Work Text:
Dochodziła trzecia, gdy w okienku ksera pojawiły się trzy uśmiechnięte twarze. Charlie wyciągnęła słuchawki z uszu.
— Dzień dobry — powiedział zgodny chór studentek.
— Dobry — odpowiedziała, narzucając swój typowy uśmiech na twarz.
— Możemy prosić szufladę Winchestera?
— Którego? — zapytała, odwracając się w stronę pudełek z materiałami od wykładowców.
— …Doktora? — rzuciła nieśmiało jedna ze studentek. Charlie westchnęła. Co roku to samo, co roku. Czy ludzie nie mogli nauczyć się sprawdzać dokładnie imion i nazwisk swoich prowadzących?
— Wszyscy są doktorami, skarbie.
— Och.
— Tego od konsty — zasugerowała jej koleżanka.
— I wszyscy prowadzą konstę — odpowiedziała, uśmiechając się promiennie Charlie.
— Przystojny, wysoki, dużo się uśmiecha? — spróbowała inna.
— Normalnie nie uwierzycie. — Jeszcze zanim skończyła mówić, trzecia wydała zdesperowany jęk. — Wszyscy są przystojni, wysocy i dużo się uśmiechają. No, dobrze, jeden trochę mniej niż pozostali, ale ciągle więcej niż profesor Crowley. I jeden z nich jest najwyższy na uczelni, ale to nie zmienia faktu, że resztę też można nazwać wysokimi.
— Czyli jest ich więcej niż dwóch?
— Trzech. Może imię wam pomoże? — Dziewczęta wzruszyły ramionami. — — Więc, wasze opcje to: Michał, Sam i Lucyfer. Macie trzydzieści trzy procent szans, że zgadniecie.
— Raczej nie Lucyfer… — zaczęła nieśmiało jedna.
— No, chyba byśmy to zapamiętały — zgodziła się druga.
— Znając nas to i to możliwe, że byśmy zapomniały… — westchnęła trzecia.
— Sprawdźcie na planie pierwszą literkę imienia — zasugerowała Charlie, przewracając oczami.
— O, dobry pomysł! Dzięki! — Jedna z nich wyjęła telefon, ale po chwili jej entuzjazm opadł. — Nie ma.
— Żartujesz sobie.
— Nie no, sama zobacz. — Podetknęła pozostałym telefon pod nosy. — Jest M. Winchester, wykład oraz grupa trzecia, potem jest L. Winchester grupy pierwsza, druga i siódma… — Przesunęła palcem. — I S. Winchester grupa czwarta, szósta i ósma. A potem jest znak zapytania i grupa siódma.
— Żartujesz.
— Nie no, normalnie jakieś jaja.
— Rozumiem, że jesteście z grupy siódmej? — Charlie ledwo powstrzymywała chichot. Rok temu przygotowała sobie rodzinne zdjęcie, by móc pomóc takim owieczkom, ale te trzy były tak uroczo nieogarnięte…
— Tak…
— Skąd ich się w ogóle tylu namnożyło?
— Z miłości — odparła Charlie, wzruszając ramionami. — Macie ochotę na historię?
Pokiwały głowami.
— Był sobie raz Samuel Winchester, Sam, który postanowił studiować prawo. Tutaj, rzecz jasna. Na roku poznał Lucyfera Shurleya, syna jednego z profesorów etyki. Zakochali się w sobie bez reszty, a kiedy przedstawiali sobie rodziny, to starszy brat Lucyfera — Michał, poznał starszego brata Sama — Deana. Zaiskrzyło tak bardzo, że wzięli ślub jeszcze w tym samym roku.
Dziewczęta westchnęły zgodnie, a Charlie nie mogła powstrzymać uśmiechu. Historia ich rodziny wywoływała zachwyt nawet w tak ogromnym skrócie. A może zwłaszcza, bo wtedy każdy mógł sobie coś dopowiedzieć
— Kilka lat później hajtnęli się Sam i Lucyfer. Wszyscy wzięli nazwisko Winchester… Bo taką mieli ochotę. — Uśmiechnęła się, widząc zbliżającego się ojca. — Złożyło się też, że Michał już był doktorantem, gdy jego brat zaczynał studia. A Sam i Lucyfer również postanowili zostać na uczelni. I teraz mamy trzech doktorów o tym samym nazwisku, wykładających mniej-więcej te same przedmioty. — Mężczyzna stanął za dziewczętami, kręcąc z politowaniem głową. Jedna z nich zerknęła na niego, ale nie przejęła się tym. Oj, widać, że to pierwszy rok. — Z konstą co roku jest tutaj problem... Więc? Zgadujecie?
Dziewczęta wyglądały jak zbite szczeniaczki, gdy zadała to pytanie.
— Nie wiem… Dziewczyny?
— Na pewno nie wykładowca, czyli odpada nam… — Zerknęła znowu na plan. — Michał.
— W zasadzie, to skąd to wszystko wiesz? — spytała jedna z nich ciekawsko.
— To proste — odpowiedział mężczyzna stojący za nimi. Aż podskoczyły! — Jest moją córką. Michał Winchester, miło mi.
— Dzień dobry, panie doktorze — powiedziały wszystkie trzy równocześnie. A potem zamilkły, wyraźnie zakłopotanie.
— Wydawało mi się, czy miałaś w takich przypadkach zacząć pokazywać nasze zdjęcia?
— Czy ty zawsze musisz mi psuć zabawę? — westchnęła, wyciągając telefon.
— Nie szukaj — zwrócił się mężczyzna, wyrywając ją z przeglądania galerii. Miała zdecydowanie za dużo zdjęć kotów i różnych fanartów.
— Co?
— Ten niższy to mój brat, Lucyfer, a wyższy to Sam... uel — Michał wskazał dłonią drugą stronę korytarza.
— Ach! — zareagowały, znów równocześnie, studentki, a jedna z nich dodała: — W takim razie doktor Samuel Winchester.
— Oki-doki — odpowiedziała, odwracając się i wyciągając odpowiednie pudełko.
— To, ten, poprosimy to wszystko w trzech kopiach — usłyszała, odzyskując w zasadzie całe pudełko.
— Nie ma sprawy — odparła, wrzucając wszystko w automatyczny podajnik. — Liczyć razem czy osobno?
— Możemy dwa razem i jedno osobno? — zapytała jedna, uśmiechając się przepraszająco.
— Jasne, bez problemu. — Wstukała w kalkulator trzydzieści siedem kartek i podała im ceny. Horror dziewcząt jednak się nie kończył, bo gdy materiały się kserowały, jej wujowie dotarli na miejsce.
— Dzień dobry… panom doktorom.
— Dzień dobry paniom.
— Cześć, Charlie — przywitał się Sam, a Lucyfer skinął jej głową. — O, materiały ode mnie.
— Weź to jeszcze skseruj raz i wrzuć do mojej szuflady, co? — powiedział Lucyfer, biorąc jedną z kopii praktycznie z rąk studentki i wertując ją. — Zdecydowanie.
— O, właśnie i to z szuflady Lucy’ego wrzuć do mnie — dodał Sam.
Dziewczęta spojrzały na siebie.
— …To też poprosimy w trzech kopiach — powiedziała jedna.
— Przekażą panie grupie, że przybyło materiałów w teczce? — zapytał Sam, uśmiechając się do nich.
— Tak, oczywiście, proszę pana.
— Od razu im powiedzcie, który Winchester — zaśmiała się Charlie, a jedna z dziewcząt spłonęła rumieńcem. Żadna za to nie mogła spojrzeć w oczy prowadzącym.
— Nie mów mi, że znowu jest z tym problem? — westchnął Lucyfer. — Mieli nas podpisać na planie.
— Podpisali — wypaliła odważniejsza studentka. — Tylko przy naszej grupie nie…
— Naprawdę? — Sam wyciągnął telefon z kieszeni. — Faktycznie, hah.
— Pokaż. — Lucyfer pociągnął jego dłoń w dół, a Michał spojrzał bratu przez ramię. — To jakaś kpina.
— Jeszcze dzisiaj napiszę do działu planowania — zapewnił Michał. — Nie mam w tym roku ćwiczeń, tylko wykład.
— Cudownie — zakpił Lucyfer. — Tak poza tym, to ja mam wszystkie nieparzyste, a Sammy parzyste, to skąd u mnie grupa druga?
— Przynajmniej nie zmieniają nam planu codziennie jak na filologicznym — rzucił Sam, chociaż widocznie był zażenowany poziomem organizacji.
— A słyszeliście, że na psychologii cały rok nie dostał żetonów do rejestracji?
— Żartujesz?
— Któregoś z filozofów oskarżyli o seksizm — dodała usłużnie Charlie.
— Tylko jednego? — spytali równocześnie trzej prowadzący.
— Studiujecie na najlepszym wydziale — zapewnił Sam studentki, którym przed chwilą roztrzaskali wizje zorganizowanego życia akademickiego.
— Piątka za jeden zestaw — powiedziała do studentek Charlie, a te z wyraźną ulgą zapłaciły i uciekły spod ksera, rzucając ciche „do widzenia”.
