Actions

Work Header

dziarscy chłopscy

Summary:

kosciuszko wchodzi w bójkę ze swoim wrogiem od dzieciństwa. wszystko idzie w porządku, dopóki nie zjawia sie...on.

rozdzial 2 kolejek chlebowych.

Notes:

(See the end of the work for notes.)

Work Text:

po tym calym wyjsciu tadeusza do baru i bitwy z brutusem, mezczyzna wrocil do domu pijany i od razu padl na lozko z wyczerpania. nazajutrz obudził sie z kacem, ale jako prawdziwy polak patriota szybko sie z nim uporal, walczac z nim jak pod raclawicami 4 kwietnia. ach te czasy...

gdy tylko bohater skonczyl rozmyślać o swoich licznych zwycięskich bitwach, przypomniala mu sie ta... twarz. twarz tego pieknego, mlodego, wdzianego w brodę, eleganckiego, troche sceptycznie wygladajacego, piekielnie goracego, seksownego, troche podejrzliwie wygladajacego, okropnie goracego, atrakcyjnego, trochę majacego watpliwosci, goracego kawalera, prawdopodobnie szlachica, który nosil na swoim nadgarstku 24k zloty zegarek, tak jak z piosenki bruno marsa. ten prawdopodobnie szlachic nazywal sie... mróz. remigiusz mróz. kosciuszko za nic nie mogl sobie przypomniec skad moze znac to imie... czyzby...z tego że jakiś mroz byl patronem rodziny monet...? ajj, nie, na pewno to nie to... to bylo cos wiecej. cos co znacznie przewyższało jakiekolwiek afery. kosciuszko zdecydowal, ze musi sie wiecej dowiedziec o tym panie. dlatego wstal z lozka, ubral sie w swoj najlepszy garnitur, szable wzial w razie czego i wyruszyl prosto na ulice jozefa pilsudskiego w krakowie.

ranek byl troche chlodny, wiec tadeusz postanowil, ze przesiedzi godzine w karczmie i zje jakies sniadanie. bohater nie spodziewal sie wielu klientow o tej godzinie i mial racje - nie bylo nikogo poza kilkorgiem pijaczyn, boleslawa chrobrego i marii konopnickiej przy ladzie. kosciuszko usiadl przy pierwszym lepszym stoliku i zamowil pstrąga wypchanego swininą, pierożki z kapusta, rybe wędzona na slodko i francuskie makarony. gdy Kościuszko gawędził sobie z konopnicką, wszedł on. kosciuszko zaczal wymyślać swojego wroga w myslach.
"jakie szerokie bary...ledwo co sie miesci w tych drzwiach, a cale stado bykow przeciez przez nie by przebieglo z latwoscia! ten stwór ma wiecej zmarszczek na czole niz moj pradziad prokop michail mazowiecki, a on i tak juz nie zyje od 4 wiekow. a ten papieroch w jego ustach to chyba tam juz siedzi od kilku lat... tak smierdzi jakby go nie wyciagal z tej paszczy nawet do mycia! nie dziwie sie ze ma dziurawe zęby jak asfalt w polsce...ha tfu na niego..."
kosciuszko naprawde nienawidzil tego mezczyzny, a wynikało to tylko z jednego: gdy byli jeszcze młodzianami, to nieprzyjaciel ten podstawil noge nikomu innemu jak jozefowi pilsudskiemu. pilsudski oczywiście sie przewrocil, ale przy tym wybil sobie dwa przednie zęby. przyszly król polski musial sobie pozwolic na wyrosniecie ogromnego, krzaciastego wąsa na jego twarzy, zeby tylko nie bylo widac tej okropnej dziury w jego buzi...kosciuszko wtedy uwazal pilsudskiego za najwiekszego przystojniaka w pps i zamierzal go wyslac do top model, ale jego wrog zrobil mu specjalnie na zlosc, żeby pilsudski sie nie zakwalifikował. od tamtej pory mezczyzni sie szczerze nienawidzą.

gdy tylko nemesis kosciuszki go zauwazyl, jak zawsze chcac mu zrobic na zlosc, dosiadl sie do niego.
"och, moj przyjacielu! jak tam u ciebie? dawno się nie widzieliśmy. fajny mam drip?" camus pokazal na swoj stroj adidasa, trząsąc przy tym swoimi wieloma zlotymi bransoletkami i zegarkami. tadeuszowi przypomnial sie Remigiusz Mróz. "siuuuu!!" wykrzyknal camus.
kosciuszko odwrocil wzrok z niechęci, ale po chwili znow spojrzal na mezczyzne.
"u mnie wszystko okej. a u ciebie? dalej pograzasz sie w tym swoim...egzy....egzyst....egzysten....egzekucji...?...nie, to nie to slowo...jak to bylo..egg...jajko....ah...! no tak, egzystencjalizmie?" odparl kosciuszko. tadeusz nauczyl sie, ze okazywanie agresji wobec swojego nieprzyjaciela tylko go zacheca do dalszego wkurzania, wiec bohater próbował jak najbardziej ukrywac to, jak mu dym z uszu wylatywal ze zlosci. oczywiscie nie udalo mu sie, bo nie dosc ze byl caly czerwony jak pomidor, to jeszcze dym byl naprawde pod wielkim cisnieniem.
"egzystencjalizm? ej, no co ty, nie mow tak glosno przy tamtej hotuwie przy ladzie... juz dawno sobie uswiadomilem ze tylko gadalem brednie. prawdziwe zycie to dresy, zlote zęby i adidas. szkoda ze ten twój pilsudzik (czy jak on mial) nie moze miec zlotych zebow bo juz dawno trzy metry pod ziemia lezy."
kosciuszko zacisnal pięść ze złości, jego serce zaczelo bic jak na roller coasterze i... po chwili zlote zęby camusa lezaly juz na podlodze. camus przylozyl reke do policzka, w ktorego przed chwila dostał cios od tadeusza. camus sie usmiechnal i wyplul krew na drewniana podloge karczmy. wszystkie pijaczyny z budynku gapily sie na mezczyzn.
"rozumiem... chcesz mnie zabić co? chcesz mnie zarżnąć na prostej drodze, chcesz mnie zarżnąć łotrze, bałwanie przeklęty, straszydło morskie, co? co? taki cwany jestes? no to dawaj!" zaczal podskakiwać francuz, przyjmujac postawe boksera.
kosciuszko jedynie ugryzl dolna warge, zastanawiajac sie, co on do licha robi. nigdy taki nie byl... zazwyczaj byl spokojny i opanowany... a teraz?
tadeusz tylko wzdychnal i usiadl spowrotem na krzeslo, ale zanim jego pulchne policzki dupne dotknely krzesla, camus juz go zdazyl wywalic, uderzajac go mocno w prawy policzek (twarzy, nie dupy).
"no, dawaj, cwaniaku. zeby cię zachęcić, powiem ci zart. milicja siedzi na krzesle i mysli." rzekl camus, robiac swoj charakterystyczny zawadiacki usmiech.
kosciuszko juz mial dosc, ale nie zamierzal walczyc z tym miernym kosmita z panstwa bialej flagi.
tadeusz, wstając z podlogi, potajemnie wcisnal czerwony guziczek na jego pierscionku, ktory mial na celu natychmiastowe przywołanie milicji. kazdy miał taki guziczek - milicja i osoby zwiazane z polityka mialy guziki pod skórą, normalni mieszkancy mieli gdzies w bizuterii, a chlopom wystarczylo to, ze mrugna 5 razy i powiedza "ament".
po chwili drzwi od karczmy zostaly rozwalone i do budynku weszla uzbrojona milicja. kosciuszko mial nadzieje, ze wśród milicji bedzie ten tajemniczy mróz z poprzedniego dnia, lecz go tam nie bylo. skoro nie byl z milicji, to moze byl szpiegiem dla milicji... zwlaszcza dlatego, ze powiedzial wczoraj o tym ze szukal brutusa od wiekow.
"Ręce do góry! Spodnie w dół! Przeszukanie!" wrzasnela milicja, przykladajac swoje karabiny do skroni mężczyzn. obydwoje niechętnie zaczeli sciagac spodnie. kosciuszko, widzac ze camus ma biale gacie, parsknal smiechem. biale gacie jak biala flaga francuzow. milicja od razu zareagowala i kazdy karabin zostal wskazany na kosciuszke. camus, wiedząc ze ma kokaine w gaciach, skorzystal z okazji i wybiegl z karczmy. polowa milicjantów z budynku wybiegla za młodzieńcem i gdy wrocila z nim, byl tam ktos jeszcze.
mróz. remigiusz mróz. ten piekny, mlody, wdziany w brodę, elegancki, troche sceptycznie wygladajacy, piekielnie goracy, seksowny, troche podejrzliwie wygladajacy, okropnie goracy, atrakcyjny, trochę majacy watpliwosci, goracy kawaler, prawdopodobnie szlachcic, majacy na nadgarstku zloty 24k zegarek jak z piosenki bruno marsa.
kosciuszce zablysnely oczy gdy tylko zobaczyl znajoma twarz, praktycznie blagamac go swoim spojrzeniem o ratunek. mróz zrozumial i zatrzymal milicjantow, karząc im wyjsc z karczmy i wrocic na posterunek.
"doprawdy, dziekuje ci, kolego. myslalem ze ta milicja zacznie mi jeszcze gacie ściągać..." powiedzial kosciuszko, zakladajac spowrotem spodnie.
"Nie szkodzi. Czułem, że cię tu znajdę, towarzyszu." rzekl mróz, przyblizajac sie do kosciuszki i szepcąc mu na ucho swoim gorącym i atrakcyjnym glosem doroslego prawowitego mężczyzny "Wiem, czego chcesz. Przyjdź o 18:00 na zielony rynek. Nie pożałujesz."
remigiusz sie usmiechnal tajemniczo i odszedl, zostawiajac kosciuszke z mnostwem pytan. kim jest ten caly mroz? czemu jego oczy sa tak puste? czemu on jest taki sceptyczny? i o co mu do licha chodzi...?! i...czemu czuje sie do niego przyciągnięty?

kosciuszko zjawil sie na zielonym rynku nieco spozniony, bo 5 minut po czasie. zauwazyl, ze okropnie duzo ludzi jest na tym rynku, i to chyba nie przez to ze dzisiaj jest czarny piątek. tadeusz zauwazyl mroza i przepychajac sie przez tlum, zauwazyl, co sie dzieje. usmiech mu opadł, jego serce prawie przestalo bic i zakrecilo mu sie w glowie. ktos wchodzil na szubienicę. i to nie byl zaden nieznany szlachcic ani zadny komunista z dupy, tylko to byl albert camus.
tadeusz odwrocil sie do remigiusza, jego wielkie i atrakcyjne brazowe oczy byly juz przepełnione łzami. racja, nienawidził tego dziedzica napoleona ale... mimo wszystko kiedys byli najlepszymi przyjaciółmi. tadeusz chcial juz zaczac blagac mroza, zeby odwolal egzekucje, ale mroz tylko spojrzal na kosciuszke swoim chlodnym, bezdusznym wzrokiem.
"Tego chciałeś, prawda?" jego glos byl cichy, ale kosciuszko byl tak zakrecony ze nie slyszal tego calego halasu z rynku, slyszal tylko glos samego mroza.
kosciuszko nie mogl z siebie wydobyc zadnego dzwieku, wiec pozostawialo mu tylko uciekniecie jak najdalej. jednak silne i podejrzane rece remigiusza przytrzymaly kosciuszke w miejscu i chwile pozniej kosciuszko ujrzal, jak kat scina glowe camusa.
tadeusz juz nie mogl dluzej tego ogladac. przezyl insurekcje kosciuszkowska, wiec na pewno uda mu sie z tego wydostac. mezczyzna nadepnal na eleganckiego buta mroza, uwalniajac sie z jego goracego i atrakcyjnego objęcia. kosciuszko biegl ile tylko mogl, ale niestety tlum mu znacznie to uniemozliwil. na szczescie udalo sie tadeuszowi dobiec na ulice jozefa pilsudskiego i juz byl prawie przy swoim domu, gdy poczul uderzenie z tylu glowy i stracił nieprzytomnośc.

kosciuszko obudzil sie przypiety pionowo do jakiejs dziwnej tablicy. mial cos przywiązanego na oczach i nic nie mogl zobaczyc...ani uslyszec...ani wywąchać. nic nie czul.
"...halo...????..." szepnal kosciuszko. po chwili uslyszal szelest i uderzenie biczem w jakies biurko.
"No, obudził się nasz mały koleżka." powiedzial jakis nieznajomy glos
"ojej jak ja się raduję! w końcu widzę jakiegoś innego człowieka poza Norwidem! choć Norwida człowiekiem nazwać nie można... ten śmierdzioch... nic tylko żre i śpi..." rzekl jakis inny chlop.
"....przepraszam...???...mozecie mnie moze odwiązać...czy cos...?..." zapytal kosciuszko.
po chwili pierwszy mezczyzna zdjal opaske z oczu kosciuszki i... okazalo sie, ze przed nim stali mickiewicz i slowacki. kosciuszko nigdy nie znal ich osobiscie, ale trudno bylo ich nie znac z ich licznych przebojów.
tadeusz gapil sie na dwójkę, zastanawiajac sie o co kurcze chodzi. juliusz zaczal mu tłumaczyć.
"mój daddy adaś chciał mi zrobić prezent urodzinowy i przyniósł mi nowego nieboszczyka, czyli ciebie. pomożesz mi poprawnie wymówić...daddy....dad...y....daddy...adasiu jak to było?"
"Dziady."
kosciuszko dalej gapil sie na nich jak na szalonych. szybko przeskanowal oczkami pokoj i zauwazyl wiele niezupelnie chcianych przez siebie rzeczy w nim.
"....prosze...prosze panstwa, czyz to nie jest troche...za duzo? to nie jest porwanie przypadkiem?" kosciuszko zapytal, niezrecznie sie usmiechajac. tadeusz zaczal przeklinac boga za to, ze nie urodzil sie jako chlop. wtedy moglby 5 razy mrugnac i powiedziec "ament".
para go wysmiala, zostawiajac go w pokoju. mowili, ze ida na spacer po domu z Norwidem. kosciuszko sie zastanawial, czemu ida na spacer po domu. po chwili uslyszal z przedpokoju jakies szczekanie brzmiace bardziej jak czlowieka nasladujacego psa...
kosciuszko zasnal, nie majac niczego innego do roboty.

gdy kosciuszko otworzyl oczy, zobaczyl zwiazanych razem mickiewicza, norwida i slowackiego. milicja odpinala tadeusza z tablicy, a w drzwiach stal nie kto inny jak Remigiusz mróz.
"... mróz? to ty...?...och..." kosciuszko szepnal, podchodzac do mezczyzny. kontynuowal "przepraszam, ze ucieklem od ciebie wczesniej...zwatpilem w ciebie...myslalem, ze jestes psychopata...ale uratowales mnie..."
"Nie szkodzi. Nic ci nie jest?" odparl Remigiusz, usmiechajac sie do mlodzienca i obejmujac go w swoich ramionach.
"nie, nic..." kosciuszko szepnal, jego policzki zrobily sie troche czerwone.
kosciuszko sobie pomyslal, ze ten caly mroz jednak faktycznie nie jest taki zly...

ale czy na pewno?

Notes:

mickiewicz/norwid/slowacki i w ogole to ich uniwersum jest z fanfika MsMinte:

https://archiveofourown.org/works/10271111?view_adult=true

kocham cie lovki

Series this work belongs to: