Work Text:
Szczerze, był to długi dzień w pracy.
Dzieciaki w przedszkolu miały kolejną awanturę, oczywiście o dostęp do zjeżdżalni, no bo jak inaczej! Na dodatek pogodzenie ich trwało prawie cały dzień, bo po tej niby małej kłótni z rana dokuczały sobie już do końca dnia.
Miałam dosyć stresu jak na dziś, i wiedząc, że Sage dziś nie będzie z powodu wypadu spowodowanego szkoleniem w pracy wiedziałam dobrze, że lepiej nie będzie.
Wchodząc do domu, pierwsze co, usłyszałam krzyki Siedem oraz jakiś inny głos. Kojarzyłam go z gdzieś, lecz nie byłam w stanie przypomnieć sobie dokładnie gdzie go słyszałam.
Oczywiście sam fakt, że ktoś z poza rodziny znajduje się obecnie w domu zaniepokoił mnie, lecz niestety, nie byłam w stanie zrozumieć dlaczego oboje krzyczeli - przekrzykiwali się uniemożliwiając to.
"Na litość boską jakby mi problemów brakowało..." wymamrotała pod nosem zdejmując kurtkę i buty.
Wtedy właśnie usłyszałam kroki na schodach, i zauważyłam Cztery która właśnie weszła do korytarza.
Zmarszczyłam brwi na widok jej ubioru - bluzka z MCR, z tego co kojarzyłam, szary, stary sweter który z tego co pamiętałam był oryginalnie prezentem dla Siedem na gwiazdkę, lecz został wrzucony na strych po tym jak nie spodobał się mu, poszarpane i podziurawione, czarne legginsy oraz pofarbowane na czarno końcówki włosów.
Pamiętałam, jak Cztery ostatnio wspominała jak to zrozpaczona jest z powodu śmierci tamagochi którym opiekowała się z tamtą jedną dziewczyną z którą się spotykała. Z tego co pamiętałam, wspominała, że to córka kolegi wujka...
Mimo wszystko, to, że pofarbowała sobie sama końcówki na czarno zmartwiło mnie. Już wyobrażałam sobie burdel w łazience, tym bardziej, że był to pierwszy raz jak próbowała samodzielnie farbować sobie włosy.
"Dzień dobry" uśmiechnęłam się słabo do Cztery, pewnie słabo ukrywając zmęczenie. "Jak tam dzień w szkole?"
"Mamo, jest problem..." Cztery nie przywitała się, jedynie podeszła bliżej, nerwowo bawiąc się rękawem swetra.
Poczułam gulę w gardle, i opadły mi ramiona.
"Tak? " starałam się utrzymać uśmiech, lecz mogłam się założyć, że lekkie załamanie głosu zdradziło mnie.
Mimo to, nie byłam gotowa na usłyszenie następnego zdania.
"No bo Siedem jest chyba w ciąży."
Zamarłam, patrząc się na Cztery jak na idiotkę... co było prawdą, gdyż przecież było to oczywiście nie możliwe. Nie było nawet jednej możliwości na to.
"Przepraszam?" podniosłam brew, otwierając szerzej oczy. Miałam ochotę się śmiać przez absurd całej tej sytuacji.
"No bo- no bo-" Cztery zająknęła się trochę. "Nie wiem dokładnie o co chodzi, ale Idź do Siedem, jest u góry z Maksiem..."
A.
Czyli to on.
Pamiętałam go dobrze. Był jednym ze sąsiadów, gdy był młodszy, zawsze chodził bawić się z tymi innymi dzieciakami na polance niedaleko placu zabaw, na pagórek gdzie stał mały drewniany domek.
Nie miałam o nim dobrej opinii, gdyż to podobno on ostatnio w szkole zabrał Cztery tamagochi, i na jej oczach zepsuł rzucając je o podłogę.
Nie skomentowałam słów Cztery, nie czekając na koniec jej wypowiedzi minęłam ją i ruszyłam w stronę schodów, mamrotając cicho do siebie aby zachować spokój.
"O- O! PANI MONET-"
Uśmiech mi zrzedł gdy wreszcie weszłam na górę, a z pokoju Siedem wyjrzał tamten chłopak sąsiadów.
Wysoki i trochę chuderlawy, nosił skórzane ogrodniczki z wyszywanym różowym kwiatkiem na kieszeni z przodu, jakąś białą bluzkę pod nimi, a jego włosy miały końcówki pomalowane dość chaotycznie na wiele różnych kolorów. Nie wyglądał na kogoś, kto sprawiałby problemy, a jednak wiedziałam, do czego doszło.
"Umm... dzień dobry? Czy mogę wiedzieć ci tu-"
"Jest Pani opiekunem prawnym Siedem, tak-?" Chłopak podszedł do mnie z tym dziwnym uśmiechem na twarzy.
Zmartwiło mnie to, lecz nim zdążyłam odpowiedzieć cokolwiek, z pokoju wyjrzał Siedem.
"NIE JESTEŚ, MIODOWA, BLAGAM, KŁAM-" Widać było, że nie był w dobrym humorze, prędzej dało się wyczytać z jego twarzy desperację i załamanie gdy oparł się o framugę drzwi. Zauważyłam, że jego włosy były trochę potargane, krawat nie zawiązany poprawnie a koszula trochę rozpięta, przez co zaczęłam się zastanawiać czy Cztery chciała mi przekazać co innego.
"Tak-?" Spojrzałam w górę na Maksia, marszcząc brwi. "Skąd to pytanie?"
"A więc." Maksiu odchrząknął. "Mam zamiar-"
"ODWAL SIĘ ODE MNIE-"
"No bo Siedem to moja mała omega, I chciałbym poprosić Panią o-"
"Nie jestem... nie jestem twoją omegą-" Słychać było, że Siedem albo prowadził już dość długą dyskusję na ten temat z nim, albo po prostu miał dosyć.
Stałam w ciszy, patrząc się pustym wzrokiem na Maksia. Zamknęłam oczy aby się uspokoić, a chłopak zamilkł, prawdopodobnie gdyż zauważył to.
"Czy coś nie tak-?" Wymamrotał, i usłyszałam w jego głosie niepewność.
Wdech, i wydech. Wdech i wydech.
"Powiem to raz" zaczęłam, bez zrywania kontaktu wzrokowego choćby na sekundę, mój głos ton niżej niż wcześniej. "I tylko raz. Opuść mój dom, moją posesję, i trzymaj się z dala od mojej rodziny."
"Huh-"
"Czy wyraziłam się jasno?" Uśmiechnęłam się do niego, ledwo powstrzymując się od złapania go za kołnierz i powtórzenia wszystkiego jeszcze raz po porządnym ciosie w szczękę. Powstrzymałam się, gdyż wiedziałam, że nie spodoba się to terapeucie.
Maksiu otworzył szerzej oczy, i wzdrygnął się.
"Tak proszę Pani-" Cofnął się, i wyminął mnie, schodząc po schodach. "Pa, skarb-"
"NIE NAZYWAJ MNIE TAK-" Siedem natychmiast krzyknął, zakrywając twarz rękoma z załamania.
Dopiero gdy usłyszałam dźwięk zamykania się drzwi wejściowych mogłam odetchnąć.
"Co tu się stało." Zwróciłam się do Siedem który odepchnął się od framugi i wreszcie do mnie podszedł.
"Ezra, ten z mojej klasy założył się że mną, że nie mam psychy skomplementować Maksia..." wymamrotał, odwracając wzrok. "No i ten potem zaczął jakieś głupoty gadać... poszedł za mną, i nie słuchał mnie jak usiłowałem go wyprosić! Zaczął wymyślać durnoty i gadać o jakimś związku, ja po prostu-"
Jęknął, ponownie kryjąc twarz w dłoniach.
"Ach tak. Mhm, rozumiem." Zaśmiałam się do siebie, kręcąc głową. Miałam tego wszystkiego dość.
Piękny dzień, wręcz cudowny.
"Okej, rozumiem." Westchnęłam. "Potem powiesz mi w szczegółach, najpierw chciałabym chociaż zjeść obiad..." wymamrotałam, i skierowałam się z powrotem na dół. "Tylko najpierw ogarnij się."
Siedem chyba wreszcie zdał sobie sprawę z tego, jak wygląda, i spojrzał na swoje ubrania.
"TO NIE TAK-"
***
Środek nocy, może jakąś 2 nad ranem, Cztery budzi mnie z zmartwiony miną.
Oho.
"Co się stało..?" Wymamrotała, nadal śpiącą. Usiadłam na łóżku dość niezadowolona z nagłej pobudki.
"Chodź do Siedem." Powiedziała tylko krótko, i odeszła beż dłuższego tłumaczenia się.
Szczerze, to nie chciałam w cale wstawać. Może i dziwnie było spać samemu, ale tak czy siak łóżko to łóżko, a środek nocy to nie pora o której życzyłam sobie być budzona. Najlepiej byłoby, gdybym była w stanie właśnie trącić Sage, i powiedzieć jej, aby to ona się tym zajęła.
Lecz Sage dziś nie było. To ja musiałam się użerać z wszystkimi problemami dziś.
Wstałam, i poszłam za nią do pokoju Siódemki.
Zastałam tam go wyglądającego przez okno z spuszczoną głową i podpierającego się o parapet, i albo śmiejąc się słabo, albo na tym etapie - już płacząc. Nie zapowiadało się najlepiej.
Cztery stanęła obok niego, więc ja poszłam w jej ślady i stanęłam po jego lewej, wyglądając na zewnątrz.
Przez to, co ujrzałam miałam ochotę otworzyć okno i rzucić w jego stronę najbliższy ciężki obiekt.
Na naszym podwórku stał Maksiu.
Znów on.
Trzymał wielki bilbord wykonany z kartonu na którym czerwoną farbą wypisał 'Wróć do mnie 7'. Pod jego stopami stało radio z którego grało 'Zawsze z Tobą chciałbym być' jeśli dobrze kojarzyłam...
Cała nasza trójka stała tam przez jakiś czas w ciszy. Przerwałam ją ja po krótkiej chwili, wzdychając.
"Zabiję tego skur-" powstrzymałam się, pamiętając, że jestem przy dzieciach, nawet jeśli nie małych, to w ciąż.
Zamknęłam oczy, i wzięłam głęboki wdech, a także wydech
"Idę zadzwonić na policję."
Odeszłam, kierując się w stronę schodów w celu dotarcia do telefonu, ostrożnie, aby niczego nie zniszczyć ani na nic nie wpaść w ciemności.
"Tylko szybko!" Usłyszałam jak Siedem pośpiesza mnie gdy schodziłam już po schodach.
Dlaczego nasi sąsiedzi to tacy wariaci... - pomyślałam, wzdychając, i wybierając numer alarmowy
