Actions

Work Header

"Narastający mrok"

Summary:

"Mrok narasta. Dostrzeżcie go, zanim będzie za późno."

Spokojną, tętniącą życiem atmosferę terenów wielkiego jeziora zaburza złowieszczy omen. Młoda wojowniczka Klanu Tataraku - Szczawiowy Palec próbuje pogodzić codzienność klanową ze wzrastającą niepewnością w obozie, poszukując sposobu na przetrwanie w zmieniającym się środowisku. Tymczasem w pobliskiej rzece wpadającej do mokradeł woda zaczyna się psuć, a powietrze nabiera gorzkiego smaku. Wśród niepokoju, uczeń sąsiedniego klanu, Porostowa Łapa zmaga się z obojętnością swoich bliskich i uczestniczy w wypadku, który oddala go od znajomego domu. Czy klany zdążą przed zbliżającym się niebezpieczeństwem i dostrzegą źródło mroku, czy zamiast tego niebo pochłonie wieczna mgła?

Chapter 1: Prolog

Notes:

(See the end of the chapter for notes.)

Chapter Text

PROLOG


Blask księżyca odbijał się na tafli bystrej rzeki, barwiąc ją srebrzyście w ciemności. Głuchotę nocy przerywały jedynie lekkie kroki kotów przemierzających terytorium, by dotrzeć do świętego miejsca. Wielki, rozgałęziony jesion wyłonił się, gdy grupa dotarła na środek doliny. Jeden z medyków, chudy, ciemnoszary kocur wyruszył pośpiesznie na przód, by dotknąć łapami miękkiego, wilgotnego podłoża wśród korzeni drzewa, a następnie gestem ogona powiadomił pozostałych, żeby do niego podeszli. Razem, we wspólnej ciszy, koty schyliły głowy i odmówiły powitalną modlitwę do Klanu Gwiazdy.

Następnie, ciemnoszary kocur pozwolił starszej, czarnej kocicy usadowić się obok niego. Zmrużył oczy i nastawił uszy, ponieważ coś, ktoś, poruszyło się wśród pięciu zgromadzonych kotów i nie było medykiem. Ot, co, nie posiadało zapachu kota z klanu. Wydawało się, jakby tylko on zdawał sobie sprawę z obecności intruza przy jesionie. Dziwnie spokojni medycy położyli się, wkładając łapy pod ciepłą sierść swoich brzuchów; kocur tylko zastrzygł uszami. Nie zamierzał na razie zasnąć bez zorientowania się, kto za nimi przyszedł. Oddalił się o dwa kroki od czarnej kocicy, która zasnęła obok niego. Wtem, zza śpiącej towarzyszki wyłoniła się blada, srebrzysta sylwetka. Była to pełna gracji kotka o błękitnych oczach. Nieznajoma skierowała się do wielkiego drzewa i stanęła przy szarawym pniu, wyciągając pazury i końcówkami przejeżdżając po korze. Medyk wzdrygnął się, rozpoznając srebrzystą kotkę.

- Nikt cię tutaj nie potrzebuje, Zamieciowy Kle. Wracaj tam, skąd przybyłaś - mruknął w myślach.

Kotka odwróciła głowę i spojrzała wprost na niego; źrenice w jej oczach zwęziły się, a kocur wyczuł od niej bijącą falę irytacji.

- Nie jestem tu bez powodu. Wiedziałam, że nie spotkasz się dzisiaj z Klanem Gwiazdy - wymamrotała, chowając pazury.

Kocur zastrzygł uszami. Nie rozumiał jej słów. Każdej nocy o pełni księżyca medycy czterech klanów przychodzili, by dzielić się językami z Klanem Gwiazdy, a oni życzyli im dobrych łowów lub niekiedy przesyłali tajemnicze omeny czy przepowiednie. Nie mogło dzisiaj być inaczej. Nie powinno tak być... inaczej oznaczałoby to, że klanom Wielkiego Jeziora grozi niebezpieczeństwo. Wyciągnął pazury, decydując, że w ostateczności przegoni siłą srebrną kotkę, choć sam dobrze wiedział, że i tak by wróciła. Zamieciowy Kieł, w odpowiedzi na zachowanie kocura, przewróciła oczami i wciągnęła powietrze nosem, dając znak medykowi, że jest jej obojętne co on myśli. Przewróciła się na plecy i zaczęła tarzać się w ziemi i suchych liściach, nie zważając na to, że do jej błyszczącego futra zaczęły przylepiać się wszelakie patyki i brudy z drzewa. Ciemnoszaremu kocurowi wcale się to nie podobało, obojętność srebrzystej kotki zwiększyła tylko jego wściekłość. Wyskoczył przed nią i wziął głęboki oddech.

- Powiedz mi, o co ci chodzi i odejdź! Zakłócasz swoim kocięcym brykaniem spokój świętego miejsca klanów!

Syk medyka rozniósł się wzdłuż i wszerz po dolinie. Zamieciowy Kieł rozciągnęła łapy i uśmiechnęła się pogardliwie, gdy kocur zorientował się, że czwórka kotów leżących za nim zaczęła się budzić. Odwrócił się, chowając pazury i próbując pośpiesznie ukryć, że zamierzał kogoś zaatakować. Kątem oka dostrzegł, że Zamieciowy Kieł wstała i usiadła obok niego. Wiedział, że tylko on mógł ją zobaczyć. Budzące się koty nie wyglądały na zadowolonych ze spotkania z Klanem Gwiazdy. Wyglądało natomiast na to, że w ogóle nie spotkali się z Klanem Gwiazdy. Ciemnoszary kocur przyglądnął się zaniepokojonym pyskom swoich towarzyszy; Rumiankowy Taniec nerwowo pogłaskała łapą swój ogon, a sierść Igliwiowej Kory Klanu Paproci zjeżyła się, przez co ciemna szylkretowa kotka wyglądała jak jeż, którego zaskoczył lis wchodzący przypadkiem do jego nory. Medyczki Klanu Czyśćcu podzieliły się przerażonymi spojrzeniami z Igliwiową Korą, uświadamiając sobie, że również przeżyły to samo co ona i Rumiankowy Taniec. Następnie ciemna szylkretka skierowała wzrok na ciemnoszarego medyka, który stał najbardziej oddalony od wszystkich i zastanawiał się, czy to jego wina, że się przebudzili.

- Krwawnikowy Cieniu... Nikt z nas nie zobaczył się z przodkami, prawda?

Słowa Igliwiowej Kory brzmiały gorzko. Krwawnikowy Cień zniżył głowę, czując dalej obecność Zamieciowego Kła.

- Tak. Mnie też się nie udało.

Wśród medyków nastała niezręczna cisza. Krwawnikowy Cień zbliżył się do Rumiankowego Tańca i dotknął nosem jej miękkiego ucha, by spróbować uspokoić medyczkę Klanu Nurtu. Usłyszał, jak gdzieś z boku Zamieciowy Kieł prychnęła, ale kiedy odwrócił w jej stronę pysk, srebrzystej kotki już nie było. Zamiast tego w jego uszach rozbrzmiał chłodny głos: "Twoi duchowi przyjaciele nie musieli się wam pokazywać. Znak, że na klany czeka wyzwanie, rozpościera się powoli wszędzie na niebie. Mrok narasta. Dostrzeżcie go, zanim będzie za późno."

Dolinę przeszył nagły podmuch wiatru. Rozmyślający medycy poczuli chłód pod grubym futrem i zmrużyli oczy do szparek. Krwawnikowy Cień objął ogonem bark Igliwiowej Kory i kiedy wiatr ustał, spojrzeli oboje w górę. Nocne niebo upstrzone gwiazdami zakryła gęsta, dymna mgła. Zbliżyła się aż do lśniącego księżyca na nieboskłonie i na chwilę cała piątka kotów zadrżała w ciemności. Wiatr powrócił, jednak tym razem do ich gardeł dotarł cierpki, straszliwie kłujący smak, a ciemnoszary medyk zaczął pokasływać. Co nie mało, do nozdrzy kotów wpadł zapach niczym palącego się lasu, który sprawił, że wszyscy zaczęli kaszleć. Wkrótce, mgła rozpłynęła się w powietrzu i odsłoniła z powrotem księżyc, a kłucie w gardłach medyków i zapach powoli zanikł. Mimo to, chwila pełna trwogi wystarczyła, by medycy wzięli to za omen. Za straszliwy omen.

"Mrok narasta." Powiedziała Zamieciowy Kieł. Krwawnikowy Cień i żaden z pozostałych medyków nie wiedział, jak ogromne będzie zbliżające się niebezpieczeństwo dla kotów Wielkiego Jeziora. Ich zadaniem na ten moment było jedynie zanieść wieść o omenie do obozu. Musieli przysięgnąć, że wspomogą przywódców w ochronieniu ich klanów.

I przygotować się na zwycięstwo lub porażkę.

 



"Żabie móżdżki. Wielcy uzdrowiciele klanów powrócą do obozów, biorąc zamglone niebo za znak od Klanu Gwiazdy."

Srebrzysta kotka podążyła za grupą powracających kotów. Jej ogon drgał z irytowania, a futro dalej było ubrudzone. Kroczyła przed ciemną szylkretką i czarną kocicą, które strzygły uszami na wszelkie strony. Rumiankowy Taniec biegła z tyłu.

"Gdyby tylko zdążyli zrozumieć, że powód zagrożenia mieszka tuż obok nich."

Po przekroczeniu rzeki, Rumiankowy Taniec pożegnała się z resztą medyków i pobiegła do swojego obozu. Gdy znikła w szuwarach, Zamieciowy Kieł rzuciła wzrokiem na wystające z koron drzew ceglane domostwo i prychnęła.

- Krwawnikowy Cieniu, powiedz, że damy radę z tym, przed czym ostrzegli nas przodkowie.

Igliwiowa Kora stała obok Zamieciowego Kła, przyciskając swój ciepły szylkretowy bok do srebrzystej kotki. Jednak, dla Igliwiowej Kory, srebrzysta kotka była Krwawnikowym Cieniem.

- Damy radę. Mam taką nadzieję, Igliwiowa Koro.

 

 

Notes:

first we craft, then we mine

MINECRAFT

(początkowo byłam pewna, że Jodłowy Potok to medyk Klanu Paproci i napisałam prawie yaoi, sorki Neil, jestem ślepa XDDD)