Work Text:
Tak stary byt, jakim jest Śmierć, trudno zaskoczyć, a jednak starszemu Winchesterowi ciągle się to udawało. Tym razem zadziwił go napadem cielesnym, konkretnie bardzo zaborczym pocałunkiem.
Dopiero po dłuższej chwili otrzeźwiał na tyle, by przerwać nieświadomie odwzajemnioną pieszczotę i odsunąć od siebie mężczyznę.
— Nie podobało się? — spytał zadziornie Dean, oblizując nabrzmiałe od pocałunku usta.
— Jestem Śmiercią, mój dotyk zabija — przypomniał mu. — To nie było rozsądne.
— Byłem w pięćdziesięciu procent pewien, że akurat mnie nie zabije — odparł zadowolony z siebie Dean.
— Niepotrzebne niebezpieczeństwo — skomentował Śmierć, gładząc jego szyję opuszkami palców.
— Bez ryzyka nie ma zabawy — wymruczał mężczyzna, ponownie łącząc ich usta.
