Work Text:
– Cholera! Jak ja cię nienawidzę! – krzyk Danny'ego rozniósł się po całej ulicy, jednak nikt nie zwrócił na to zbytniej uwagi. – Czy nie potrafisz choćby chwili spędzić w jednym miejscu? Musisz ryzykować?
– To nie było ryzyko. Ot, rutynowa akcja. Nie powinieneś się martwić – zapewniał komandor.
– Tak? A ta rana na twoim ramieniu? Sama się zrobiła?
– Pocałujesz i już nie będzie bolała.
Williams jedynie prychnął, odchodząc do pobliskiej jednostki, by sprawdzić czy wszystko już sprawdzili.
– Czasem myślę, że bardziej niebezpieczna dla ciebie jest kłótnia z nim niż strzelanina – odezwał się z boku Chin.
Obaj wybuchnęli zgodnie śmiechem, było w tym coś prawdziwego.
