Chapter Text
hamlet junior to nikt inny niż książę Hamlet, a że ostatnio przeżywał lekki kryzys życiowy to poszedł na spacer. co prawda spacer tylko wzbudził kolejne podejrzenia wszystkich ludzi których Hamlet znał, bo powszechnie uważano go za szmacacego się mężczyznę lekkich obyczajow. było to niezwykle krzywdzące dla młodego księcia, który wcale się nie prostytuował, tylko romansował tu i ówdzie z mężczyznami których akurat znal i uznal za atrakcyjnych... było okolo godziny dwudziestej i hamlet uznal ze jest wystarczająco ciemno aby móc przezyc prawdziwie depresyjny napad placzu po ostatnim kochanku. tak, hamlet wlasnie go stracil... Wstrentny rozenkranc czy jak mu tam bylo, sam ksiaże nie był pewien, bo akurat ten przystojniak miał zbyt skomplikowane nazwisko żeby pamiętać... A moze nawet i imie. Książę naprawde go kochał, w końcu miał bardzo przystojny głos i najwiekszy sześciopak jaki sie dało znaleźć pomiedzy syberia i hiszpania, a hamlet, bądź co bądź, dorastał pośród luksusowych obrazow z gołymi mężczyznami z idealnymi abs którzy wyglądali jak wyciagnieci prosto z mitologii greckiej. No i wlasnie ten dupek rozenkac okazal sie być zdrajcą i mieć romans z glindersternem. A hamlet naprade myslal ze kiedy rozenkranc poprosil o trójkąt z trzecim mężczyzna to dlatego, że ceny zabawek z chin wzrosły tak drastycznie przez cła nałożone przez Klaudiusza, który nie chciał żeby poloniusz sie bez niego bawił, że taniej było zaciągnąć trzeciego do lozka. Sprawę pogarszał też fakt że glinderstern miał niesamowicie seksowny pępek, i każdy sie na jego widok ślinił, nawet Jarosław Kaczyński. Po tygodniu od tego okropnego trójkąta ronzentkat przyszedł do Hamleta i powiedział "książę hamelcie... To nie tak jak myslisz ale pempek glintensterna jest zbyt seksowny... ja juz nie chce być z tobą... btw glintenstern rozumie czemu chce miec skarpetki na stopach nie to co ty... Prawdziwy mężczyzna jak on wie ze nie jesteśmy homo". Hamletowi złamało to serce, i wlasnie dlatego poszedl na spacer. Poszedl na spacer również dlatego ze Ofelia cały czas go dręczyła. W dodatku wszyscy mieli oczekiwania ze hamlet ja poslubi bo jest bogobojna, dlatego też hamlet aby zachować pozory ze jest przykładnym księciem cały czas mówił do niej sprośne komentarze. Ależ ta dziewczyna była nudna. Poloniusz ją odsyłał żeby z kimś plotła wianki, a że Laertes wyemigrował gdzieś do Anglii (według plotek sypiał z królem), Klaudiusz był zajęty omawianiem spraw ojczyzny z drugim mężczyzna Poloniuszem, Gertruda akurat miała terapie grupową wraz z Elizą Hamilton, Marią Kaczyńska i Januszem Korczakiem, no to Ofelii pozostawało dręczyć tylko Hamleta i Horacego. Na nieszczęście Horacy pojechał po mleko i Hamlet został sam z Ofelia. Dlatego też poszedl na spacer. O tej porze roku Dania była szczególnie depresyjna, choć była taka zawsze, odkąd graniczyła z Bałtykiem. Wojny z Norwegia i (ha tfu) kolaboracja Turecko-szwedzką ją bardzo wyniszczyły, a śmierć Hamleta seniora doprowadziła do totalnego zachmurzenia. Choć rownie dobrze mogło byc to globalne ocieplenie i smog. Tak czy siak, nastrój otoczenia pasował Hamletowi idealnie aby snuć romantyczne rozważanie o sensie życia po tym jak twój kochanek z niezwykle seksownym sześciopakiem którego nie da się znalezc nigdzie indziej pomiędzy syberia a hiszpania zdradza cie z mężczyzną z niezwykle seksownym pępkiem... I w dodatku nie ściągają skarpetek. Niestety, w Danii nie ma zbyt wiele ścieżek do spscerow, więc Hamlet był zmuszony chodzić w kółko dookoła zamku, i modlić sie żeby Ofelia go nie zobaczyła przez okna. Albo jeszcze gorzej, żeby nie zobaczyć Klaudiusza pochylonego nad jakimiś dokumentami z Poloniuszem który jakieś dziwne rzeczy robi pod stołem... Hamlet sie aż wzdrygnał. Jego wuj był okropnym oblechem i propagował propagande o nie sciaganiu skarpetek aby przypadkiem nie stac sie homo. Dlatego też podczas drepatania w kółko do okola zamku, Hamlet wpatrywał sie w błoto u swoich stóp i nie zauważył kiedy zbliżał sie do niego młodzieniec w brudnych ubraniach. "Oooo.... Ale jest zimno... Przeklęci ruscy... Miłość do ojczyzny.... Ratunku... Umieram" krzyknął i upadł w bloto przed nogami hamleta. Ksiaze sie zdziwil. Widział już dużo duńskich żebraków, a nawet widział błagającego rozenkratza ale nigdy nie widział żeby ktoś błagał o pomoc poprzez wyklinanie rusków. Żebrak mial na sobie jakby studenckie ubranie. Czyżby uciekl z uniwersytetu? Hamlet gardził kazydm kto przed nauką uciekał, no bo nie dość ze mają do niej dostęp w tych niełatwych czasach, to jeszcze uciekając powodują luki na uniwersytetach i tyle papierologi... A wszystkie dokumenty trafiają do kaldisuza ktory moze wtedy mieć pretekst aby spędzać czas z poloniuszem i sobie nawzajem pomagać lekko odsłonić krawędź skarpetek... Hamelt myślał ze sie na samą myśl porzyga. Oczywiście że ten losowy żebrak przyszedl mu przypomnieć o Klaudiuszu... A jak o Klaudiuszu to o zdradzie... A jak zdrada... ROZNETRKANC!!! Tak nie mogło być. Hamlet był przeciez księciem duńskim a nie byle chłopem któremu można wygarniac przeszłość bezkarnie. Szarpnął więc żebraka do góry, zadając przeprosin, ale mlodzianin był nieprzytomny. Jak to tak? Bez zgody księcia zemdlał na jego stopach? Stopach w czarne oficerki skórzane numer B10440-E50-000-000-000 by Magdalena pieczonka za 999,00 bo kupował bez promocji? I to w dodatku kiedy Hamlet nie miał na sobie skarpet długich, a stopki, co było niezwykle skandaliczne ponieważ przez cały czas było mu widać kostki? Hamlet chciał tego człowieka uderzyć, ale zobaczył jaką młoda i zmęczona ma twarz... Wyglądał na bardzo młodego, choc może i nie aż tak... Cierpienie go postarzyło, zmarszczki na czole jakby mówiły "nazywamy się milion bo cierpimy za miliony", ale nie, jednakże jego zmarszczki przy oczodołach krzyczały głośniej "ja mistrz". Z pewnością nie mógł być to zeyczajny dzieciak, aż Hamletowi zabiło mocniej serce... Wyglądał prawie jak Horacy, miał te same brudne włosy.... Tak. To musiał być znak. Hamlet właśnie otrzymał znak od samego Jezusa Chrystusa że powinien raczej spojrzeć w stronę najbardziej zaufanej osoby, porzucić Rozenkaca (lecz nie gorycz i pretensje), Ofelię która nic tylko wianki plotła i skupić sie w końcu na tym aby stworzyć porządną rodzinę z dzieckiem wychowanym tak aby skarpetki ściągać. Tymczasem w Warszawie, niczego nieświadomy Jezus Chrystus siedział w podziemnym barze wraz z Jarosławem Kaczyńskim, Kazikiem, Juliuszem Słowackim, Vincentem Monetem i Rejentem, i w ogóle wszystkimi z tagów, ponieważ Warszawę opanowała (ha tfu) kolaboracja turecko-szwedzka. W barze co prawda nie serowano żadnego dobrego alkoholu ale serwowano dżem z dyni i zupę kokosową, a więc kazdy obecny sie zajadał tymi frykasami, narzekając na to że Czarnecki się jeszcze nie pojawił i nie skopał tyłka gubernatorowi, bo wszyscy mieli nadzieję że uda im się urządzić imprezę na matki Bożej zielnej z nieco procentowymi alkoholami... Nie mówiąc już o wszystkich osobach które utknęły w Warszawskim Barze Podziemnym przypadkiem podczas przejazdu przez szlak Wilno—Gdańsk. I właśnie w momencie w którym Hamlet podjął decyzję, do piwnicy barowej która była już i tak pełna, wbiegł Maciej, triumfująco trzymając coś zawiniętego w brudną szmatę zerwaną z szwedzkiego munduru. Wszyscy obecni na widok szwedzkiej tkaniny wydali z siebie głośne "ha tfu" dezaprobaty, jednakże Maciej niestety nie zrozumiał aluzji i zaczął sie przepychać przez ludzi w kierunku beczki na ktorej siedział Kazik. Po niezbyt miłych interakcjach ze społecznością (w końcu Maciej to niezdara, więc nadepnął Mickiewiczowi na stopę akurat kiedy ten próbował zdobyć numer Nawrockiego, przewrócił sie o noge Hrabii, która wystawiła spod stołu gdzie sam hrabia był zajęty oglądaniem knykcii Tadeusza i pociągnął Fryderyka Chopina za włosy, powodując przerwę w improwizowanym koncercie pianistycznym na w połowie zdewastowanym klawesynie), Maciej w końcu dotarł do Kazimierza... Który nic nie podejrzewając wydal z siebie głośne ha tfu na widok szwedzkiej szmaty. Maciej uklęknął na prawe kolano, ale zorientował się szybko że to symbol prawołamiących szwedzkich szmat i tureckich palantów, więc zaraz uklęknął na lewe kolano, tak aby reprezentować leworęcznych skoczków narciarskich obecnych podczas zimowych igrzysk 1234 roku w Konstantynopolu, i zaczął odwijać szwedzką szmatę. Wkrótce oczom zebranych ukazała się najprawdziwsza kiełbasa palcówka, wywołując zdumienie i zachwyt. "Ma—Maciej... Ale jak to... Przecież wiadomo że masz więcej szczęścia niż rozumu... Jak udało ci się zdobyć mięso?" Zapytał zdumiony Kazik, nie wiedząc jeszcze jaką historię usłyszy. "Okradłem turecki obóz obok Kielc, tam gdzie trzymają kozaków aby im wyrabiali kiełbasę... Rafałowicz pomógł mi się tam dostać i podwiózł mnie swoim BMW, a Kacper wraz ze mną konie i kiełbasy kradł... A więc teraz i ja i Kacper możemy się oświadczyć.... On Anieli... A ja...." Mówił Maciej, ale przerwała mu drmaatyczna improwizowana romantyczna melodia pianistyczna na cztery ręce grana przez Chopina i Liszta na w poł zdewastowanym klawesynie. Kazik słysząc i melodie i słowa Macieja się rozpłakał, a wszyscy w okół zaczeli wiwatować. W końcu Rudy wraz z Zosią (nie mylić z Zośką, Tadeusz był pochłonięty grą w pokera wraz z Rodionem, Filipem Hamiltonem i Telimeną, którą wszyscy przegrywali ponieważ Telimena miała niesamowite skille w hazardzie) zaczęli krzyczeć gorzko, co zaraz zostało pochwycone przez resztę sali, jednakże, Maciej jak to maciej, znowuż zignorował sugestie i zamiast tego po prostu Kaizka przytulił. Sala znowu wybuchła wiwatami, i nagle Ebenezer Scrooge postanowił być dobrym człowiekiem i przekazać pół złamanego grosza na WOŚP, dzięki czemu całkowicie zjednoczona społeczność barowa zaczęła tańczyć Belgijkę do improwizocajnyjnej melodii tanecznej granej juz przez mozarta ponieważ Chopin wraz z Lisztem zaczeli tańczyć tango na trzy ósme i podśpiewywać co takt "jezus maryja, jezus maryja". Widząc wszechobecna radość rodzice Neila Perry'ego uznali że w sumie ich syn może być aktorem, pod warunkiem że Hatsune Miku zrobi breakdance na ich weselu rozwodowym. I choć mógłby się wydawać że wszyscy są absolutnie szczęśliwi, w kącie obok stolika pod którym Hrabia oglądał knycie Tadeusza, gdzieś pomiędzy Juliuszem Słowackim zieleniejacym z zazdrosci za Mickiewiczem a Wokulskim który ochoczo popijał swoją zupę kokosową siedział nieszczęśliwy romantyk, który co prawda uniknął egzekucji, ale wciąż cierpiał za milijony, mając świadomość że jego mistrz zaginął bez wieści po zsyłce na sybir...
