Actions

Work Header

Co by było gdyby...

Summary:

Radosław, Karol i Rafał mieszkają razem.

Krótkie historyjki z ich wspólnego życia xd

Notes:

Robiłem ćwiczenie na pisanie dialogów i potem dopisałem trochę opisów xd

Chapter 1: Szafka z temu

Summary:

Karol kupuje szafkę na temu. Instrukcja okazuje się być w obcym języku, którego nie zna nawet Rafał.

Radek nie pomaga.

Chapter Text

Przed dwójką prezydentów leżało pudełko, zapełnione drewnianymi częściami - jeśli wierząc opisowi, były one szafką.

- Co to za szlaczki... - Karol odwrócił instrukcję do góry nogami, mrużąc oczy.

- Daj, zobaczę... - Rafał zaprzeczył swojemu spokojnemu głosu, brutalnie wyrywając mu kartkę.

- I?

- To chiński.. Kurwa, MÓWIŁEM żebyś nie zamawiał szafek na temu. - Trzaskowski potarł palcami nasadę nosa, czując nadchodzącą migrenę.

- Ale były tanie... - Jęknał jego partner, ponownie oglądając drewniane elementy.

- Jesteś prezydentem, Karol, masz pieniędzy jak lodu.

- Propos lodów... - Dłoń Nawrockiego zawędrowała niebezpiecznie wysoko na jego udzie.

- Nie teraz, idioto. - Rafała strząsnął jego palce.

Po krótkiej chwili Karol znowu się odezwał. - Jesteś pewien że nie znasz chińskiego? Wiesz, może jest podobny do... Francuskiego, czy co tam jeszcze znasz?

- To inny alfabet, oczywiście że nie..

Drzwi trzasnęły, i do pomieszczenia wszedł Radek.

- Co wy tutaj...

- Nie pytaj. Karol zamówił szafkę. Na temu. - Rafał westchnął zrezygnowany, oglądając jak Nawrocki siłuje się z drewnem.

- "Temu"? Toż to chińskie gówno, Karol, naprawdę? - Radosław zdegustowany stanął nad nim, krzywiąc się.

Karol próbował włożyć nogę krzesła do ewidentnie za małej szczeliny. - Cicho, skupiam się. - warknął.

- To nie wszystko, Radek... Instrukcja jest po chińsku. - Dodał zrozpaczony Rafał.

- Jedyny język jakiego nie znasz. - Sikorski uśmiechnął się wrednie, oglądając zmagania prezydenta.

- Zamknij się.

- Przymknijcie się obaj. Da się to złożyć na oko... - Karol nie tracił nadziei.

- Nie ma możliwości zwrotu? - Radek sięgnął po ostatnią deskę ratunku

- To temu, Radek. Nie, nie ma.

- Nie wymądrzaj się, tylko mi pomóż. - Jęknął Karol, nareszcie łącząc ze sobą elementy.

- Ja? Mam brudzić ręce tym produktem stworzonym przez chińskie dzieci?

- Jak one dały radę, to ty też dasz.

- Boże, dobrze. Karol, daj mi to.

- Uważaj, bo ta sklejka jest tak cienka, że... - Zaczął Rafał.

- Cholera! - Część przełamała się na dwie, rozsypując się na kolanach Karola.

- ...że łatwo pęknie. Mówiłem, brawo Karol.

- Jest zapasowa część, nie panikuj.

- Ile jest potrzebnych Nawrockich do złożenia jednej szafki...? - Radek zawiesił głos, mrużąc oczy w uśmiechu.

- Jednego, i wielu szafek. Ale zabawne. - Westchnął Rafał.

- Cicho, Rafał, cicho, Radek, skupiam się.
Trzaskowski zrezygnowany usiadł obok niego, masując skronie.

Gotowy mebel przedstawiał sobą iście żałosny widok. Szafki on nie przypominał, bardziej stołek.
Nóżki poskręcane z kilku kawałków ledwo utrzymywały koronkowe siedzisko. Brudne drewno z którego został zrobiony wyglądało na wiecznie zakurzone. Gdzie było oparcie?

- Karol... - Westchnął Rafał, wciąż siedząc na podłodze.

- Tak? -

- Gdzie jest to cholerne oparcie? - Potrząsnął pudełkiem, z którego wysypało się wiele części zapasowych. Żadnego oparcia.

- Nie było. - Stwierdził głupio Karol.

- Jak to nie było?

- Po prostu.

Radek oderwał wzrok od telefonu, prychajac pod nosem. - Naprawdę?

- Naprawdę.

- Idioci... - Radosław ze zmarszczonymi brwiami zsunął się na posadzkę, siadając obok Rafała. - Pokaż mi to.

Trzaskowski zrobił mu miejsce, wkurzony patrząc na Karola.

- To twoja wina.

Nawrocki unosił obie dłonie do góry. - Poddaje się, panie prezydencie.

Rafał prychnął. - Może to stołek? Stołki nie mają oparć.

- Czy to nie miała być szafka? - Wtrącił Sikorski.