Work Text:
W bazie panowała cisza, którą Pyro zdawał się znać na pamięć. Nie taka absolutna, lecz posiadająca odległe buczenie maszyn, skrzypienie drzwi zza ściany, czy rytmiczne tykanie czegoś na korytarzu. Stałe dźwięki tła, które towarzyszyły mu przez lata pracy jako najemnik. Takie bezpieczne w swej prostocie
Prowizoryczny stół roboczy, o którego zamontowanie kiedyś prosił zajmował dosyć sporą część rogu pokoju. Był pokryty wieloma śladami wcześniejszych prac, lekkie przypalenia i rysy, a nawet zaschnięte plamy smaru. Przypadkowy chaos, który nadawał temu miejscu charakteru
Miotacz ognia leżał na stoliku rozłożony na części. Obudowa, przewody i zawory leżały osobno w równych odległościach. Pyro sięgał po nie bez wahania i bez pośpiechu. W końcu nie musiał robić tego szybko, nie było misji, ani walk, a on cieszył się wolnymi dniami
Podniósł kolejną śrubę i przyglądał jej się z bliska. Dopiero gdy stwierdził, że ta jest w dobrym stanie i nie wymaga wymiany, odłożył ją na odpowiednie miejsce, obok pozostałych
Nie majsterkował z nudów, lecz z własnej ochoty. Co jakiś czas musieli przeprowadzać konserwację broni, by uniknąć wad podczas walki. Wiedział, że może po prostu dać to Inżynierowi, ale wielu najemników wolało samodzielnie dbać o swoją broń. Oddanie czegoś, co znasz lepiej niż ktokolwiek inny wydawało się okrutne
Głównym celem co prawda było sprawdzenie części, ale Pyro czasami coś poprawiał, czasem inaczej montował, poprawiał ułożenie przewodów, czy przemalowywał broń. Możliwość personalizacji zawsze zdawała mu się czymś cudownym
Może tym razem przemaluje miotacz na fioletowo?
Zaczął odkręcać kolejną część, a lekki opór metalu sprawiał, że Pyro się uśmiechał, gdy napawało go to dziwną satysfakcją
Pracował mechanicznie, ale nie bezmyślnie, każdy ruch miał swój cel, a każdy gest miał znaczenie. Oddychał spokojnie w swojej własnej małej normalności
W tym czasie jego maska leżała na boku, niby oddalona, a jednak w zasięgu ręki. Pyro zerknął na nią przelotnie. Normalnie by jej nie ściągał, nawet będąc we własnym pokoju, ale przyciemniane soczewki, mimo tego, jak bardzo pomagały nie przemęczać wzroku przy ogniu, to tutaj utrudniały pracę, pokazując mu zniekształcony obraz tego co robi
Dobrze znany mu efekt, którego posiadania nie chce ryzykować rozbierając broń. Mając ją na sobie małe szczegóły by znikały, ważne informacje ścierałyby się gdzieś z tłem. Krawędzie traciłyby ostrość
Proces był na to zbyt delikatny, a maska zbytnio by go spowalniała
Wziął do ręki niewielki element miotacza wymagający uwagi i przystawił go do lampy, powoli obracając. Ten element także był w stanie na tyle dobrym, że nie wymagał wymiany
Kątem oka zauważył światło odbijające się od szkła maski i lekko się uśmiechnął. Kiedy minęły te wszystkie lata jako Pyro? Te dobre lata, które obróciły jego życie w dobry kierunek i dały mu nadzieję na lepszą przyszłość
Bez wahania palce wróciły do pracy. Szybciej i pewniej. Jakby detale(?) pracy w końcu ułożyły się w logiczną całość
Napawało go to satysfakcją, gdy pochylił się nad stołem w całkowitym skupieniu, a wszystko jakby skupiało się na tych kilku kawałkach metalu przed nim, do rytmu narzędzi i cichego oddechu
Bez zamartwiania się nad przyszłością, czy niepokoju z powodu przeszłości
Pochylił się jeszcze bliżej, by poprawić luźne połączenie między zbiornikiem a palnikiem. Palce przesuwały się po metalu, powoli odnajdując punkt styku. Z minimalnym oporem, dokręcił element o dokładnie tyle, ile trzeba
Zaczął skręcać ze sobą podstawowe części, i powoli sprawdzał funkcjonalność każdej z nich. Powoli zacisnął palce na spuście, testując jego działanie. W końcu musiał sprawdzić czy wszystko działa jak należy
Klik
Nacisnął ponownie
Klik
Dźwięk był właściwy. Głuchy, bez niepotrzebnych drgań. Połączenie wydawało się pewne. Pyro przejechał kciukiem wzdłuż krawędzi, czując powoli nagrzewający się metal, który teraz był całkowicie wolny od losowych wgnieceń będących wynikiem bitwy
Lampa rzucała jasne ciepłe światło, pozwalające mu oceniać wszystko z niebywałą dokładnością. Naprawdę kochał to robić, świadomość dbania o swoją własność była niezwykle satysfacjonująca. Całkowicie rozumiał Grubego i jego potrzebę dbania o swoje miniguny
Może też powinien nadać imiona swoim miotaczom?
Wróciła cisza skupienia pochłaniająca wszystko w swym pięknie. I w tym pięknie Pyro nie zauważył, że zatrzymał się na sekundę dłużej niż zwykle, że jego ręka drgnęła, gdy umysł się zawahał. Nie zarejestrował małej zmiany w napięciu, w końcu nie miał powodu
Metal zdawał się oddychać inaczej niezauważony, nawet pod czujnym okiem pyromana. W końcu ciche syczenie nie docierało do jego uszu. Dlaczego miałoby? Wszystkie połączenia były poprawne, ciśnienie było w normie, tak jak wszystko inne
Wszystko na swoim miejscu
Ale takie rzeczy się zdarzają, nie obarczając nikogo winą za swoje wady. Czasami nadchodziły drobne odchylenia, zwykłe drobiazgi
I taki zwykły drobiazg wystarczył
Między oddechami nastąpiła pauza, krótki moment ulgi zanim świat przestał być cichy, a wokół Pyro wszystko zajaśniało
Światło zbyt jasne, zbyt nagłe, zbyt szybkie by zacisnąć powieki na czas, zanim wszystko pokryje się bielą. Bielą, która pochłaniała kształty, zakrywając stół, ściany, a nawet jego własne dłonie. Granice i kontury przestały istnieć pod tą nienaturalną jasnością
Potem pojawił się dźwięk. Nie jeden, lecz jakby zbyt wiele na raz. Metaliczny huk, trzask, lecące fragmenty, pisk, a nawet jego własny urywany krzyk. Hałas zdawał się nie mieć źródła, ani kierunku. Uderzał ze wszystkich stron jednocześnie, jak i z żadnej. Zagłuszał wszystko swoją obecnością, nawet własne myśli Pyro
Eksplozja pchnęła go do tyłu, a stopa zdawała się zahaczyć o niewidzialną przeszkodę, gdy ten się potknął. Ciało jakby zareagowało instynktownie, a ręce wystrzeliły do przodu w ostatniej próbie złapania równowagi, co niestety zakończyło się bolesnym upadkiem
Ponad stałym piskiem z uchu, usłyszał jak coś jeszcze spada ze stołu z głośnym brzękiem, zanim uderzyło o podłogę i potoczyło się dalej
Wciąż zaciskał powieki, które pulsowały bolesną bielą, a dźwięki otoczenia nachodziły na siebie, stłumione, lecz i zbyt głośne, w wyniku czego jego ciało drgnęło
Smród spalenizny i innych czynników wypełnił powietrze. Pyro oddychał za szybko i za płytko. Próbował się podnieść, ale jedynie ponownie upadł. Nie krzyczał, gdyż nie był nawet pewien czy był w stanie zrobić to z bolącym gardłem
Ręce zacisnęły się na twarzy, gdy kręciło mu się w głowie. Był tak zdezorientowany, miał wrażenie, że świat za chwile przestanie działać. Jakby rzeczywistość i sen się ze sobą mieszały, a sam Pyro był gdzieś pomiędzy
Nie był nawet pewien czy w tym momencie siedzi, czy leży. Jakby ciało samo znalazło podporę, ale nie raczyło go o tym poinformować
Ale co się stało? Dlaczego doszło do wybuchu? Przecież uważał, zawsze uważał…
Westchnął i spróbował otworzyć oczy, ale ostre, palące światło natychmiast go uderzyło, wwiercając się głęboko, na co syknął i ponownie zacisnął powieki. Pomimo tego wszechobecna biel pozostała, jakby wypalona
Poczekał chwilę i ponownie otworzył oczy powoli i ostrożnie. Kontury obrazu rozjeżdżały się, jakby ktoś rozciągał je z jednej strony. Rozmazany kształt nie utrzymywał się dłużej niż ułamek sekundy. Kolory nie miały granic, rozlewając się na siebie, bez sensu czy wzoru
Im dłużej patrzył na bezsens otoczenia, tym więcej łez się pojawiało. Każda próba powtórzenia procesu kończyła się tym samym bólem i zniszczonym obrazem
Więc zamknął oczy, z zamkniętymi było łatwiej
Biel pod powiekami powoli ciemniała, a dźwięki zaczęły lekko zanikać. oddech zaczął łapać stały rytm. Ale niezmienny pozostawał jego zniszczony wzrok
Nic nie widział
Zaczął szybko mrugać tak jakby miało to w jakiś sposób wszystko naprawić. Przetarł oczy dłonią, raz, drugi i trzeci, mocniej i agresywniej za każdym razem. Powieki go piekły, a nieprzyjemne uczucie dawało mu iluzję kontroli. Przez długi czas siedział tak, po prostu ściskając powieki zanim wziął większy oddech i ponownie otworzył oczy
Gwałtownie dotarła do niego agresywna jasność, nie posiadająca swojej głębi, a obraz ponownie jakby się rozlał, a kształty jakby nie chciały się zebrać, a wszelkie linie nie miały kierunku. Nic nie było ostre, tak jak nic nie było pewne
Poczuł narastającą frustrację, przełykając gulę tworzącą się w gardle. Następuje chwila ciszy gdy Pyro próbuje powstrzymać tworzące się powoli nowe łzy
Dźwięki powoli stają(?) się znajome tło, gdy pisk w uszach znikał, a w jego głowie pojawia się jedynie jedna myśl: Jestem ranny. Pieczenie też powoli zanikało, ciało działało, ręce były na miejscu, oddech w normie. Jego serce biło równo i coraz spokojniej, a jednak… wzrok jakby na złość nie chciał wracać
Zamiast tego zdawał się pokazywać jedynie to, czego nie chce, widok bez wartości, zmiana bez oczekiwań. Odchylił lekko głowę jakby chciał przeanalizować tą sytuację. Musiał przemyśleć wszystkie fakty
Otwieranie oczu lekko go piekło, ale zamykanie nie miało efektu. Światło wydawało się paląco jasne, a sam obraz był niestabilny
Musiał to naprawić. Nie wiedział jeszcze jak, nie wiedział kiedy, ale wiedział, że da sobie radę. W końcu jest Pyro, przeżył swój pierwszy pożar, poradzi sobie z czymś takim jak uszkodzony wzrok
Pomyślał o swoim miotaczu ognia
Co mogło pójść nie tak? Czy broń była jakoś dziwnie uszkodzona? Czy on ją uszkodził? Coś zdecydowanie zareagowało nie tak jak powinno. Może przeciążenie? Zła kolejność dokręcania części? Jakieś minimalne odchylenie, które spowodowało aż taki efekt? Czy był przeciążony?
Nawet przez sekundę nie pomyślał o Medyku. To nie tak, że odrzucił myśl o lekarzu, myśl ta nigdy się nie pojawiła. W końcu Medyk zajmował się ranami, krwią, złamaniami i rzeczami, które aż krzyczały o swojej pilności
Ale to nie było pilne, to nie była nawet rana. A Pyro od dawna robił rzeczy sam. Samodzielnie przerabiał sprzęt, regulował, testował, przerabiał i malował. Wiedział co robię. Jeśli coś nie działało, wystarczyło to dopracować zamiast lecieć po pomoc
Poza tym nie chciał zawracać mu głowy. Czas Medyka był cenny, sam niemiec często to powtarzał. W końcu zawsze był ktoś, kto potrzebował go bardziej, coś co musiał zrobić. Coś co wymagało natychmiastowej uwagi
W końcu Pyro oddychał, poruszał się i myślał jasno. Problemem były jedynie jego oczy, mógł to ogarnąć. Da radę, musi dać radę. Po prostu da oczom odpocząć, będzie uważał na jasne światło i zamykał powieki kiedy tylko trzeba. Przeczeka to
A potem wróci i naprawi swojego miotacza. Naprawi to, co go zawiodło. Tak jak zawsze. W końcu nie mógł sobie pozwolić, by być ciężarem, być utrapieniem, być bezużytecznym
Poruszał rękami sprawdzając przestrzeń wokół siebie. Uśmiechnął się lekko, gdy rozpoznał nogę od biurka na którym skręcał miotacz. Jedną ręką trzymał się stołu, a drugą szukał porozrzucanych niedaleko części, by odłożyć je w jedno miejsce do późniejszej naprawy
W pewnym momencie poczuł materiał szmatki pod opuszkami palców. Klęknął w wygodniejszej pozycji i westchnął. Delikatnie przetarł najpewniej brudną twarz. Nawet jeśli nie widział efektu, to dawało mu to trochę błogiego spokoju
Wrócił do podnoszenia części, aż nie znalazł maski, która została rzucona na ziemię w wyniku podmuchu eksplozji. Przetarł jej powierzchnię kciukiem, jakby sprawdzał materiał. Delikatnie zaczął ją zakładać, ostrożnie starał się nie zakładać nacisku na piekące oczy i dawał sobie czas na przystosowanie się go gumy osiadającej na jego twarzy ze znajomym ciężarem
Przez moment nic się nie zmieniło, lecz wtedy otworzył oczy, a świat natychmiast stał się zbyt jasny, gdy plamy światła zaczęły mieszać się z przyciemnianymi szkłami, odmawiając ułożenia się w sensowne kształty
Maska wcale tego nie naprawiła, a jednak w jakiś pokręcony sposób pomogła. Oddzielała go od tego niepokojącego wrażenia, przytłumiona je sprawiając, że chaos stał się bardziej… znajomy. Jakby wszystkie problemy dało się zepchnąć głębiej, pod niewidoczną warstwę rutyny
Nie mógł się zmusić do zobaczenia tego, co było przed nim, więc przestał próbować. Sięgnął po miotacz ognia, a raczej dziesiątki fragmentów na jakie był rozdzielony. Części zdawały się ciężkie w jego dłoniach. Małe kształty, które znał na pamięć. Jego palce gładziły obudowę w żalu
Potrząsnął głową, żeby powstrzymać ponownie tworzące się łzy, podnosząc przy tym ramiona. Musiał się skupić na tym co czeka go dopóki tego nie naprawi, lub w najgorszym wypadku się dostosuje
Było wcześnie, ale czuł, że zaśnie od razu, gdy uderzy głową w poduszkę, więc się położył przesypiając całą noc bez problemów, których się spodziewał
Poranek nie różnił się aż tak od innych. Pyro wstał niemal automatycznie, zanim w pełni przemyślał swój ruch. Dopiero gdy wyszedł z pokoju na korytarz i próbował otworzyć oczy, zdał sobie sprawę, że jego oczy są od dawna otwarte, lecz jak na złość nie chcą mu niczego pokazać
Pomimo minionego czasu nie było jasności, nie było ostrości. Jedynie rozmazane plamy, które ledwo pozwoliły mu rozróżnić ścianę od podłogi. Ale to musiało mu wystarczyć, więc starał się nie zatrzymywać
Kalkulował każdy krok próbując pamiętać trasę którą chodził niemal codziennie, wsłuchując się przy tym w odległe głosy i kroki. Słuchał dźwięków tła, które dawały mu kierunek. Wziął głęboki oddech i ruszył przed siebie
Starał się poruszać normalnie.Tak, jakby wszystko było dobrze. Stopy trafiały tam, gdzie powinny. Ramiona sprawdzały potencjalne przeszkody. Ciało pamiętało trasę lepiej niż oczy były w stanie. A on po prostu szedł dalej, nie zatrzymując się ani razu
Stały rytm, zakręt, drzwi, korytarz, zakręt, mentalnie wyobrażał sobie każde przejście, czasami delikatnie dotykając ściany szukając znajomych nierówności jak punktów kontrolnych. A Pyro przez większość czasu nawet nie zwalniał
Nawet gdy musiał uważać na wszelkie przeszkody pozostawione na ziemi, musiał sprawić, żeby wyglądało to naturalnie. Nikt nie mógł zwrócić na niego uwagi. Dla innych był tym samym co zawsze Pyro, chodzącym spokojnie, trochę bokiem, ale nic podejrzanego
Adaptacja zawsze była jego mocną stroną, nawet jeśli na bieżąco dokonywał drobnych korekt
Do jego uszu dotarł głos, więc zatrzymał się odwracając się w jego stronę. Nie potrafił jeszcze uchwycić sylwetki osoby, która coś mówiła. Założył, że dziwna plama jest osobą. Głos miał pewną charakterystyczną barwę, znajomy rytm. Pauzy w słowach nadawały przyjemny dla ucha akcent
I to wystarczyło, by poznać od kogo jest powitanie. Odruchowo odpowiedział, kiwając przy tym głową i lekko machając. Dokładnie tak, jak zawsze. Interakcja trwała tylko chwilę, ale wydawała się taka naturalna. Nie przyciągająca uwagi, ani nie dająca z siebie nic, co sugerowałoby jakikolwiek problem
Pyro ruszył dalej, zanim rozmowa zdążyłaby się rozwinąć
Następnie prawie na kogoś wpadł, ale osoba się nie przywitała. Ale nawet nie musiała, w końcu zapach dotarł do Pyro nawet przez wiele filtrów w masce. Ciepły zapach siarki i odór przesiąkniętego alkoholem ubrania. Coś, co nigdy nie znika z otoczenia Demomana
I to wystarczyło by poznać. Nie musiał się zastanawiać, sklejać informacji w całość. Ciało po prostu zareagowało robiąc to, co zawsze. Wykonał znajomy gest, przekrzywiając lekko głowę jakby wszystko się ze sobą zgadzało
Następną osobę poznał po krokach, ich tempie, ciężarze czy rytmie uderzeń. Małe rzeczy które pozwalały zidentyfikować każdego z jego kolegów, stały się podstawą jego przetrwania tego dnia
Opierał własne reakcje na wszystkie przywitania. W pewnym momencie obrócił głowę trochę później, niż zwykle. Za szybko, by nazwać zawahaniem, ale za wolno by być idealnie. Musiał się poprawić, nie mógł sobie pozwolić na wahanie. Musiał się bardziej skupić
Pod maską miał ochotę płakać. Frustrowało go to, że ledwo był w stanie rozpoznać, czy ktoś obok niego stoi, a co dopiero kto to był i co robi. Minęło tak niewiele czasu, ale odczuwał ogromną frustrację nie widząc twarzy swoich przyjaciół
Więc przestał próbować
Nie mógł zmusić się do patrzenia na nieistniejące twarze, więc próbował znaleźć ramiona, dłonie, ruchy. Bezpiecznie i spokojnie. Przyjmował swobodną pozycję, która ukrywała jego nie skupiony na niczym wzrok
Jeśli ktoś to zauważył, to nic nie powiedział. W końcu Pyro od zawsze był trochę dziwny, trochę niezręczny. Spłycając to, co wydaje się ważne w danym momencie, a jednak dostrzegając rzeczy pozornie nic nieznaczące. Unikanie kontaktu wzrokowego zdawało się idealnie pasować do jego typowego zachowania
Nieważne czy uznano to teraz za jego brak zainteresowania, czy raczej sposób bycia. Nie było to ważne tak długo, jak nikt nie zadawał zbędnych pytań
Potem ktoś odezwał się z lekko innego miejsca niż zwykle. Troszkę inaczej niż Pyro się spodziewał. Odwrócił się w złą stronę. Ruch był płynny, niemal instynktowny, a jednak błędny. Przez sekundę patrzył tak, gdzie nikogo nie było
Potem osoba odezwała się ponownie, a Pyro skorygował kierunek i skinął głową, a rozmowa toczyła się dalej. Nikt nie skomentował, nikt nawet nie zauważył. Nikt, poza Pyro. Poczuł wstyd swoich własnych akcji, nie chciał tego robić, ale jaki miał wybór?
W końcu o wiele łatwiej było udawać, że wszystko jest tak jak zawsze i wtopić się w tło rozmów. Poruszać się szybciej, niż zwykle, gdy sytuacja tego wymagała. Zapewnić ciszę ruchem, przekierować skupienie tam, gdzie nigdy wcześniej nie patrzył
Z czasem pomieszczenie powoli pustoszało. Kroki się oddalały, a głosy znikały jeden po drugim, aż została tylko cisza. Sam Pyro zrobił krok do przodu zanim też się zatrzymał. Stał tak bez ruchu, szukając jakiegoś punktu zaczepienia. Czegoś, co powie mu, co ma teraz robić
Powoli unosi swoją dłoń i delikatnie dotyka ściany. Chłodnej, prawdziwej ściany i dopiero po chwili rusza. Nie szybciej niż wcześniej, ale czuje, że musi się poruszać, by przetrwać
Cisza w jego uszach przestaje czuć się jak coś naturalnego, gdy wraca do swojego pokoju, tak samo jak z niego wyszedł. Powoli usiadł na łóżku czując zmęczenie w opadającym z napięcia ciele. Niepokojącą obecność utrudniającą mu głęboki wdech
Jutro też da radę
Krótka myśl dała mu nadzieję. I to wystarcza, żeby z uśmiechem zgasić światło i położyć się spać dokładnie tak, jak zawsze. Zasypia wyobrażając sobie zacierające się twarze swoich przyjaciół
Następnego dnia Pyro wychodzi z pokoju później niż zwykle. Zbyt długo nasłuchiwał dźwięków z korytarza, zanim zdecydował się wyjść w odpowiednim momencie. Miał nadzieję, że gdy się obudzi jego wzrok magicznie wróci do normy, ale jedyne co poczuł po pierwszym otworzeniu oczu to rozczarowanie
Materiał maski ciasno przylegał do twarzy, ocierając się o jeszcze podrażnioną skórę. Ale da radę, nikt nie musi wiedzieć. Nikt nie powinien. Czeka na odpowiedni moment. Nasłuchuje ruchu i dołącza do rytmu życia, wkraczając w cudze tempo
Najkrótsze drogi przestają być takie oczywiste, są zbyt otwarte, zbyt pełne możliwości, których nie może przewidzieć. Więc starał się wybierać mniej oczywiste przejścia, takie w których oczywistość staje się tłem.
Palce suną po ścianie, delikatnie dotykając powierzchni tak, jakby robił to od zawsze. Chropowatość betonu, chłód metalu i nierówności farby zdawały się rysować dla niego ścieżkę przez pusty korytarz. W końcu przy ścianie jest ciszej, przy ścianie jest bezpieczniej
Na zakrętach trochę zwalnia, choć się nie zatrzymuję. Wszechobecne oczy Administratorki mogłyby to zauważyć. Ale podchodzi do nich spokojnie, jakby omijał niewidzialną przeszkodę. Jego ruchy są ostrożne, ale wciąż płynne
A gdy tylko może, chodzi dwa kroki za kimś i automatycznie dostosowuje tempo. Zupełnie jakby to była tylko zwykła gra. Każdy z ograniczonych w jego oczach sygnałów staje się bodźcem do akcji. Kierunek nie ma znaczenia, ważne jest tylko to, że podąża sprawdzoną drogą
Kiedy rozmowy wokół zaczynają cichnąć, to Pyro inicjuje dźwięk. Nawet krótki odgłos, będący znajomym mruknięciem spod maski staje się częścią jego obecności. Robi to pozornie bez powodu, tak jak zawsze, ale tym razem hałas faktycznie ma funkcję. Przyciąga chwilę uwagi, ożywia przestrzeń i inicjuje śmiech podtrzymując atmosferę wokół
Gdy wszyscy siedzą, to on zaczyna inicjować rozmowy, z całych sił starając się robić to naturalnie. Zaczepia, reaguje i ma realny wpływ na tok pogadanek, nawet jeśli czasami wtrąca się szybciej, niż sytuacja tego wymaga. W końcu to Pyro, Pyro zawsze był jakiś dziwny i nikt nie zastanawiał się dlaczego właściwie był bardziej towarzyski niż zwykle
Dla niego utrzymanie rozmowy było niezwykle ważne. Dopóki ktoś mówił, Pyro widział gdzie jest. Mógł ustawić się względem dźwięku, skorygować kąt głowy czy odległość. Słowa nie były tak ważne, jak ich źródło, a treść gubiła się gdzieś za myślami. Dlatego podtrzymywał go, nawet jeśli nie miał nic do dodania
Gdy ktoś się do niego odzywa, najpierw jest cisza. Krótka pauza, prawie niezauważalna. Te opóźnienia wciąż są w normie. Da się je wytłumaczyć zmęczeniem, rozkojarzeniem. Nikt nie liczy, nikt poza Pyro zapamiętującego każdy najmniejszy błąd
-Źle spałeś? - Pyta ktoś mimochodem
Ton jest lekki, a pytanie nawet nie czeka na odpowiedź. To jedno z tych małych zdań zapełniających ciszę, zanim ta się rozwinie. Mimo to Pyro kiwa głową. Musi przestać popełniać tyle błędów, musi wziąć się w garść
Ale im bardziej o tym myśli, im więcej uwagi używa na każde drgnięcie, tym łatwiej o pomyłkę. Spojrzenie w złą stronę, gdy dźwięk odbił się od ściany, jeden krok za daleko, zbyt szybko zmienione tempo. Pyro koryguje ruch w jego trakcie, obraca głowę dalej niż planował, zmienia nieplanowany ruch w zabawny gest. Stara się malować to jako tą zwykłą pyrową dziwność, coś co nie wymaga żadnego wyjaśnienia
W końcu jego typowa dziwność jest dobrą przykrywką dla błędu
Doskonale wie, że kosztuje go to więcej skupienia, więcej energii, więcej uwagi. Ale na razie działa, przynajmniej dopóki nie wymyśli czegoś innego. A świat powoli nie staje się tłem, lecz zadaniem do rozwiązania
A pod koniec dnia Pyro w końcu wraca do siebie, udało mu się nie upaść i nie wzbudzać niepotrzebnych pytać, ale… był tak zmęczony. Krążyło po nim to dziwne napięcie, które nie chciało opaść. Ta czujność, która nie chce odejść, ciało cały czas było gotowe, ale Pyro przeraża jedno- to nie mija. Mruga, by pozbyć się łez z kącików oczu i wzdycha
Dzisiaj nie zauważyli, więc nie zauważą i jutro. I ta mała myśl, choć krótka i krucha, pcha go dalej w schemat, z którego nie wie, jak wyjść
Poranek zaczyna się podobnie do poprzedniego. Chodził tak, jakby poprzedni dzień niczego nie zmienił. Wciąż wsłuchiwał się w echa kroków, szum otoczenia, słów. Ktoś się odzywa, a on się odwraca, trochę zbyt pewnie. W złą stronę
Ruch był zbyt zdecydowany, żeby natychmiast go zamaskować. Mimo to, zatrzymuje się w połowie obrotu i staje w bezruchu, zupełnie jakby czegoś nasłuchiwał, po czym odwraca się naturalnie do rozmówcy
Ten błąd nie znika od razu z jego głowy, co jeśli to przez to ktoś domyśli się, że coś jest nie tak. Ale musi to zignorować i mieć nadzieję na najleprze. Ale nie mija dużo czasu, zanim głowy zaczynają mu się mylić
Indywidualne dźwięki odbijają się od ścian, rozlewają po korytarzu, tracą ostrość na tyle, że Pyro nie jest w stanie rozpoznać ich wysokości. To co jest blisko, wydaje się być daleko. Nawet nie potrafi sobie wyobrazić jak niezręcznie wygląda z zewnątrz, gdy nie może dopasować się do rytmu najemników
W pewnym momencie ktoś prosi Pyro o podanie czegoś. Da sobie radę, zna na pamięć układ przedmiotów na tej szafce. Zna rysy krawędzi i ciężar przedmiotów, więc jest to przestrzeń w której zwykle czuje się pewnie. Ręka sięga automatycznie i podaje przedmiot
Niestety podaje go złej osobie. Przez ułamek sekundy nic się nie dzieje, jakby sam wszechświat się zawahał, gdy zapadła krótka cisza. Ktoś zażartował, nie wkładając w swoje słowa żadnej złośliwości, rozładowując napięcie
Ale to nie koniec błędów tego dnia. W pewnym momencie woła do kogoś złym imieniem, nie wiedząc nawet na co to poprawić. W pewnym momencie ktoś macha ręką, żeby Pyro podszedł, lecz ten nie reaguje mimo tak wyraźnego gestu co zdziwiło innych. W końcu Pyro patrzy w ich kierunku, więc dlaczego nie reaguję?
-Co ty śpisz? - Dopiero pytanie wywołuje reakcję, a Pyro potrząsa głową mamrocząc coś o zamyśleniu się, jakby nic się nie stało. Śmiech rozładowuje napięcie, a gest zostaje zapomniany. Ale kolejne pęknięcie w pewności Pyro pozostaje
Czy to z powodu spowolnienia ruchu, czy przez dźwięki, które cichną szybciej niż powinny, świat w oczach Pyro traci kolejny punkt odniesienia
Gdy próbuje odejść, po kilku krokach nagle zapomina, gdzie powinien być kolejny fragment przestrzeni, a jego oddech minimalnie się spłyca. Głowa się odchyla, jakby to miało jakoś pomóc. Ręka ponownie dotyka ściany, powoli palce dotykają znajomej powierzchni, a odrobiona napięcia opada, a on stoi tak odrobinę dłużej niż powinien
Stoi tak, próbując odzyskać kontrolę nad otoczeniem, stoi dopóki nie usłyszał nadchodzących kroków, wibracji podłogi, szumu poruszających się ubrań. Czyjeś oczy zatrzymują się na Pyro opartym o ścianę, gdy krok zwalnia próbując zrozumieć dziwne zachowanie, zamiast tego potrząsa głową i rusza dalej
Pyro robi wszystko, by przez chwile maskując swoje zachowanie. Narzuca podobny do zwykłego rytm. I przez jakiś czas to działa. Rozmowy się toczą, mając więcej energii niż kiedykolwiek. Ale powoli ludzie zaczynają łączyć fakty
Ktoś zatrzymuje wzrok na Pyro trochę za długo, myśli o drobiazgach, ktoś inny przygląda mu się z uniesioną brwią. Pomylone kierunki, te małe bezruchy, czy pomyłki w rozmowach. Nic co samo w sobie byłoby alarmujące, ale razem tworzyły niepokojący obraz
Mimo tego, nikt nie mówi tego głośno, za to zaczynają obserwować by upewnić się, że ich głowa nie płata im figli, że faktycznie jest się o co martwić. A Pyro wciąż reaguje z opóźnieniem. Wystarczająco szybko by nie wywołać pytania, ale nie na tyle szybko, by je uciszyć. Małe napięcie, które w sobie nosi, zaczyna spływać na innych
Po kilku godzinach Pyro był wyczerpany. Nie tylko fizycznie, lecz jego mięśnie były spięte, nawet gdy po prostu stał w miejscu. Nie jest to takie dziwne, po tym jak przez cały dzień nawet najmniejsza interakcja kosztowała go całkowite skupienie. Każdy gest był świadomą decyzją
Ale pomimo zmęczenia nie mógł się jeszcze poddać, gdy przed nim było największe dotychczas wyzwanie jakim jest rutynowy trening. Więc wziął głęboki oddech i tym samym ruchem co zawsze zaczął się przygotowywać automatycznie zapinając cały sprzęt
Podnosi miotacz, który zostawił na przestrzeni treningowej, waży go w ręce by sprawdzić który to zostawił tam ostatnim razem. Powoli przejechał po nim ręką i westchnął. Oczywiście, że to musiała być Smocza Bestia. Jedyny miotacz, który wymagał dobrego celowania, które oczywiście wymagało posiadania wzroku
Nasłuchuje mechanizmu miotacza, ustawia odpowiednie elementy, wczuwa się w ciężar broni. Sprawdzone, konkretne sygnały. Wzrok niestety nie jest jednym z nich. Pyro ufa temu, co słyszy i na tym opiera swoje akcję
Gdy wchodzą na pole treningowe, zaczyna się lawina dźwięków: strzały, komendy, szybkie kroki. Chaotyczne hałasy, lecz tak znajome w uszach Pyro. W tym środowisku zawsze funkcjonował najlepiej
Pyro reaguje natychmiast, czując się jak ryba wrzucona do wody. Obraca się razem z hałasem, a ruch jest czysty i automatyczny. Wyćwiczony instynkt ucina zbytnią analizę. Zamiast tego jego ciało robi dokładnie to, co robiło od lat
Na początku wszystko jakoś działa, ale po chwili źródło dźwięku zmienia pozycję. Ktoś za szybko się przemieszcza, hałas delikatnie, niemal niezauważalnie przemieszcza się w przestrzeni. Dla kogokolwiek innego to byłby nieistotny szczegół. Ale Pyro? Pyro nie widzi zmiany. Pyro reaguje na coś, czego już nie ma. Pyro popełnia błąd
Miotacz przesuwa się gwałtowniej niż powinien, płomień leci ostrym łukiem i trudno przewidzieć dokładnie gdzie. Nie widzi tego, ale drewniany znak zaczyna się palić, a gdy sam Pyro nieświadomie się do niego przesuwa, materiał stroju treningowego zaczyna się nagrzewać szybciej, niż Pyro jest w stanie zareagować
Nie zauważa ruchu płomienia, pnącego się po jego ubraniu, ledwo zauważa parzące gorąco, gdy adrenalina robi swoje ukrywając przed nim ból powoli tworzących się oparzeń. Tłumi w sobie ochotę cofnięcia się, ostatkiem sił próbując udawać, że wszystko jest w porządku, w końcu musi dokończyć trening
Ale ogień nie lubi być uciszany. Podstępnie przejmuje coraz więcej materiału. Zapach spalonego materiału jest subtelny, ledwo wyczuwalny wśród przytłaczającego hałasu. Inni zauważają go szybciej niż Pyro. I w ten sposób problem przestaje należeć tylko do Pyro, gdy ktoś krzyczy jego imię
Natychmiast się zatrzymuje i obraca w stronę dźwięku, jakby gotowy na wykonanie polecenia, jeszcze nie rozumiejąc co tak naprawdę się dzieje
W międzyczasie akcja się zatrzymuje, strzały, kroki i polecenia ucinają się, jakby ktoś nagle je odłączył. A Pyro stoi pośrodku tego wszystkiego z miotaczem ognia w rękach, napięty i gotowy do akcji. Cisza trwa wystarczająco długo, by Pyro poczuł, że coś jest nie tak
Przekrzywia głowę i skupia się na odczuciach, w soczewkach widzi zbyt jasną plamę, a jego oczy rozszerzają się, gdy zdaje sobie sprawę, co to jest. Zaczyna odczuwać nagły i zdecydowanie spóźniony ból
Ale niestety szkoda już się stała, teraz nie jest w stanie udawać i przekonać wszystkich, że wszystko jest w porządku. Szybko gasi ogień i zamira. Normalnie od razy by zauważył, nie dałby płomieniowi rozwinąć się na tyle, by się zranić. Zobaczyłby go
Ktoś podchodzi bliżej, a Pyro stoi nieruchomo, ciężko oddychając. MIotacz wciąż trzyma w rękach, ale zdaje się on stracić cały swój ciężar. Nic nie mówi, kiedy ktoś się zbliża, ktoś delikatnie chwyta jego dłonie, zabiera mu broń. Pozwala na wszystko
Nie wie co ze sobą zrobić, gdy delikatnie dłonie ściągają maskę z jego twarzy. Cisza ciąży w jego głowie, gdy zostaje zaprowadzony do środka. Nie protestuje, nie jest w stanie. Głosy się rozdzielają, drzwi otwierają i zamykają
W końcu poznaje nie do końca sterylny zapach gabinetu Medyka. Słyszy obok siebie lekarza i Inżyniera, reszta musiała się odłączyć po drodze. Stara się odpowiadać na krótkie, rzeczowe pytania. Nie porusza się, gdy ktoś świeci mu latarką w oczy
Nikt nie mówi na głos tego, co jest oczywiste, nikt go nie karci, ani nie obraża za akcje podjęte przez ostatnie dni. Nie pytali, dlaczego nic im nie powiedział, kiedy to się stało. Może domyślają się, że nie chciał nikomu przeszkadzać? Że z powodu jego przeszłości boi się popełniać błędy? Że jest przerażony na myśl, że inni się od niego odwrócą gdy tylko zrobi coś nie tak?
Wtedy obejmuje go znajomy ciepły promień mediguna. Wzdycha, zamykając oczy. Pozwala otoczyć się leczącą energią, pozwolić jej osiąść na każdej cząsteczce siebie i wniknąć w głąb jego skóry. Obejmuje ge przypominające przytulenie uczucie, pozwalające mu się odprężyć
Po jakimś czasie jego oczy są opatrzone, mimo że skóra wokół nich wciąż lekko wrażliwa. Medyk zrobił wszystko co się dało i wszyscy o tym wiedzieli, ale gdy otworzył oczy i zobaczyć rzeczy wokoło nie są tak wyraźne jak były przed tym wszystkim poczuł lekkie rozczarowanie. Cieszył się, że większość wzroku wróciła, ale jednak… nie był idealny. Nic nie było idealnie ostre, a rzeczy lekko się ze sobą zmywały, tak jakby rzeczywistość nie mogła zdecydować się, co chce ze sobą zrobić
Inżynier uśmiecha się do niego mówiąc, że wykona dla niego okulary, że mu pomogą, zaktualizują szkła maski i wszystko będzie dobrze. Uśmiecha się w odpowiedzi i kiwa głową. Nie czuje ulgi, nie czuje też rozpaczy, a zmiana opada jak kurz na polu bitwy
I Pyro pierwszy raz w swoim życiu czuje, że może będzie w stanie porzucić swoją przeszłość i zacząć faktycznie żyć nie bojąc się o stratę bliskich mu osób
W końcu czuję, że może popełniać błędy, tak samo jak każdy
W końcu czuję, że ma rodzinę
