Work Text:
Od kiedy Amara dała braciom Mary Winchester, a potem odzyskali Sama, atmosfera w bunkrze stała się całkiem napięta. Wszyscy zdawali się krążyć dookoła siebie na palcach, starając nie nadepnąć nikomu na odcisk i nie spowodować konfliktów zbędnych im w ogóle, a zwłaszcza teraz. Castiela również to dotyczyło.
Anioł starał się unikać pozostawiania z Mary samemu. Wciąż czuł się zakłopotany przez wspomnienie tego, jak wbijała w niego oceniający wzrok, gdy Dean zostawił ją z nim przed budynkiem zajmowanym przez brytyjskich Ludzi Pisma.
Nie mógł więc powstrzymać westchnienia ulgi, gdy w kuchni oprócz Mary zastał też Deana.
— Dzień dobry, słoneczko — przywitał go łowca, będąc w typowym ostatnio, dobrym nastroju. Mary zmrużyła oczy, przyglądając się synowi w zamyśleniu i jedynie skinęła Castielowi głową.
— Dzień dobry, dziękuję — odpowiedział, odbierając kawę i zajmując miejsce obok radosnego Deana. Spojrzenie Mary objęło teraz i jego, przez co czuł się wyjątkowo niekomfortowo, ale powstrzymał się od zniknięcia z pomieszczenia.
— Bekonu? — zapytał Dean, podsuwając mu jedzenie.
— Molekuły — przypomniał mu anioł, odsuwając jego widelec ręką. Spojrzenie Mary stało się jeszcze bardziej natarczywe.
— Dobre molekuły — prychnął Dean, wpychając do buzi zdecydowanie za dużo jedzenia. Castiel przewrócił oczami.
— Hm. — Mary wydała z siebie dźwięk zamyślenia. Dean spojrzał na nią, powoli przeżuwając bekon, aż w końcu przełknął i wypalił:
— O co ci chodzi?
— Mnie? — Kobieta udała zdziwienie. — O nic.
Dean odłożył widelec i westchnął, patrząc na nią wyczekująco. Po chwili milczenia dodał:
— Przecież widzę.
— Ale naprawdę mi nie przeszkadzacie. Po prostu... — Kobieta wzruszyła ramionami. — Myślałam, że to się zmieniło.
— ...Co konkretnie? — Dean brzmiał, jakby zaczynał się niepokoić.
— Traktowanie takich, jak wy — odparła. — Po prostu nawet w moich czasach nie trzeba było ukrywać uczuć w zaciszu swojego domu. Czy to John cię tak wychował?
Oczy Deana rozszerzyły się w mieszance szoku i strachu, a Castiel przechylił głowę, marszcząc czoło wraz z nosem, próbując zrozumieć, do czego zmierzała kobieta.
— Um… Mamo… Jakie uczucia, przepraszam bardzo?
— Do Castiela. Przecież widzę, jak się traktujecie, to urocze.
— Jak go… co? Jesteśmy przyjaciółmi.
— Najlepszymi — dodał Castiel, wreszcie rozumiejąc, o co chodziło. — Przyjaciółmi.
— Tylko przyjaciółmi.
— Nie jestem uprzedzona, Dean! — oburzyła się kobieta. — Lata osiemdziesiąte latami osiemdziesiątymi, ale nie wszyscy byli wtedy homofobami. Ja nie byłam.
— Ale mamo, ja naprawdę…
— Poza tym, jesteś moim synem. Straciłam ponad trzydzieści lat twojego życia, ale wierz mi, nie straciłabym cię tylko dlatego, że jesteś inny od większości ludzi.
— Cudownie mamo, ale…
— I czuję się obrażona tym, że tak pomyślałeś.
— Przepraszam, ale…
— Więc przestań się ukrywać i powiedz mi, jak długo jesteś z Castielem, bo chyba nie muszę pytać, czy to coś poważnego? Czy powinnam?
— Ale ja nie jestem z Castielem.
— Dean…
— Naprawdę! — Teraz głos Deana przypominał już bardziej pisk, niż jego normalny ton. — Powiedz jej.
— Nie jestem w żaden sposób zaangażowany w romantyczne lub seksualne relacje z twoim starszym synem — powiedział Castiel, patrząc na kobietę wciąż zszokowany.
— Chłopcy, naprawdę nie musicie… Ale poważnie? — Do kobiety w końcu dotarło, że Dean wcale się nie ukrywa. — Wcale? Nic a nic? Wydajecie się tacy sobie bliscy…
— Castiel to honorowy Winchester, trzeci brat i tak go traktuję. Nie jak kochanka — zaprzeczył Dean.
— Wyciągnąłem Deana z Piekła — dodał Castiel. — Moja łaska dotykała jego duszy parokrotnie, przez to łączy nas bardzo głęboka więź…
— Ale to tyle. Naprawdę sądziłaś, że jesteśmy parą?
— A co miałam myśleć? Pierwszy raz, kiedy widziałam was dwóch razem, Castiel przytulił cię jakbyś był najcenniejszą rzeczą na świecie!
— Wcześniej myślałem, że nie żyje — powiedział Castiel.
— Zawsze stoicie bardzo blisko siebie.
— Nie jest najlepszy w rozumieniu pojęcia przestrzeni osobistej — wyjaśnił Dean.
— Mówisz do niego zdrobniale.
— Uważa to za zabawne. — Wzruszył ramionami Castiel. — Do Sama też tak mówi.
— Ale to jego brat — wyjaśniła swoje rozumowanie Mary.
— Castiel też jest moim bratem. Bobby, on, Kevin i Charlie to honorowi Winchesterowie, część rodziny — zapewnił, klepiąc się po sercu.
— Och… Teraz już wiem. To kiedy poznam resztę?
W kuchni zapadła niewygodna cisza.
— O Bobbym już ci mówiłem… — zaczął niezręcznie Dean. A czy Sam nie wprowadzał cię w ostatnie lata naszego życia? Do czego doszedł?
— Do Castiela jako nowego boga… Wiem też, że Bobby nie żyje. A Charlie? Zawsze chciała mieć córkę…
— Charlie i Kevin też nie żyją…
— Nie musisz mi teraz o tym opowiadać — od razu przerwała mu Mary. — Sam się tym zajmuje, a teraz wystarczy mi wiedzieć, że nie myliście sami… I że mam trzech synów, a nie dwóch, wszyscy są ode mnie starsi, a jeden z nich jest starszy od całej ludzkości…
Kobieta zaśmiała się zakłopotana, biorąc kubek w ręce. Dean odchrząknął niezręcznie.
— Tak… Coś w tym jest.
Wtedy usłyszeli kroki na korytarzu i po chwili do kuchni wszedł nieco zaspany Sam, z włosami ciągle w nieładzie.
— Dobry — przywitał się, przecierając oczy. — Cała rodzina tak wcześnie na nogach? Nawet ty, Dean?
— Tak wyszło. — Mężczyzna wzruszył ramionami.
— A kawa dla mnie? — zapytał Sam, patrzą na pusty dzbanek z wyrzutem.
— Proszę. — Castiel wyciągnął w jego stronę swój kubek, z którego upił zaledwie parę łyków.
— Nie uwierzysz, Sammy. Mama myślałam, że ja i Castiel — powiedział Dean, wkładając palec wskazujący w kółko utworzone z palców drugiej ręki.
— Poważnie? — Młodszy Winchester pokręcił głową z niedowierzaniem.
— Tak, twoja mama doszła do całkowicie błędnych wniosków.
— Bo ja wiem, czy tak całkowicie błędnych? Pomyliła tylko syna… — Sam pochylił się nad Castielem i pocałował go czule.
— Ale… Co? — Mary wyglądała jak zdezorientowany szczeniak, a Dean roześmiał się szczerze.
— Ta, Castiel jest też bratem poprzez związek z bratem — dodał, ciągle lekko chichocząc.
— W życiu bym nie zgadła — stwierdziła Mary, patrząc na syna z niedowierzaniem.
— Och, wierz mi, zgadłabyś — zaprzeczył Dean energicznie. — Są obrzydliwie słodcy i ciągle się do siebie kleją, kiedy jesteśmy w domu.
— W takim razie wracamy do punktu, kiedy czuję się urażona, że mój syn ukrywa przede mną związek z innym mężczyzną.
— Jestem aniołem, nie mam płci — wtrącił Castiel.
— I nic nie ukrywaliśmy, po prostu… — Sam szukał przez chwilę odpowiednich słów. — Byłem wykończony, kiedy wracaliśmy do domu, a potem podekscytowany perspektywą poznania mojej mamy? — Wzruszył ramionami. — A Castiel chciał oszczędzić ci szoku.
— Niepotrzebnie. Nie ograniczajcie się z mojego powodu.
— Nie ma problemu. — Sam pokiwał głową, uśmiechając się i łapiąc Castiela za rękę.
— A było tak spokojnie... — westchnął Dean.
