Actions

Work Header

Rating:
Archive Warning:
Category:
Fandoms:
Relationship:
Characters:
Additional Tags:
Language:
Polski
Series:
Part 3 of Sekretne Życie fanfiki
Stats:
Published:
2025-11-01
Words:
1,147
Chapters:
1/1
Kudos:
5
Hits:
27

Herbata smakuje lepiej, gdy pije się ją w towarzystwie

Summary:

Koncept tego, jak Herbaciane duo poznało się w modern au? Może?

NIE JEST TO ŻADEN AU ZWIĄZANE Z ORYGINALNYM LIFE SERIES GRIANA, JEDYNIE AU SERWERA NA KTÓRYM GRAM Z PRZYJACIÓŁMI GUYS!!!

Notes:

NIE SPRAWDZAŁAM BŁEDÓW I PISALAM NA TELEFONIE JAK CO!!!

Dlatego przepraszam za błędy ortograficzne jeśli jakiekolwiek się pojawią :']

Work Text:

Jesień, 14 lat wcześniej

Była już prawie szesnasta, zaledwie pół godziny do zamknięcia przedszkola. Za oknami akurat dziś było dość ciemno, ale przynajmniej godzinę temu przestał padać deszcz.

W sali siedziało nadal kilka dzieciaków czekających na rodziców. Mała grupka budowała z klocków, dwójka tysowała i kilkoro grało w planszówki na dywanie. Około godzinę temu do mojej grupy, jednej z najmłodszych, przyszły dzieciaki ze starszej - ku mojemu zaskoczeniu dość dobrze zadawały się z młodszymi dzieciakami, i dzięki temu poczułam ogromną ulgę, gdyż spodziewałam się kłótni i wołań co pięć minut z powodu kolejnego dokuczania od strony starszych dzieci.

Sama obecnie siedziałam przy tej grupce która grała w planszówki, i pomagałm im z zasadami gdyby tylko mieli jakieś kłopoty ze zrozumieniem ich. Mimo iż starsze dzieci były nie wydawały się zupełnie ufne w moją stronę, co było zrozumiałe - zaczęłam pracę niedawno, to chyba na tym etapie chociaż trochę polubiły mnie.

Wtedy właśnie usłyszałam jak ktoś otwiera drzwi, i zobaczyłam jednego z rodziców zerkającego do środka.

Wydawała się być dość niską kobietą, miała jasne blond włosy sięgające jej ramion, dość bladą cerę i zielone oczy. Nosiła białą koszulę i czarny garnitur, więc zapewnie ledwo skończyła pracę i przyjechała dopiero odebrać dziecko. Nie kojarzyłam jej, więc pewnie był to rodzic kogoś z starszej grupy.

Gdy spojrzałaś jej w oczy, kobieta tak jakby Zamarłam, oczy otworzyły jej się trochę szerzej. Dlatego, że nadal zaglądała jedynie do pomieszczenia wyglądała dość uroczo wystawiając tylko głowę i trochę tłowia, a ta mina tylko w tym pomogła.

Otrząsnęłam się wreszcie, i podniosłam się podchodząc do niej.

"Dzień dobry, pani po...?" Zapytałam, uśmiechając się do niej.

Ona stała chwilę w ciszy, patrząc mi się w oczy, co spowodowało iż zaczęło mi być gorąco.

Czemu?

Dobre pytanie. Czułam, jak serce zaczyna mi łomotać w klatce piersiowej a policzki i uszy stopniowo nagrzewają się. Byłam jeszcze w stanie oddychać spokojnie i mówić wyraźnie, więc nie byłam oszołomiona do takiego stopnia... jak na razie.

"Proszę Pani?" Wymamrotałm, przekrzywiając głowę do boku. "Czy coś się stało?"

Kobieta wreszcie otrząsnęła się, jej twarz zapłonęła rumieńcem.

"Ya y- tak, przepraszam-" uśmiechnęła się trochę nerwowo i w pełni zaglądając do środka.

Jeszcze przez chwilę w ciszy patrzyłyśmy się na siebie.

"To po kogo jest pani?" Powtórzyłam pytanie, na co ona chyba nareszcie w pełni otrząsnęła się.

"A tak! Siedem- Siedem. Osoby przy recepcji powiedziały mi, że jest tutaj-?" Wyjaśniła, rozglądając się, i wyraźnie rospromieniając gdy go zauważyła.

Powędrowałam za jej wzrokiem, i rozpoznałam jednego z chłopców przy klockach - niski, rozczochrane, brązowe włosy i fioletowa bluza. Wcześniej rozmawiałam z nim w sprawie jakiegoś innego dzieciaka który mu dokuczał.

"Ach- Siedem!" Zawołałam do chłopca, na co on odwrócił się w naszą stronę, i zasmucił.

"Jeszcze dziesięć minut! Musimy dokończyć budować dom!" Zawołał, i nim usłyszał chodź jedno słowo protestu wrócił już do zabawy.

Westchnęłam, odwracając się do jego matki.

"Jeśli ma pani coś pilnego do roboty, to mogę..."

"Nie nie-" kobieta weszła mi w słowo, uśmiechając się. "Spokojnie, nie śpieszy mi się. Mam czas aby poczekać."

"To dobrze, bo dziesięciu minut to to może nie zająć." Zaśmiałam się pod nosem, spoglądając na dzieci.

Stałyśmy chwilę w ciszy nim ona się odezwała.

"Nie widziałam tu pani wcześniej... praca zaczęta coś ostatnio, czy..?"

"Tak, tak." Kiwnęłam głową, ponownie odwracając się w jej stronę. Zauważyłam, że uśmiecha się bardzo szeroko, co natychmiast wywołało, z jakiegoś powodu, podobny uśmiech na mojej twarzy. "Ostatnio przeprowadziłam się w okolice, na ulicę Skeretną i zaczęłam pracę tutaj."

"No to mieszkamy na tej samej!" Rozpromieniła się, i wyciągnęła dłoń w moją stronę. "Sage Saged, miło poznać."

Gdy wyciągnęła w moją stronę rękę, zostałam trochę zaskoczona.

"Hmm-? Oh-! Pamela Monet, ale większość znajomych mówi mi Miodowa... dzieci też tak do mnie zazwyczaj mówią, to takie głupie przezwisko które nadał mi przyjaciel i niektóre z nich usłyszały. Spodobało się im coś za bardzo" zcisnęłam jej dłoń, uśmiechając się promiennie.

Gdy tylko poczułam kontrast mojej twardej, a jej miękkiej skóry, poczułam rumieniec powracający po raz kolejny. Byłam wprost zaskoczona jak miękka była jej dłoń, i miałam ochotę delikatnie ją złapać i przejechać kciukiem po kostkach, po czym-

Co ja sobię myślę-

Otrząsnęłam się z tego dość szybko, natychmiast karcąc się za nawet fantazjowanie o takich rzeczach w obliczu kogoś, kogo poznałam pare minut temu.

Mimo to, Sage również cała zarumieniła się, więc istniały plusy - mogłam oglądać spanikowany uśmiech który obecnie malował się jej na twarzy.

Trzymałyśmy się za dłonie prawdopodobnie trochę za długo. Ja patrzyłam jej się w oczy, ona w moje. Stałyśmy tak w ciszy, i w pewnym momęcie z jej ust zniknął uśmiech, a usta lekko otworzyły się.

Moją ręką doszła do tej pierwszej, i delikatnie scisnęłam jej dłoń, otwierając usta by chociażby spróbować poderwać ją, mimo wiedzy, że w komplementowaniu byłam żałosna.

Raz godzi śmierć.

"Muszę powiedzieć, że żadko w tych czasach spotyka się kobiety z czasem na dziecko, pożądną pracę i jeszcze przygotowaniem się na dzień. Naprawdę, zaskoczona jestem, że po zapewnie conajmniej 7 godzinach pracy nadal nie jest tak źle." Wewnątrz modliłam się, że nie wyjdę zaraz na idiotkę.

"To co ja mam powiedzieć, kiedy stoi przede mną taka piekność."

Scisnęłam ręce Sage mocniej, i już wiedziałm, że spłonęłam rumieńcem.

"Może na przykład 'czy masz czas w ten piętek?'" Ugryzłam się w język- to wszystko brzmiało tak... sztucznie, a jednak...

"Siedemnasta w kawiarni na Podwójnej?" Sage zaproponowała, ku mojemu zaskoczeniu.

"Mi pasuje"  wymamrotałam, nadal uśmiechając się delikatnie, aczkolwiek było mi tak gorąco, że miałam ochotę wyjść przez okno I odejść jak najdalej ze wstydu i zarzenowania własną osobą. "Nie vędę mogła się doczekać."

"A niby ja będę mogła?" Sage zaśmiała się, puszczając wreszcie moje dłonie.

Prawie od razu poczułam rozczarowanie i to dziwne uczucie pustki gdy nie czułam już jej dotyku.

Lecz zanim wpędziłam się głębiej w rozmyślania, przerwał nam inny głos.

"Jestem!" Siedem potszedł do nas, szczerząc się od ucha do ucha. "Nawet sprzątnąłem!"

"To świetnie!" Sage zaoferowała swoją dłoń Siedem. "To w takim razie będziemy chyba szli..."

Ponownie na mnie spojrzała, a ja na nią

"To so piątku?" Upewniła się.

"Oczywiście." Kiwnęłam głową, uśmiechając się do niej.

"No tak, no tak-" Sage rozpromieniła się, i odwróciła w stronę wyjścia. "Do zobaczenia, Miodku!"

Po tych słowach wyszła wraz z Siedem, a ja stałam tak oszołomiona.

...przepraszam-

Przepraszam-

PRZEPRASZAM?!

Jej słowa dopiero dotarły do mnie, i jeśli wcześniej nie byłam cała czerwona, z pewnością osiągnęłam ten stan teraz.

'MIODKU'?!

Oparłam się o ścianę, poczułam się trochę słabiej. Co gorsza, nie wiedziałam czemu. Czemu jej wzrok i komentarze sprawiają, że robi mi się gorąco, oraz dlaczego myśl zobaczenia jej jeszcze raz sprawiała, że czułam ten dziwny stres i podekscytowanie-

Pierwszy raz od bardzo dawna czułam się tak, i nie miałam zielonego pojęcia jak sobie z tym poradzić.

Wzięłam głęboki oddech, a następnie odepchnęłam się od ściany. Wróciłam do grupki dzieci która grała w planszówki, i do zamknięcia usiłowałam nie myśleć o Sage, co okazało się zanadto trudne.

Byle by przeżyć do piątku, huh?

Series this work belongs to: