Work Text:
W swoim życiu Sam stracił już bardzo wiele. Można by się spodziewać, że się do tego przyzwyczai. Przecież z tym od zawsze wiązało się życie łowcy. Ludzie pojawiali się i odchodzili, związki trwały może i namiętnie, ale krótko. Niczego nie można było być pewnym, nawet tego czy następnego dnia wstanie słońce.
A jednak śmierć Bobby'ego załamała go bardziej niż którakolwiek wcześniejsza utrata. Jeszcze nigdy nie czuł się tak źle. Tak pusto, tak okropnie, tak… Zniszczony.
Świadomość, że mężczyzna, którego traktował jak ojca — lepiej niż ojca — został na ziemi jako duch, wcale nie ułatwiała pogodzenia się z sytuacją. A przecież musiał.
