Work Text:
- Przedobrzyliśmy. - zaczął Sikorski, czytając gazetę. - "Dwójka polityków przyłapana razem"? Nie mieli bardziej... Chwytliwych tytułów?
- Nikt nam nie powie jak umierać. - wyrzucił z siebie Rafał, brutalnym ruchem zrywając z siebie krawat. Bezużyteczna teraz szmata wylądowała w kałuży rozlanego wina na podłodze.
- Donald chciałby to zrobić. - odrzekł Radosław.
- Ale jest już za późno. Nasza opinia publiczna została zrujnowana na wieki.
- Kogo to obchodzi?
- Nie mnie. - dodał gorączkowo Trzaskowski.
Wymienili dzikie spojrzenia. Emocje, podsycane alkoholem burzyły się pod ich ubraniami, oczekując spełnienia.
Rafał sięgnął dłonią i złapał partnera za kark. Wpił się w jego usta, smakując krew z przygryzionej wargi zmieszaną z alkoholem. Radek zacisnął dłonie na jego biodrach, popychając go na stolik. Ich ciała pogięły gazetę z absurdalnym artykułem.
Nagle, telefon Trzaskowskiego odezwał się połączeniem. Mężczyzna sięgnął po niego, widząc imię Tuska.
- To ten skurwiel.
- Nie żałuj sobie, skoro i tak mamy przyjebane... - Radosław wyszczerzył się szeroko.
Młodszy odwzajemnił uśmiech. - Donald?
- Co jest z wami nie tak? Rafał, natychmiast do mnie przyjedź!
Rafał udał że się zastanawia. - Cóż... Nie? - parsknął.
- Co? Rafał, nie żartuj sobie. Psujesz własną opinię.
- Włóż sobie tą opinię w dupę, Donald. - rozłączył się.
Sikorski sięgnął do kieszeni po kluczyki. - Chobielin jest za daleko, złapią nas po drodze.
- Myślisz że Donald wyślę za nami pościg?
- Tak właśnie myślę. Prezydent Warszawy który urwał się ze smyczy, jest niezwykle niebezpieczny.
- Ta wiedza jest upajająca.
Minister uśmiechnął się jeszcze szerzej - Prawda? Jestem za stary na bieg, a to oznacza samochód.
Rafał uniósł jedną brew w górę. - Ile mamy czasu?
- Dziesięć, może piętnaście minut. Chodź. - sięgnął po jego dłoń, wybiegając z mieszkania. Drugi mężczyzna parskając ruszył za nim.
Wpadli do podziemnego garażu, śmiejąc się jak para nastolatków która ukradła rodzicom kluczyki do szybkiego samochodu.
Silnik ryknął, a lekko podchmielony Trzaskowski pisnął na ten dźwięk. - Kurwa!
- Idiota. - skomentował Radek, wyjeżdżając z garażu. Pokryty czerwonym lakierem samochód od razu przyspieszył, w kilka sekund dochodząc do setki.
Rafał krzyknął, wystawiając głowę przez okno. Radosław natychmiast pociągnął go do środka, jedną ręką trzymając za klapę koszuli.
- Uspokój, się, dopóki nie dojedziemy do autostrady masz być cicho jak mysz pod miotłą.
Pasy szarpnęły ich ramiona, gdy przyspieszyli. W bocznym lusterko zamigały niebieskie koguty. Jeden samochód, potem drugi.
- Kurwa. - zaklnął Sikorski. - Donald wysłał pościg. To żałosne, sam nie może się pofatygować?
- Nie jesteśmy ważni.
- Widocznie nie na tyle. - przytaknął.
- Nie wierzę że to się dzieje.
- Pora uwierzyć.
Wjechali na autostradę, przyspieszając. Samochód parł do przodu, wyprzedzając wszystkie inne. Rafał sięgnął po radio, włączając stacje. Z głośników wybrzmiała głośna włoska piosenka.
Po chwili słuchania, Prezydent już podśpiewywał tekst pod nosem. - Sappi che non è l'inizio, è la fine!
Radek patrzył na niego kątem oka, rozbawiony. - Nie wierzę że Donald wysłał po nas psy. - przekrzyczał muzykę i fałszowanie Rafała.
- Wątpię, że to policja. Bardziej SOP... Chcą nas zgarnąć do "bezpiecznej lokalizacji", zanim coś odwalimy.
- Masz rację. - przytaknął.
Samochód SOP-u zrównał się z nimi. Trzaskowski bezceremonialnie pokazał kierowcy środkowy palec. - Spierdalaj, dupku!
Z otwartych szyb leciało na nich powietrze, wydając furkoczący dźwięk. Mężczyzna w sąsiednim aucie próbował coś powiedzieć, jednak muzyka go zagłuszała.
Przed samochodem SOP-u nagle wyrosło inne auto, przez co musieli zwolnić. Dwójka polityków przegoniła ich, momentalnie zyskając przewagę w tym szaleńczym pościgu.
Rafał jeszcze raz dumnie wyprostował środkowy palec ku przeciwnikom, zaśmiewając się szaleńczo.
- Podoba mi się to. - stwierdził.
- Mi też.
