Actions

Work Header

kolejki chlebowe

Summary:

tadeusz kosciuszko przechadza sie po ulicach Krakowa w zwyczajny dzień. dluga kolejka pod chata miejska po chleb na kartki, cukierki od gierka i niespodziewany romans. czy kosciuszko wyjdzie z tego zywy? w koncu przezyl insurekcje kosciuszkowska...

Chapter 1: slodki smak wodeczki i rozrusznika

Chapter Text

kosciuszko jest mlodym polskim patriota i z zawodu inzynierem wojskowym. zycie zawodowe i towarzyskie taduesza sa swietne, kosciuszko ma pelno przyjaciół, ktorzy moga na niego liczyc i na odwrot. ale ma takze przyjaciol, na ktorych mlodzian nie moze liczyc...

ktoregos dnia kosciuszko szedl do sklepu zeby wziac chleb na kartke bo zabraklo w domu, ale jak tylko zobaczyl kolejke dwa kilometry od sklepu to juz mu sie odechcialo. postanowil, ze pójdzie do jednego ze swoich kolegow, ktorzy na pewno mu pomoga.

kosciuszko zapukal w drzwi, po czym uslyszal oddalone "juz ide". drzwi sie otworzyly, i pokazal mu sie wysoki, siwy ale przystojny i troche marudny z wyglądu kawaler.
"gierek! mam nadzieje, ze ci nie przerwalem we wbijaniu diamentowej rangi w LOL'u..." powiedzial nasz mlody bohater.
"eh....tak wlasciwie to uczylem sie grac mi pan zu zu zu ale wkusny na pianinie... sklodowska u mnie jest, wolalbym zebys...nie przeszkadzal." odpowiedzial mu gierek.
tadeusz, z przygnebiona ale zrozumiala mina na twarzy pozegnal sie z gierkiem, ale zanim mezczyzna zamknął drzwi, tadeusz je przytrzymal stopa.
"sluchaj, gierek... mam trochę problem z chlebem. dasz mi cos?"
gierek warknal gardlowo z niechęcią, ale polazl do kuchni i wrocil z cukierkiem.

kosciuszko szedl ulica kosciuszki w krakowie, zastanawiajac sie gdzie teraz powinien sie udac, zeby dostac prawdziwy chleb, a nie tylko cukierka od gierka. postanowil, ze odwiedzi swojego przyjaciela w szpitalu.

gdy tadeusz szedl do szpitala imienia jozefa poniatowskiego w krakowie, nagle poczul jakies uderzenie w czoło i instynktownie zamknal oczy, upadajac na twardy bruk. mlodzieniec pogłaskał sie po czole, zeby zlagodzic bol, po czym zauwazyl, ze niechcacy wszedl w kogos. ta osoba podawala tadueszowi reke, zeby pomoc mu wstać. kosciuszko uniosl swoje duze brazowe oczy i zobaczyl...jego.
przed Kościuszką pojawil sie piekny, mlody, wdziany w brodę, elegancki, troche sceptycznie wygladajacy, piekielnie goracy, seksowny, troche podejrzliwie wygladajacy, okropnie goracy, atrakcyjny, trochę majacy watpliwosci, goracy kawaler... prawdopodobnie szlachcic. na jego nadgarstku byl zloty 24k zegarek jak z piosenki bruno marsa...
tadeusz, zauwazajac, ze za dlugo sie gapi na tego mezczyzne, zlapal reke szlachcica i sie podniosl.
"Wszystko w porządku, towarzyszu?" powiedzial przystojniak.
"och...w...w..wiesz...nic tylko...troche glowa mnie...boli..hihihi...och...przepraszsm..." kosciuszko wyrzucal z siebie slowa jak karabin maszynowy niemcow podczas 1 woiny światowej. troche sie zrobil czerwony na twarzy, troche sie pojąkal, troche sie posmial niezrecznie.
"Nie musisz przepraszać, to moja wina. Może postawić Ci wino?" powiedział nieznany mężczyzna.
kosciuszko trochę sie pogubil, wiec zaczal powtarzac ze nie trzeba, skoro nic sie nie stalo to on biegnie do kolegi. mezczyzni sie pozegnali, a tadeusz, obracajac sie, nie mogl sie napatrzec na dziwnego mezczyzne... pierwszy raz go widzial w krakowie... byl taki nowoczesny, taki męski, taki... sceptyczny troche, ale tez bardzo gorący...

kosciuszko dotarl do szpitala, siadajac przy lozku jego przyjaciela. kordian sie usmiechnal, gdy zobaczyl, ze ma goscia.
"sluchaj, kordianie, spotkalem dziwnego pana na ulicy..." powiedzial pospiesznie tadeusz. mlodzieniec wiedzial, ze kordian jest ogromnym plotkarzem i zna kazdego z miasta.
"a jak to ciacho wyglądało??? sory juz jakis czas siedze w tym szpitalu ale jak tylko konstanty mi ufunduje porzadne leki to wyjde. i tak plotki mnie nie omijają. to prawda, ze kolejka po chleb w chacie polskiej jest dluga na kilometr?" rozgadal sie kordian.
"nawet nie na jeden kilometr, tylko na dwa. w kazdym razie, kordianie, powiedz mi, kim jest piekny, mlody, wdziany w brodę, elegancki, troche sceptycznie wygladajacy, piekielnie goracy, seksowny, troche podejrzliwie wygladajacy, okropnie goracy, atrakcyjny, trochę majacy watpliwosci, goracy kawaler, prawdopodobnie szlachcic z 24k zegarkiem rece?"
"ojej, to dla mnie zagadka..." odparl ten z rose toyem jako rozrusznik serca. mial cos jeszcze do tego dopowiedziec, ale tadeusz szybko mu przerwal.
"co!!!???!!" tadeusz podniosl glos, wstajac z krzeslka przy lozku kordiana. kordian az sie wzdrygnal ze strachu. "jak to nie wiesz kim on jest?!!!!?????!??" kosciuszko zlapal kordiana za koszulę, podnoszac mu klatke piersiowa z lozka. monitor nagle zaczal bipać i bzyczeć. zbiegli sie lekarze i pielęgniarki, ktore zaczęły krzyczec, ze to wstrząs. kosciuszko puscil mezczyzne, odchodzac od lozka w strachu. co on zrobil? czemu tak wybuchnal? nigdy taki nie byl...
niedlugo potem tadeusz zostal wyrzucony ze szpitala. nawet nie mogl sie dowiedziec czy jego przyjaciel przezyl wstrząs...

kosciuszko, mimo ze zazwyczaj nie pił, postanowil ze to wszystko to za duzo dla niego. nie dosc ze kolejka po chleb jest dluga na dwa kilometry i gierek mu nie pomaga, to jeszcze do tego prawie zabil swojego przyjaciela...

mlodzieniec poprosil o najmocniejsza wódkę jak prawdziwy Białorusin z urodzenia i zwrocil sie do swojego towarzysza ze stolika.
"ciężkie te zycie..."
"owszem, szlachetny Panie. dlatego trzeba zwalczyć kapitalizm i doprowadzić do anarchii na świecie." odparł mu kot w butach, popijając swoje mleko.
kosciuszko jedynie westchnął, opierajac przy tym swoja ciezka i przemęczona glowe na rękach.
Tadeusz jak gdyby nigdy nic popijal swoją wodke, gdy nagle ktos zaczal go ciagnac za jego ponetne i geste wlosy. kosciuszko prawie wyplul swoja wodke, ale ze brakowalo mu ostatnio kartek na cokolwiek, to musiał jednak ją szybko polknac zeby jej nie zmarnowac. bohater odwrócił sie, zarazem wyciagajac swoja szable z pochowka. okazalo sie, ze wlosy ciagnal mu nikt inny jak brutus. kosciuszko dramatycznie i gwaltownie zaciagnal sie powietrzem, przy tym zaciagajac sie niechcacy czyms innym i wrzasnął
"i ty, brutusie, przeciwko mnie?!?"
wszyscy pijacy z baru zwrócili wzrok na mezczyzn.
"Panie...Och...Daj mi tylko dotknąć twych stóp...Och, mój Panie... Będę Cię wielbić jak najwyższego Boga, mój Panie... Proszę, pozwól mi---" brutus nawet nie skonczyl sie wypowiadac, gdy do jego gardla zostala przylozona ostra szabla Kościuszki.
brutus, nie wiedząc czemu (prawdopodobnie przez chorobe psychiczną) zaczal atakowac kosciuszke, wymachując w niego nozem i krzycząc, ze go zabije.
atmosfera robila sie goraca, obydwaj unikali ciosow od nieprzyjaciela i bili sie niczym wolodyjowski i kmicic. nagle drzwi od baru sie otworzyly i do budynku wbiegla milicja, a wraz z nimi pojawil sie ten piekny, mlody, wdziany w brodę, elegancki, troche sceptycznie wygladajacy, piekielnie goracy, seksowny, troche podejrzliwie wygladajacy, okropnie goracy, atrakcyjny, trochę majacy watpliwosci, goracy kawaler, prawdopodobnie szlachcic, ktory w dodatku nosil zloty zegarek 24k jak z piosenki bruno marsa.
"To on, brać go!" krzyknął przystoiniak. brutus natychmiast zostal pozbawiony broni i zabrany nie wiadomo gdzie.
"Wszystko w porządku, towarzyszu?" zapytał kawaler.
"tak...na szczescie przeżyłem insurekcje kosciuszkowska, wiec to nie byl dla mnie problem..." odparl tadeusz, tym razem troche pewniej niz za pierwszym spotkaniem. "czy moglbym prosic o Pana imie...? jestem Panu bardzo wdzieczny za to wszystko..." kontynuowal mlodzieniec.
"Nie musisz mi dziękować, i tak ścigałem tego Brutusa przez nie wiadomo ile wieków. Nazywam sie Mróz. Remigiusz Mróz."

chwila... mróz...?
kosciuszko skads znal to nazwisko...

Series this work belongs to: