Chapter Text
Hinata prze, ile sił w nogach w kierunku sali gimnastycznej. Tuż za nim biegnie Tobio ubrany w zimową kurtkę i czapkę. Grudniowe słońce dopiero co wychodzi zza horyzontu, a niebo pokrywa mieszanka różu i pomarańczy. Zimne powietrze smaga ich twarze, zaczerwieniając policzki i czubki nosów. Tobio chowa dłonie w kieszeniach kurtki, przyspieszając na ostatniej prostej.
-Nie ze mną te numery! – krzyczy Shouyou.
Metę przekraczają praktycznie w tym samym momencie, lecz mimo to Kageyama z założonymi na piersi rękoma napawa się swoim zwycięstwem.
-Dzisiaj ty kupujesz mięsne bułeczki! – obwieszcza, szczerząc się złośliwie.
-No chyba nie! Był remis! Definitywnie!
-Nie wiedziałem, że znasz takie słowa jak definitywnie.
Hinata sprzedaje mu kopniaka w łydkę, na co Kageyama wydaje z siebie niegodny pisk.
-Pożałujesz tego, ty mała marchewko!
-MARCHEWKO? JAK ŚMIESZ?!
Po błyskawicznym przebraniu się w pokoju klubowym, dwójka pędzi pod drzwi od hali. Jako, że zazwyczaj zjawiają się na porannych treningach jako pierwsi, Tanaka potajemnie dorobił im dodatkowy klucz. Jednak, gdy Tobio sięga w stronę zamka, z opóźnieniem orientuje się, że ktoś ich uprzedził.
-Podejrzane…
-Powinniśmy to sprawdzić – mówi Shouyou, odpychając Tobio na bok, by jako pierwszym wejść do środka. -Tylko cicho.
Zaskakująco wewnątrz nikogo nie ma. Boisko świeci pustkami; siatka nie została jeszcze wywieszona, a wózka z piłkami nie widać nigdzie w zasięgu wzroku. Hinata truchta od ściany do ściany, udając tajnego agenta i usilnie ignorując zmieszane spojrzenie Kageyamy.
-Co robisz?
-Szukam śladów czyjejś obecności.
Tobio przewraca oczami, po czym wskazuje palcem światło sączące się przez szczelinę w drzwiach od składziku.
-Może zacznij od tego.
-Hmpf – prycha. -Niech ci będzie, Nudnoyama.
Shouyou potrzebuje jedynie trzech dużych susów, by znaleźć się przy drzwiach. Nachyla się nad nimi i mruży oczy, próbując dostrzec pokój zza szpary. Na nic jednak zdają się jego wysiłki.
-Może powinniśmy po prostu wejść do środka? – proponuje Kageyama.
-Musimy podejść do tego strategicznie… A co, jeśli w środku odbywa się spotkanie mafii? – twarz Hinaty ciemnieje. -Ah, myślisz, że to Yakuza?!
-Czemu Yakuza miałaby mieć zebranie w licealnym składziku?
-Psujesz mi zabawę, Kageyama.
Tobio wzdycha, po czym bezceremonialnie szarpie drzwiami. Hinata składa palce na kształt pistoletu, po czym wskakuje do środka.
-FBI, OTWIERAĆ! – ryczy.
-Co ty wyprawiasz, kretynie?!
Szczęka Hinaty omal nie opada na podłogę, kiedy jego oczy rejestrują dwie sylwetki wewnątrz pomieszczenia. Kiyoko opartą o kosz oraz Tanakę z rękami usytuowanymi na jej biodrach. Ich usta są połączone w namiętnym pocałunku.
Widząc dwójkę nastolatków Tanaka odskakuje od dziewczyny jak poparzony.
-To nie tak jak myślicie!!! – krzyczy, miotając się jak opętany. Twarz Kiyoko kolorem przypomina piwonię, ale mimo to nastolatce udaje się zachować jej standardowe opanowanie. Każdy z Karasuno głowi się nad tym jakim cudem jej kamienna ekspresja prawie nigdy się nie zmienia.
-Jest dokładnie tak jak myślicie – łapie chłopaka za rękę. -Ja i Ryunosuke jesteśmy parą. Proszę wybaczcie nam za nasze zachowanie.
Tanaka czerwieni się jeszcze bardziej niż to fizycznie możliwe, słysząc jak Kiyoko wymawia jego pierwsze imię. Hinata i Kageyama patrzą po sobie z zakłopotaniem. Ryunosuke…? Czyżby Kiyoko i Tanaka naprawdę byli ze sobą tak blisko?
-Jesteście… parą? – Hinata w końcu się odzywa.
-Jak widać.
-Trochę wam to zajęło.
-Przyganiał kocioł garnkowi… – nastolatka chichocze, zasłaniając usta dłonią. Kiedy orientuje się, że pierwszaki nie załapały aluzji, wzdycha i kręci głową. -Chodźmy wywiesić siatkę, zanim przyjdzie reszta.
Wszyscy jednogłośnie się zgadzają, po czym zabierają się do pracy.
***
Podczas przerwy lunchowej Hinata nie potrafi przestać roztrząsać sytuacji, która wydarzyła się tego poranka. Jego usta praktycznie się nie zamykają; nawija nawet podczas przeżuwania jedzenia, za co Tobio zdążył go już zbesztać.
-Nadal nie wierzę, że mogli to przed nami ukrywać. Przecież nikt by ich nie oceniał.
-Słyszałeś kiedyś o czymś takim jak prywatność?
Hinata przez moment udaje, że myśli, chociaż w rzeczywistości jego głowa jest pusta niczym biała kartka papieru, czekająca aż ktoś ją zapełni.
-Tak myślałem.
-Po prostu jesteś zazdrosny, że nie masz tego co oni! – krzyczy, podnosząc się z siedzenia, by wbić czarnowłosemu oskarżycielski palec w pierś.
-Ja miałbym być zazdrosny?! Przypomnieć ci kto dostaje po paręnaście wyznań miłosnych w ciągu tygodnia? Ja, nie ty.
-Hmpf.
-Przyznaj, że też chciałbyś być w związku i skończmy temat.
Shouyou kopie go pod stołem w piszczel w akcie zemsty. Kageyama już szykuje odwet, kiedy przed ich ławką staje ciemnowłosa dziewczyna z rumianymi policzkami. Wierci się w miejscu, a jej oczy wlepione są w podłogę.
-Kageyama-kun? Czy możemy porozmawiać? – zaczyna i oboje już wiedzą, co nastolatka zamierza mu przekazać.
-W porządku – odpowiada, jednak nie wstaje z miejsca. -Mów.
-Eh… na osobności – prosi, mierząc Hinate złowrogim spojrzeniem. Shouyou jest doprawdy oburzony postawą dziewczyny. Jakim prawem śmiała pojawić się w takim momencie? Kageyama z pewnością zaraz wypali z czymś typu: „A nie mówiłem?!”.
-Możesz zjeść mój ryż – rzuca zamiast tego, po czym wstaje i znika z klasy wraz z śliczną nastolatką.
-Wcale nie jestem zazdrosny… – burczy pod nosem. -Głupi Kageyama.
***
-I jak? Co chciała? – pyta, trącając butem samotny kamyk leżący na chodniku. Cudem unika przewrotki, gdy owy kamyk przypadkowo ląduje pod kołami jego roweru, który prowadzi trzymając jedną ręką kierownicę. Kageyamie nie udaje powstrzymać się wybuchu śmiechu.
-Chciała żebym był jej chłopakiem – sapie, trochę się już uspokoiwszy.
-Zgodziłeś się?
Tobio kręci głową, siorbiąc mleko z kartonika. Brwi Hinaty wędrują ku górze.
-Czemu?
-Nie mam czasu na związki, bo po lekcjach i w dni wolne gram w siatkówkę.
-A gdybyś mógł być w związku z kimś kto podziela twoją miłość do siatkówki i poświęca jej równie dużo czasu co ty?
-Chyba nie ma takiej osoby.
-Hmpf. Nie wiesz co tracisz – prycha. Nagle z ust Kageyamy urywa się cichy chichot. Hinata patrzy na niego z zaniepokojeniem. -Z czego rżysz, baranie?
-Z ciebie – usta Hinaty roztwierają się jak głodnej rybie przed karmieniem, kiedy słyszy zniewagę z jaką mówi do niego Kageyama. -Przenosisz swoje uczucia na mnie, ale nie chcesz się do tego przyznać. To zabawne.
-Bzdura!
…
Okej, może jednak jest w tym ziarnko prawdy. Mimo wszystko Shouyou milknie, bo za żadne skarby nie przyzna Kageyamie racji i nie odzywa się już przez resztę wspólnej drogi powrotnej. Milczy nawet gdy Tobio proponuje mu ciasteczka zrobione przez dziewczynę, która wyznała mu miłość. Kageyama zna Hinate wystarczająco długo, by wiedzieć, że odmawianie darmowych przekąsek nie jest u niego normalne.
-Dobrze się czujesz, głupku?
-T-tak – kłamie. Tobio marszczy brwi. Hinata chyba nie myśli, że jest na tyle wielkim idiotą, by się na to nabrać.
-Przecież widzę, że nie. Gadaj.
Hinata głowi się nad tym jak podejść do tematu. Podczas usilnego ignorowania Kageyamy, Shouyou wpadł na genialny pomysł – niesamowite rozwiązanie ich (jego) problemu dotyczącego związków. Jednak znając Kageyame najpewniej z automatu zostanie wyśmiany. A sprawa jest przecież poważna… cholernie poważna. Ważą się przecież losy ich przyszłości i nastoletniego życia! Shouyou zaciera nerwowo dłonie, po czym wyskakuje przed chłopaka i blokuje mu drogę.
-Powinniśmy spróbować bycia parą! – dochodzi do konkluzji. -Ty i ja.
-Huh???! – twarz Kageyamy czerwienieje, a jego usta wykrzywiają się w ogłupiałym grymasie. Czyżby do tych ciasteczek ktoś coś dosypał? Natychmiastowo wypluwa resztki na ziemię, krzywiąc się. Hinata robi krok w tył, a z jego ust wydobywa się głośne: „Fuuuuuj!!!”. -Co ty mówisz?
-No bo zobacz. Powiedziałeś, że mógłbyś być w związku z kimś kto kocha siatkówkę równie mocno co ty. Jestem idealnym kandydatem – wyjaśnia. - Poza tym nie od razu Rzym zbudowano! Przydałby się nam trening, nim będziemy w prawdziwych związkach z dziewczynami!
-Wcale tak nie powiedziałem.
-Kłamca.
Przez następne kilka sekund Kageyama zdaje się rozmyślać nad propozycją Hinaty.
-Czyli to byłyby tylko ćwiczenia? – pyta, nadal nie do końca rozumiejąc na jakiej zasadzie miałoby to wszystko działać.
-Dokładnie! Jestem geniuszem, co nie?
Hinata promienieje niczym słońce i Kageyama musi przymknąć oczy, żeby nie oślepnąć. Ten idiota… zawsze wpada na takie głupie rzeczy.
-Nie, to beznadziejny pomysł.
-Wcale nie, to jest cudowny pomysł! – mówi pełen powagi. Przypomina przy tym nieco Ushiwake i Kageyama musi powstrzymać nagły dreszcz przebiegający wzdłuż jego kręgosłupa. Ugh, okropne. -Po prostu boisz się przyznać, że byłbyś beznadziejnym chłopakiem! – jeśli Hinata nie może przekonać go racjonalnymi argumentami to pozostaje tylko jedna opcja. Rywalizacja, której Kageyama nie będzie w stanie odmówić.
-Chyba ty!
-Tak sobie wmawiaj, tchórzu.
Kageyama robi najgłupszą rzecz, jaką mógłby zrobić zdrowo myślący człowiek (do których on się nie zalicza) i w końcu przystaje na prośbę Hinaty.
-Nie myśl sobie, że dam ci wygrać!
-Tak, tak, wszyscy wiemy, że zwycięzca jest tylko jeden i będę nim ja!
-To się jeszcze okaże – ich zdeterminowane spojrzenia się krzyżują. -Zaczynamy od jutra, marchewko.
***
Tobio dociera do domu później niż zwykle. Powoli ściąga buty i kurtkę, czując jakby zrzucał z siebie cały ciężar dzisiejszego dnia. Jezu, ile by dał za drzemkę w mięciutkiej pościeli. Wsuwa się w głąb domu, pełznąc niczym ślimak, aż w końcu dociera do kuchni, gdzie czekają na niego rodzice.
-Tobio! Co tak późno? – pyta jego matka, zamykając go w szczelnym uścisku. Kageyama klepie ją po plecach, zastanawiając się czy powinien jej się zwierzyć. Końcowo stwierdza, że w sumie mógłby zaciągnąć rady od kogoś doświadczonego.
-Ktoś poprosił mnie o chodzenie, a ja się zgodziłem – mówi wprost. Gdyby się tak nad tym zastanowić, to dzisiaj dostał aż dwie takie propozycje.
Rodzicielka szeroko się uśmiecha, a ojciec podnosi wzrok znad gazety.
-Czyżby przyszedł czas na przeprowadzenie Rozmowy? – mruczy mężczyzna, upijając łyka kawy.
-Rozmowy? – podnosi brew pytająco.
-No wiesz. Rozmowy – mówiąc to wysyła mu znaczące spojrzenie i Kageyama dostaje olśnienia. O nie, tylko nie to. Na myśl, że ta Rozmowa miałaby dotyczyć Hinaty, pokrywa go rumieniec. Dziwnie jest myśleć o kimkolwiek w takim kontekście i Tobio nie jest pewien czy w ogóle chciałby.
-Sądzę, że na to jeszcze za wcześnie – chichocze kobieta. -No, ale za to możesz się pochwalić kim jest ta szczęściara, która ma mojego synka za chłopaka.
Oh. No tak, dziewczyna. Tobio przekopuje swoją pamięć w poszukiwaniu imienia nastolatki ze szkoły.
-Koito-san. Jest w pierwszej klasie.
-No, no. Już myślałam, że nigdy nie sprowadzisz do domu żadnej niewiasty – śmieje się. -Nawet z ojcem zastanawialiśmy się, czy czasem nie lubisz chłopaków.
Tobio znowu się rumieni. Nie, że nigdy nie przeszło mu to przez myśl; siatkówka nie była jedynym powodem, dlaczego zbywał te wszystkie dziewczyny, które były nim zainteresowane. Mimo wszystko wciąż nie jest niczego pewien – ma jedynie swoje przypuszczenia. Może dzięki temu dziwnemu pomysłowi Hinaty uda mu się znaleźć odpowiedzi na męczące go pytania.
-Co oczywiście nie byłoby niczym złym! – dodaje rodzicielka.
-Ale cieszymy się, że jednak mamy jakąś szansę na wnuki – dopowiada ojciec i Kageyama ma ochotę zwinąć się w kłębek na materacu łóżka i już nigdy się nie obudzić.
-TATO!
-Tylko się z tobą droczę – żartuje i Kageyama zdaje sobie sprawę, że minęło sporo czasu, odkąd widział ojca takiego radosnego.
-A więc… - zaczyna nieśmiało. W końcu chciał się czegoś od nich dowiedzieć. -Co robią pary?
Jego rodzice patrzą po sobie konspiracyjnie.
-Może jednak powinniśmy przeprowadzić Rozmowę teraz.
-Nie! Nie o to mi chodziło! – Tobio czuje jak umiera z zażenowania. Rozmowa z nimi chyba jednak była złym pomysłem.
-Hmm... Chodzą na randki, kupują sobie prezenty, komplementują się, mówią sobie po imieniu… – Tobio wyobraża sobie mówienie do Hinaty Shouyou i prawie dostaje palpitacji serca. -Trzymają za ręce, całują…
-OKEEJ, starczy – kryje twarz za dłońmi. -Dzięki za pomoc.
-Nie ma sprawy. A teraz siadaj, zaraz będzie obiad.
Kageyama dołącza do ojca przy stole i wzdycha przeciągle. Wpakował się w niezłe tarapaty.
