmował każde jego słowo, jednak w tej chwili bardziej skupiając się na twarzy przed sobą niż samej treści. Patrzył w jego błyszczące oczy, zwrócił uwagę, jak kąciki jego ust mimowolnie szły ku górze, a gestykulacja była bardziej ekspresyjna niż na co dzień. Dawno go takim nie widział i to mu się podobało. Miał nieskrywaną nadzieje, że chłopak niedługo skończy swoje wywody, a oni może przeniosą się do ciekawszych i przyjemniejszych dla niego czynności.
Jednak wieczór nie potoczył się po jego myśli. Nadal siedzieli i rozmawiali, aż zeszli na tematy tak przyziemne jak to, że na promocji dzisiaj były cynowe kociołki, więc Reg kupił sobie nowy. W ciągu tego roku to był już jego trzeci kociołek, ponieważ oprócz poznawania świata mugoli i nauki w kierunku farmacji, pomagał też panu Grymmowi i Evanowi Rosierowi - który po wojnie wrócił do prawdziwego imienia i nazwiska - w sklepiku z eliksirami. Często we dwójkę nie dawali sobie rady z dużymi zamówieniami, więc Black też warzył dla nich mikstury. To była dla niego forma zatrudnienia, pieniędzy mu nie brakowało, ale nie chciał utrzymywać się jedynie z fortuny przodków. Poza pracą Reg eksperymentował z mugolską chemią w wywarach, ale brakowało mu wiedzy na tym polu. Zauważył w praktyce, że środki, którymi leczą się mugole, często mają pozytywny wpływ na jego eliksiry. Dzięki temu wybrał kierunek studiów. Gdy wokół nich zapadł już mrok, a oranżerię rozświetlały jedynie małe lampiony, James był już całkowicie znużony codziennymi tematami.
- Zróbmy coś - powiedział z błyskiem w oku. - Zerwijmy z siebie cichy i zajmijmy się sobą tutaj!
- Mówiłem, że stresuję się jutrem. Nie mam nastroju James. - Fizyczne blokady zostały już przez niego pokonane dzięki długiej terapii z Emmą, jak i dzięki wyrozumiałości i otwartości Jamesa w tym temacie. Ostatnio jednak cały ich związek lekko ostygł, a w związku z tym Regulus nie miał ochoty na większe zbliżenia ze starszym.
- Zawsze znajdziesz wymówkę. - Cicho rzucił Potter, Regulus popatrzył na niego podejrzliwie, bo znał ten jego wyraz twarzy aż zbyt dobrze. - Nie, to nie, będzie jak zawsze, czyli tak jak ty chcesz. No ale coś innego możemy porobić. Może zróbmy kawał Lily i Severusowi!
- Ty nigdy nie dorośniesz. - Black odpowiedział i doskonale znał odpowiedź, która właśnie padła.
- Nigdy!
- Co wymyśliłeś?
- Wyślijmy im wyjca na temat…
- Jest już po 22, to nie kawał, tylko zakłócanie ciszy nocnej. - Wciął mu się w zdanie Regulus.
- To wyślijmy im proszek swędzący w kopercie, jak ją otworzą, to ich obsypie!
- To już jest po prostu okrutne, - młodszy pokręcił głową z dezaprobatą. - Lily to twoja przyjaciółka. - Wiedział, że to jedyny argument, który może go powstrzymać.
- Masz racje, to zaadresuję kopertę tylko do Smarkerusa!
- Może jednak pójdziemy obejrzeć film? - Zaproponował Reg.
- Syriusz by się zgodził!
- Nie jestem Syriuszem…
- Remus też by mi tego nie utrudniał… - wyjęczał Potter.
- Nie jestem twoim kumplem ze szkoły, nie będę pochwalać tak głupich pomysłów, nieważne jak bardzo cię kocham.
- Ale…
- Nie. - Ton Regulusa stał się bardziej stanowczy.
- To ja pójdę szykować się do snu. Oboje jutro mamy długi dzień przed sobą. - Regulus skinął głową, bo pamiętał, jak przy kolacji James opowiedział, że ma ponownie przeszukiwać Riddle Manor w Little Hangleton pod kątem morderstwa Thomasa, Mary i Toma Riddlów. Ministerstwo podejrzewało, że to zabójstwo tych trzech osób posłużyło do przeistoczenia pierścienia Kadmusa Peverella w horkruksa.
Tak więc obaj wstali i ruszyli do sypialni na piętrze. Do niej przylegała łazienka, więc oboje przygotowali się w niej do snu, po czym ułożyli się w ogromnym łóżku, zakopali w pościelach, a James zasnął niemal od razu.
Regulus nie mógł zasnąć, jednym zaklęciem zaciągnął zasłony w wysokich oknach, a później leżał wpatrując się w ciemność nad sobą. Myślał o kolejnym dniu pełnym wyzwań w mugolskim świecie. Przez moment przypomniał sobie pierwsze wejście do sklepiku z warzywami w Purley, gdzie chciał zapłacić galonami i wmówił mugolskiej staruszce, że to waluta Gruzji. Myślał o tym jak teraz ukrywał różdżkę w specjalnej zaszewce w koszuli tak, by czuć się bezpiecznie mając ją pod ręką, ale nie zwracało niczyjej uwagi. Zastanawiał się co zrobić, by na zajęciach się angażować, zależało mu na wiedzy, a przy tym pozostać dla mugoli jedynie dziwakiem, z którym nie chcą się zadawać. Regulus wiedział, że tak będzie najbezpieczniej dla jego tajemnicy. Gdy tak leżał i rozmyślał, usłyszał pukanie do okna. Zdziwił się, kto wysyła sowy o tak późnej porze, jednak otworzył okno i zobaczył Marę - ich sowę, która upuściła list na parapet, a sama odleciała nie czekając nawet na smaczki.
Regulus złapał kopertę i wyszedł cicho z sypialni - nie chciał obudzić Jamesa przez zapalone światło. Dopiero na korytarzu włączył lampkę i rozerwał lakową pieczęć. Nie zwrócił uwagi na to, że ta należała do jego chłopaka. Otworzył kopertę, a na niego wysypał się swędzący proszek, przez to Regulus aż krzyknął z zaskoczenia. Mimo że nie spał do tej pory jego oczy odzwyczaiły się do jaskrawego światła i nie przeczytał na kopercie napisu „Nie dam się nabrać Potter. Snape”
Starszy chłopak wypadł z łóżka i wybiegł na korytarz z różdżką w dłoni gotowy bronić Regulusa. Po kilku sekundach zorientował się, że różdżka jest wycelowana w jego chłopaka, a ten leżał na podłodze i drapał się maniakalnie, bo proszek dotarł do wszystkich zakamarków jego ciała. Tarł oczy, ponieważ do nich też dostał się drobny pył, kichał i kaszlał, ponieważ podrażniał on też jego śluzówkę i gardło. Cała jego odkryta skóra była czerwona i miała na sobie ślady po paznokciach.
- Co się stało? - Zdziwiony zapytał James, Reg mu nie odpowiedział, nadal nie był w stanie z siebie wydusić słowa, bo kaszlał i próbował pozbyć się proszku z gardła. Łzy, które zebrały się pod jego powiekami, powoli oczyszczały jego oczy, a on sam był zajęty próbami pozbycia się proszku z całej skóry. Starszy zauważył kopertę, którą wysłał do Severusa, gdy młodszy brał prysznic przed snem i w tym momencie zrozumiał, co się stało. Na pergaminie koperty zauważył pochyłe pismo Snape’a. - Nie wierzę, że on ci to zrobił!
James wziął Regulusa w ramiona nie zważając na proszek, który przenosił się też na jego nagą skórę ramion i klatki piersiowej, zaniósł go do wanny. Tam powoli pomógł mu się opłukać i pozbyć się całego swędzącego proszku. Chłodna woda dawała im ukojenie. Gdy już pozbyli się nieznośnego uczucia, Black spojrzał na starszego oskarżająco.
- Czy naprawdę odpuszczenie głupiego żartu było dla ciebie zbyt dużym wyrzeczeniem? - James z niewyraźną miną podrapał się w kark.
- To nie miało tak wyjść. Wiesz, że tobie nie zrobiłbym czegoś takiego?
- Dokładnie to mi zrobiłeś, tylko że niecelowo. Oberwałem swędzącym proszkiem tylko dlatego, że nie jestem tak wyczulony na twoje żarty jak Severus, którego gnębisz od DWUNASTU lat.
- Oh przepraszam. - Rzucił lekko. - Chodź, położymy się spać, obiecuję, że dzisiaj już żadnych kawałów nie będzie. - James mówiąc to miał oczywiście na myśli czas do momentu aż się nie obudzą i choć jego żarty prawie nigdy nie były wycelowane w Regulusa, to ten często mu je utrudniał, czego nie mógł zrozumieć.
- Ty się połóż spać. Ja zrobię sobie coś do picia. - Black nie czekał na odpowiedź, ruszył w kierunku kuchni, gdzie przygotował sobie gorącą czekoladę z mini piankami. Był to napój, do którego miłością zapałał dzięki Remusowi. Wziął ją i wyszedł do oranżerii, która była jednym z jego ulubionych miejsc w nowym domu.
