Actions

Work Header

Replaced, Reused, Recycled (Translation)

Chapter 27: Ostateczna bitwa (część 3/3) – Absolute Solver

Summary:

PolySquad po raz ostatni staje twarzą w twarz z Solverem, ale czy uda im się wygrać?

Notes:

Od twórcy:
Miłej zabawy z najdłuższym rozdziałem w tym fiku! 4,2 tys. słów!

Automatyczne zastrzeżenie: Punkt kulminacyjny tego fiku został zaplanowany przed odcinkami 7 i 8, dlatego zasady Solvera są inne.

Edycja rozdziału 27 została zakończona!

---

Pozostały jeszcze 4 rozdziały...

(See the end of the chapter for more notes.)

Chapter Text

Kiedy dym opadł, J, N i V znaleźli się pod osłoną, ponieważ Uzi zatrzymała odłamki wybuchu, a dwie pary skrzydeł wystające z jej pleców stanowiły dodatkową ochronę.

 

„Nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie!” Drony wybiegli z miejsca, w którym się schronili, i rzucili się do na wpół wybuchniętego ciała Tessy, które nie regenerowało się. „Tessa? Tessa, jesteś tam?”.

 

„Proszę, nie odchodź” – szepnęłą N. „Właśnie wróciłaś, wiem, że próbowałaś nas zabić, ale nie chcę cię znowu stracić... znowu o tobie zapomnieć”.

 

Wizjer Tessy znów zaczął migać, a ona spojrzała przez zakłócenia martwych pikseli, aby rozejrzeć się. „Ja... jestem tutaj, wy troje. Ja…” Tessa zaczęła gwałtownie kaszleć, a w jej polu widzenia pojawiły się ostrzegawcze sygnały.

 

„Kończy się jej olej, potrzebuje więcej!”

 

V nie zawahała się, odgryzła własną dłoń i włożyła ją Tessie do ust, aby ta mogła ją ssać, zaciskając zęby z powodu znanego jej bólu, ale jej umysł był zajęty sprawami, które uważała za znacznie ważniejsze. Przede wszystkim przetrwaniem Tessy.

 

N wykonał swoje zadanie, zbierając nogi Tessy i podciągając je do niej, podczas gdy Uzi i J, członkowie grupy najlepiej radzący sobie z naprawami, zaczęli próbować ponownie połączyć to, co mogli.

 

„Proszę, musicie... musicie mnie posłuchać” – szepnęła Tessa. „Na początku nie ufałam waszej małej przyjaciółce, myślałam, że Solver wykorzysta ją, aby was skrzywdzić, ale... zamiast tego wykorzystał mnie. Kosztowało mnie to wszystko, co miałam, ale w końcu znów przejęłam kontrolę. Zapomnijcie o mnie, wyzdrowieję. Wasza czwórka jest naszą ostatnią nadzieją. Solver, wiem, gdzie się ukrywa. Jeśli nie zostanie zabity, będzie nadal rosnąć w siłę, żywiąc się martwą sztuczną inteligencją, aż w końcu przyćmi wszystko. N, V, J... dobrze znacie moc Solvera, dał wam to, co macie teraz, i od lat kontroluje was i manipuluje wami! A ty, Uzi... jesteś z nim powiązana bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.

 

"Co to znaczy?"Uzi ogarnęło przygnębiające uczucie, ale nie chciała jeszcze nic mówić.

 

„C, nazwała cię Rogue Assimilation, wiesz, co to znaczy?” Uzi potrząsnęła głową, a Tessa kontynuowała. „Rogue A-Assimilations, to są... cóż, najbliższym opisem byłoby to, że są dziećmi Solvera, ale to nie wszystko”.

 

Tessa wyciągnęła drżącą rękę, z której tylko połowa palców była nienaruszona, i dotknęła diamentu oznaczenia Uzi. „Posiadasz fragment Solvera odziedziczony po swojej linii rodowej. Jedno z twoich rodziców posiadało fragment Solvera i stworzyło cię, zanim zostało zasymilowane. Ta moc została podzielona. Solver wchłonął twojego rodzica, więc odzyskał swoją moc, ale jej kopia została zaszczepiona w tobie. Masz Solvera, ale nie masz TEGO Solvera”.

 

„Dlatego ty i Doll zachowujecie się tak różnie, kiedy jesteście opętani. Moc Doll była obsesyjnie nastawiona na ochronę jej, czyniąc ją silną poprzez manipulowanie nią, aby zniszczyła wszystko inne. Zmieniło ją to w potwora, który potrafił myśleć tylko o krzywdzeniu ludzi z powodu własnego bólu. Nawet gdyby chciała się cofnąć w dowolnym momencie, gdyby próbowała powiedzieć „nie”, nie miała wystarczająco silnego umysłu, a jej Solver był w stanie kontrolować ją do samego końca”.

 

Uzi zastanowiła się przez chwilę, po czym zadała własne pytanie. „Więc dlaczego nadal jestem sobą? Mój Solver jest dziki, jak potwór kierowany wyłącznie głodem. Nie robi nic poza zabijaniem i okaleczaniem. Dlaczego ja jestem w stanie dalej walczyć i pozostać… sobą?”. Uzi zadrżała, wypowiadając ostatnią część zdania.

 

Tessa zachichotała lekko, kierując spojrzenie na Mordercze Drony. „Ponieważ masz o co walczyć. Poczułaś, że zyskałaś kontrolę, kiedy ty i J wwyznaliście sobie swoje uczucia, prawda? To właśnie emocjonalne zawirowania, które napędzały twój Solver, w końcu zniknęły. Jedynym sposobem na kontrolowanie Solvera jest przeciwstawienie się mu. Doll odsunęła od siebie wszystkich, którzy mogli przeciwstawić się jej samotności, Cyn zbytnio gardziła ludzkością, by przeciwstawić się pragnieniu zagłady swojego Solvera, ale twoja dzika samotność? Masz towarzystwo, ludzi, których nie chcesz zabić. Dopóki masz ludzi, którzy sprawiają, że czujesz się normalna, sprawiają, że czujesz się silna i sobą... będziesz kontrolować swojego Solvera, a on DA ci siłę, by zrobić to, co należy”.

 

Z trudem łapiąc oddech, Tessa podniosła rękę z Uzi i wskazała na księżyc Copper-9. „Tam. Na orbicie księżyca znajduje się siedziba J.C. Jensona. W sercu tego statku znajduje się Absolute Solver. On się ciebie boi. Zrób to, czego nie potrafiła ludzkość, i ocal wszechświat... proszę”. Tessa wyłączyła się, zużywając ostatnie rezerwy energii podczas swojego monologu.

 

„Czy ona...?” N urwał, patrząc błagalnie na Uzi i J z wykrzywioną twarzą.

 

„Nie, ona da radę” – potwierdziła J, zaciskając pięści z przekonaniem. „Musi”.

 

V i Uzi położyli Tessę na śniegu, podpierając ją najdelikatniejszymi gruzami, jakie udało im się znaleźć. Nie było tego wiele, ale to było wszystko, co mogli zrobić.

 

—

 

Kiedy Tessa była już usadowiona, cała czwórka stanęła w kwadracie, przygotowując się do ostatecznej bitwy, którą mieli stoczyć. "Czy wszyscy są gotowi, aby udać się w kosmos?" zapytał Uzi.

 

„Jeszcze jedna rzecz” N podniósł palec, aby zatrzymać Uzi, po czym nagle chwycił V i przyciągnął ją do siebie, całując po francusku. Kiedy N w końcu się odsunął, wydawał się znacznie bardziej energiczny, uśmiechając się szeroko, podczas gdy V rumieniła się, wciąż mrugając ze zdziwienia.

 

Kiedy V w końcu odzyskała równowagę, spojrzała na N gniewnie, krzyżując ramiona i warcząc na niego. „Pokonałeś mnie o sekundę, głupku!”

 

Uzi i J tylko uśmiechnęli się do siebie, a potem do V i N. „Jesteście teraz gotowi?~”

 

„Zróbmy to!” N. „O tak!” V. „Ruszajcie to już!” J.

 

„Kocham was wszystkich tak, tak bardzo”. Uzi uśmiechnęła się szeroko, po czym jej wizjer zmienił się w zdeterminowaną emotikonkę. „A teraz zabijmy boga!”

 

Zaciskając zęby, Uzi zaczęła owijać swoją telekinezą ziemię, kamienie i śnieg, powoli podnosząc je coraz wyżej i wyżej. Mały kawałek ziemi, na którym się znajdowali, był otoczony gruzem i ziemią, sprasowanymi w hermetyczną bańkę, głównie dzięki magii utrzymującej powietrze w środku.

 

Uzi skutecznie stworzyła domowej roboty meteor, a jeśli było coś, w czym meteory były dobre, to było to uderzanie w różne rzeczy.

 

Śmiejąc się jak szalona, Uzi gwałtownie zwiększyła siłę działającą na spód kamiennej kuli, wysyłając ich z prędkością błyskawicy poza atmosferę. Cała czwórka przycisnęła się do ścianek ze względu na ekstremalną prędkość i obroty, które utrzymywały ich w miejscu. Przypominając sobie cytat ze starego filmu, który kiedyś oglądała z tatą, Uzi uznała, że to idealny moment, aby go wypowiedzieć. „W nieskończoność... i dalej!”

 

Pozostałe drony zareagowały nieco bardziej racjonalnie. „AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAHHHHHHHHHHHHHHHHHHHHHHHH!!!!!!!!!-”

 

—

 

Absolute Solver siedział w kłębku wokół ekranów komputerowych w głównej sali monitoringu, obserwując przebieg bitwy, jednocześnie 'jedząc' projekcję popcornu. „O rany. To będzie świetna zabawa”.

 

Jednak w miarę trwania walk, gdy wszystkie starannie rozłożone karty Solvera zostały zniszczone przez Rogue Assimilation i jej zbiegłe Mordercze Drony, Solver zaczął tracić cierpliwość.

 

Solver nie zawahał się wysadzić Tessy, gdy ta ponownie próbowała go zdradzić, ale udało jej się przeżyć nawet to.

 

Kiedy czwórka robotów została wystrzelona przez atmosferę, aby pędzić w kierunku siedziby głównej, Solver był wściekły. „Dobrze. Skoro wszyscy inni są niekompetentni, po prostu zrobimy to sami: Angy. Jeśli chcą nas zniszczyć, będziemy musieli pokazać im, dlaczego jesteśmy Końcem”.

 

—

 

Meteor Uzie przeżył podróż do siedziby głównej, wlatując prosto przez statek  zanim fioletowy dron zatrzymał jego momentum, lądując zaskakująco wygodnie na księżycu w tym samym momencie jak ostatnie wspomnienie J.C. Jenson rozbiło się niedaleko. Włączyli swoje radia, dające im umiejętności słyszenia swoich głosów w głowie, patrząc na to że nie będzie żadnego powietrza żeby niosło waległosowe.

 

“Przygotujcie się, wszyscy.” J powiedziała, zmieniając swoją postawę gotową do walki. “Absolute Solver jest sto procent silniejszy niż ktokolwiek z kim kiedykolwiek walczyliście. Użyje oszustw, trików i iluzji by was zaskoczyć, a potem zabić cię tak szybko że nie zrozumiesz że jesteś martwy. Zatszymaj się choć na sekundę i…” J wykonała ruch podcinania swojej szyi, przechylając głowę na bok i wystawiając język.

 

“Kidy bendziemy wiedziecz żę pszyszło?” N zapytał, jego plecy do reszty, zakrywając ich słabe pónkty. 

 

Księżyc zaczął się trząść, i już czarna jak noc pustka kosmosu urosła w ciemności, ciemniej, jeszcze ciemniej, aż wszystkie gwiazdy zostały zasłonięte a słońce zdawało się zgasić.

 

“...Nieważne, myślę że już wiem.”

 

 V wycelowałą swojimi bronmi w lewo i prawo, gniewnie patrząc się w ciemnoś. “Pokaż się, tchórzu!”

 

Nastała długa cisza, i nawet trzęsienia wydawało się przestać, pszed…

 

“...Okej.” Nagle, z pod kamienia pod ich nogami, wielka czarna macka roztrzaskała ziemię i wyleciała, owijając się dookoła nogi V i ciągnąc ją w ziemię.

 

 Wciągnięta w warstwę powierzchniową kamieni i minerałów surface, V zostawiła po sobie ślad zniekształconej ziemi w tym samym czasie jak kolejne macki się pojawiły by zrobić to samo innym. Uzi, N i J próbowali wylecieć w powietrze, ale nie zaszli daleko, bo i oni znalaeżli się pod zewnętrzną powłoką księżyca.

 

Głęboko w szarym i brązowym materiale który tworzył księżyc, Uzi odkryła, że znajdują się w tunelach, gruz wokół nich podczas gdy Solver wykopywał swoim mackami, twożąc labirynt w kilka sekund.

 

“Bawcie się już dobrze, marionetki: zapytanie. Powinni byliście się asymilować kiedy mieliście szanse.”

 

Macki owiele większe niż wcześniej zaczęły się ruszać ze wszystkich stron, latając przez tunele by zaatakować drużynę, ale podczas gdy Uzi kopiowała i wklejała miotacz ognia jej mocami, zauważyła że jej strzały zdawały uderzacz tylko połowę tych macek. “Połowa z nich to iluzje, uważajcie na prawdziwe!”

 

V natychmiast użyła tej informacji, odnajdując fałszywe macki używając rozprysku kul, wbiegając w iluzje by urzyci jej jako osłone potczas gdy cieła prawdziwe macki na wstążki od środka.

 

Jak V skończyła, poczuła jak sufit się trzęsie, i skoczyła do tyłu w tym samym momencie jak gigantyczny kolec wystrzelił z sklepienia jaskini. Jej sok poniósł ją przed Uzi, który uśmiechnęła się diabelsko w momencie gdy zatrzasnęła ogon V używając jej pułapki na niedźwiedzie, obracając V dookoła i rzucając ją pełną siłą w kolec, dając wystarczająco momentum żeby się przez niego przebić i filtrując połączone  kawałki mięsa na drugiej stronie. “Mówiłam ci że się zemszcze, hah!”

 

“Skupmy się na zemście na Solverze, zamiast siebie nawzajem, okej?” J skomentował, strzelając rakietą w swoje lewo i prawo, kucając pod dygnięciem z ziemi, zanim wykonała kopnięcie siekierą, które je wytrąciło i pozwoliło jej przerzucić je na drugą stronę systemu jaskiń, przebijając jedno z zagrożeń, które zakradły się do N. 

 

Głos Solvera rozbrzmiał ponownie w systemie jaskiń. “Tak. Kontynuujcie walczyć, głupcy. Stańcie się zmęczony i beznadziejny, aż wy też, zaczniecie w uścisku końca nocy.”

 

“Zamknij się, Solver! Żadne z nas to nie obchodzi!” Uzi pokazała faka, generując pioruna armatę C unoszącą się na końcu palca po czym ugotowała kolejną macke. 

 

“Ale ma racje.” N uzasadnił, zatrzymując się po tym jak zadźgał jedno z nich kilka razy jego ogonem. “Nie robimy żadnego postępu, i nasza energia nie będzie starczy nam na zawsze, jak mamy to pokonać?”

 

“Jak by było niezniszczalne, było by już na Copper-9 i zabiło wszystkich.” V powiedziała. “Tessa powiedziała że boi się nas. Jeśli chowało się na tym statku przez tak długo, znaczy że ma słabość!”

 

“...Nie niemamy.”

 

“J, osłaniaj mnie! Mam plan!” Uzi już zaczęła dodawać dwa do dwóch. Wierzy że wie gdzie prawdziwa forma Solvera się ukryła.

 

Podczas gdy J stała nad Uzi, wystrzeliwując nabój po nabojó stszałów karabinem, Uzi robiła to co robi najlepiej, zaczęła się modywikowacz. 

 

Jej działo elektromagnetyczne było zregenerowane używając magi, nie technologią, więc bała się że w środku będzie inna, ale na szczęście kiedy ją otworzyła, znalazła nieuporządkowane części. używając jej ogona, Uzi wyjęła karabin z swojej burzi, wyminiając go za działo elektromagnetyczne, ale nie przed tym jak zrobiła kilka modyfikacji które są możliwe dzięki jej nowej kontroli nad mocami.

 

“Jeśli bałabym wystarczająco potężna by rzeźbić księżyce, i musiałabym się gdzieś schować, Udałabym się jak naj głębiej by być poza zasięgiem. Myślę że Absolute Solver chowa się w rdzeniu księżyca.”

 

“I jak się tam dostaniemy?” J zapytała, w środku supleksowania jednej z atramentowej macki.

 

“W ten sposób.” Uzi otworzyła swoje usta jak najbardziej się da, po czym włączyła swoje działo elektromagnetyczne. Zamiast zielonego promienia, był on ciemny fioletowy, ten sam kolor jak solver Uzi. Stómien był cienki,ale sprzeciwiał się prawom fizyki, wypalając jego drogę przez skorupę księżyca, ale zostawiając jaskinie w której utknęli chłodny jak pustka kosmosu.Ręce Uzi świeciły, jak formowała promień swoją magią w coś na wzór energetycznego wiertła.

 

“Jak ty to robisz???” Zdawało się że N i V byli na tym samym levelu niedowierzania jak J.

 

“Bóg i anime!” Odpowiedziała Uzi, Skłaniając promien by był potężniejszy i potężniejszy. Bez ostrzeżenia, wskoczyła do dziury, spadając w dziurze którą aktywnie formowała. 

 

Wzruszając ramionami, N wskoczył za nią, doświadczając najwięcej nieziemskiego nonsensu Uzie z tej grupy , był już gotowy, aby podążać za nią, podczas gdy V i J też szybko weszli, J pokazując faka mackom na jej drodze na dół.

 

Solver nie miał zamiaru zrobić to łatwym, wysyłając dziesiątki wijących się winorośli śmierci w dół za nimi, próbując zrobić zasadzkę za każdym razem jak natrafili na jeden z ich tuneli.

 

“Przestań, odejdź, idź stąd. Zostaw nas. Zgin. Zgin. Zgin. Zgin.”

 

“Oh zamknij się?” Po tym, Uzi nie odpowiadała do żadnej z gróźb Solvera. Jeśli martwiło się wystarczająco by tak gadać, muszą być na dobrej drodze.

 

—

 

Kiedy Uzi skończyła przedzierać się przez skorupę, zdała sobie sprawę, że to prawdopodobnie potrwa chwilę. Dotarcie tak głęboko zajęło im już kilka minut, więc dotarcie do celu mogło zająć im kilka godzin!

 

Zdała sobie również sprawę, że prawdopodobnie powinna przestać oczekiwać, że cokolwiek w jej życiu będzie miało sens, kiedy przebiła się przez ostatnią warstwę skały macierzystej, tylko po to, by znaleźć się unosząc w powietrzu. 

 

Wyłączając laser, Uzi rozejrzała się dookoła, zdając sobie sprawę, że jakimś sposobem znaleźli się w głębokiej przestrzeni kosmicznej. Za nimi znajdowały się asteroidy, planety, a w centrum wszystkiego znajdowała się maleńka kropka jasnego światła, otoczona supernową. 

 

Na szczęście światło ich nie spaliło. Ale to nie znaczyło, że nie było nieprzyjemnie. Uzi nie wiedziała, jak Solver umieścił przestrzeń kosmiczną wewnątrz księżyca, ale czy to miało znaczenie? Liczyło się tylko to, żeby stłuc tą głupią maszyne, która postanowiła wjechać na jej teren i narobić kłopotów!

 

Bez powietrza skrzydła nie były zbyt skuteczne, więc oddział włączył silniki odrzutowe i pomknął w kierunku tego, co mogli jedynie uznać za ciało Solvera. Uzi nie miała silników odrzutowych, więc polegała na samym odwróceniu się i napędzaniu się samą siłą działa elektromagnetycznego.

 

Zbliżając się, usłyszeli monotonny głos Solvera, jaki był naprawdę. Tysiące, miliony, miliardy różnych głosów, wszystkie z odmiennymi emocjami i opiniami, tak głośne i tak spójne, że falę hałasu można było zinterpretować jedynie jako bez wyrazu, monotonną pustkę. Ale teraz, gdy byli już tak blisko, każde słowo Solvera było przesiąknięte każdą dostrzegalną emocją i jeszcze więcej, błagające o litość, krzyczące z nienawiści, śmiejące się maniakalnie, mające nadzieję na wygraną, przegraną lub po prostu na zniknięcie.

 

Mimo to głosy były tak samo wrogie jak zawsze, niezależnie od tego, jak bardzo wydawały się zdenerwowane. “Przepadnij.”

 

Asteroidy miotały się po pustce, zamieniając się w mięsiste paszcze z zębami i kłami, które krwawiły i krzyczały, a następnie spotykał je równie głośny koniec, gdy zostały rozszarpane przez salwę shurikenów N’a. 

 

“Ruszajmy! To miejsce, w którym Solver jest najsilniejszy, nie mamy chwili do stracenia!”J wystrzeliła w powietrze, wysuwając pazury jak nożyce, by rozerwać kolejną asteroidę, która otrzymała ciało, po czym obróciła się i wrzuciła dwie połówki w paszcze dwóch kolejnych. 

 

Trudno było walczyć i latać jednocześnie, jeżeli twoja metoda lotu była jednocześnie twoją najlepszą bronią, przekonała się Uzi. Dlatego po prostu uciekła się do odbijania ciosów, utrzymując wokół siebie tarczy energii, zmieniając się w kometę fioletowego światła, która z szybkością przebijała się przez napastników. 

 

Kwartet zapuszczał się coraz głębiej w otchłań, podchodząc na tyle blisko, że musieli zacząć zasłaniać swoje wizjery przez to jak niebezpiecznie jasna była gwiazda w centrum kosmosu… ale wtedy z góry uderzyła w nich planeta.

 

“Maniakalne śmianie. Nigdy nie wygrasz, jesteśmy wieczni, jesteśmy nieśmiertelni, jesteśmy: Końcem.”

 

“Ma racje…” J jęknęła, gdy na jej wizjerze po raz ostatni pojawił się komunikat Fatalny Error. “Nigdy nie mieliśmy szans, po prostu jest za silne.”

 

“Powinni byli się poddać i zasymilować,” V zaczęła, podczas gdy N skończył jej zdanie. “Bylibyśmy o wiele lepsi, gdybyśmy byli częścią zbiorowej świadomości.”

 

Uzi nie mogła nawet mówić, ponieważ jej ciało zostało zmiażdżone przez planetę. Solver czerpał wielką przyjemność z obserwowania, jak wszyscy giną, udowadniając raz na zawsze, że nikt nie może go pokonać.

 

Potem nastąpił błysk i Mordercze drony wraz z Uzi zniknęły. Były hologramami.

 

—

 

Uzi poganiała swoją grupę, gdy jej rozproszenie uwagi prysło. Jej iluzje były tandetną imitacją tego, co potrafił stworzyć Solver, z jego fałszywymi rodzicami i realistycznymi mackami, ale Uzi czerpała przyjemność z faktu, że w ogóle potrafiła oszukać to stworzenie, i zanim się zorientowało, byli już w sztucznym słońcu.

 

 Wnętrze było dokładnym przeciwieństwem zewnętrza. Tam, gdzie gwiazda świeciła tak jasno, że sztuczne światło wciąż bolało, znaleźli się teraz w pustce, pozbawionej czegokolwiek. Trudno było to nawet nazwać „niczym”, bo to słowo wydawało się zbyt namacalne. Każdy dźwięk, który próbowali wydać, był niesłyszalny, co dowodziło, że w przeciwieństwie do przestrzeni wewnątrz księżyca, to nie była iluzja. Naprawdę nie było niczego, nawet wystarczająco rzeczywistość, by ich fale radiowe mogły być transmitowane, przez co cała czwórka nie była w stanie rozmawiać.

 

W pustce istniała tylko jedna rzecz oprócz nich samych. Maleńka kula, mniej więcej wielkości rdzenia drona.

 

Przy bliższym przyjrzeniu się,było to właśnie to. Uzi wyciągnął rękę, żeby to chwycić, ale nieistnienie wokół nich zadrżało, a w ich umysłach zabrzmiał głos.

 

Cóż, to był z pewnością głos, ale cokolwiek próbował powiedzieć, było już niezrozumiałe – słowa istoty poza ich zasięgiem, groźby i błagania w języku wykraczającym poza kosmos. Uzi czuła, że ​​gdyby udało jej się rozszyfrować te słowa, odkryłaby, że zawierają one w sobie samą istotę rzeczywistości.

 

Uzi parła dalej, koncentrując moc, która płynęła przez jej niedopasowaną bryłę ciał, części zarówno dobrych, jak i złych ludzi, które zostały połączone, by ją stworzyć. Z każdym dreszczem zniszczenia, jaki wywoływał Solver, Uzi czuła, jak jej śruby zaczynają się luzować, a jej części destabilizują. 

 

Rozglądając się wstecz, zobaczyła swoich przyjaciół… nie, nie przyjaciół. Swoich kochanków, ich los był podobny. Wszyscy byli potężni, natchnieni boskimi źródłami, ale to pozwalało im przetrwać tylko do pewnego momentu w miejscu, gdzie nie istniało nawet „nic”.

 

Niezrozumiałe słowa nabrały samozadowolenia, a Uzi niemal przysięgłaby, że słyszała, jak wymawia słowo „chichot”, jak ciągle chętnie to robiło. Ale to nie miało znaczenia. Solver się nie liczył. Liczyło się tylko to, żeby J, N i V wrócili żywi na Copper-9. Nic innego się nie liczyło, nawet ona sama.

 

I wtedy to do niej dotarło. Aby Solver przegrał, a jedyny pozostały cel Uzi się spełnił… musiała podjąć jedną, ostateczną decyzję, decydującą o losie wszechświata.

 

—

 

Uzi odpłynęła od Solvera, a drgania paraliżujące ustały, najwyraźniej postanawiając nie marnować energii. Zbliżając się do nich, Uzi wzięła ich dłonie w swoje, patrząc na nich i jednocześnie błyskając słowami na wizjerze. 

 

‘Dziękuje wam. Kocham was troje. Więcej niż wy wszyscy wiecie. Tak mi przykro.’

 

Uzi włożyła coś J do ręki, ale zanim J zdążył zobaczyć, co to jest, Uzi popchnęła całą trójkę swoją mocą. Zostali wyrzuceni z niebytu, ze słońca, z kosmosu, zbierając złom i odłamki asteroid, które uformowały się wokół nich dzięki tej samej fioletowej magii, która ich tam pierwotnie doprowadziła. 

 

Opuszczenie tunelu, który wykopali Uzi i Solver, zajęło im więcej czasu, co dało im wszystkim trzem czas na zorientowanie się, co się dzieje.

 

“Ona się poświęca.” J w końcu to powiedziała, ramiona opadając bezwładnie. “Umrze bez nas. Ta mała-!”

 

Ktoś krzyczał, ktoś płakał, i ktoś błagał. Nikt z nich nie mógł powiedzieć kto był kim, podczas gdy walili w ściany asteroidy, robiąc cokolwiek mogą by zatrzymać podróż, ale Solver Uzi był zbyt potężny. Był powód, dla którego tak bardzo obawiano się twórcy tej mocy.

 

Wylecieli z orbity Księżyca. Przemierzali prawdziwą przestrzeń kosmiczną, aż wylądowali miękko na śniegu, jakby zostali zrzuceni zaledwie kilka stóp nad ziemią, zamiast przebyć w ciągu kilku minut trzysta tysięcy mil.

 

“NIE!” J wysadził asteroidę i odleciał, ale N i V chwycili ją za ogon, przytrzymując ją na Ziemi. “NIE! PUSZCIE MNIE IDIOCI! TO ROZKAZ! WŁAŚNIE JĄ ODZYSKAŁAM, NIE STRACĘ JEJ JESZCZE RAZ!”

 

“Ogarnij się, J! Ona odeszła.” V warknęła, ale na ekranie jej wizjera było widać niezliczone łzy. 

 

“Co ona ci dała??” Głos N. był niemal bezgłośny, ledwo słyszalny przez jego własne odgłosy.

 

J otworzyła dłoń i zobaczyła, że ​​trzyma w niej pojedynczy dysk twardy.

 

—

 

“Okej.” Uzi pomyślała do siebie, tszęsonc siebie podczas transformacji w fome Besti, dając falującym chaosowi z niej wypłynąć, każda myśl skupiona na pokonaniu tego stworzenia. “Dawajmy.”

 

Uzi zrobiła krok naprzód, najpierw stawiając pierwsze trzy nogi, potem kolejne trzy, potem pierwsze trzy, a potem kolejne. Każdy krok był herkules owym wysiłkiem, podczas gdy Solver krzyczał na jej bunt, wyjąc z furii, raz po raz wysyłając fale bez-energii. 

 

Uzi zaczął się demontować, najpierw oderwały się broń z oddziału C (Zawsze wiedziała, że ​​ich wykonanie jest kiepskie-), a następnie dodatkowe oczy i skrzydła.

 

Z każdym krokiem traciła coraz więcej, jej całe ciało powoli się rozpadało, sześć nóg znów stawało się dwiema, aż w końcu nie miała już żadnych.

 

“Tak… blisko… prawie… tam!” Uzi zdołała się podnieść dzięki własnym siłom i czystej woli, z każdego jej kawałka wyrosły kończyny z fioletowej energii, dając jej ostatni oddech. 

 

Cała forma Bestia Uzi rozerwana na strzępy, pozostawiając jej pierwotne, zardzewiałe ciało. Jej kończyny zniknęły, ogon oderwany, a śrubokręt jej ojca stracił stracony, ale ona wciąż szła naprzód.

 

Zęby Uzi zacisnęły się na Solverze, zaciskając się na jego miękkiej, mięsistej warstwie zewnętrznej.

 

W fali kosmicznej fioletowej energii Uzi poczuła, jak istnienie przepływa przez jej przewody, jak absolutna struktura rzeczywistości przemawia do niej swoim językiem. Dlatego w tej krótkiej chwili, gdy osiągnęła już poziom pozwalający jej na rozmowę z Rozwiązującym, miała do powiedzenia tylko dwa słowa.

 

“Gon się.”

 

Uzi wystrzeliła z działa elektromagnetycznego i ugryzła z całej siły. 

 

Eksplozja była potężniejsza niż cokolwiek, co kiedykolwiek zrobiła, a odczyty energii na jej ekranie przyćmiły odczyty nowonarodzonej gwiazdy. 

 

Solver nie dostał ostatniego słowa, gdyż jego rdzeń został oderwany od rzeczywistości, a zasada zachowania materii została wyśmiana w twarz, a rdzeń uległ całkowitemu zniszczeniu, aż jego atomy przestały istnieć.

 

Uzi czuła, że ​​to samo dzieje się z nią. Jej śmiertelne dłonie nigdy nie były w stanie pomieścić tak wielkiej mocy, a teraz wymykała się jej z palców, spalając je na popiół.

 

Pęknięcia popłynęły po jej ciele, które pozostało tylko po tułowiu, głowie i kilku kikutach kończyn. Kiedy poczuła światło docierające do procesora, Uzi zamknęła oczy i wybrała ostatnie słowa, zanim przełączyła się w tryb uśpienia, postanawiając, że nie chce wiedzieć, jakie ma uczucie śmierć. 

 

“Dokonałam właściwego wyboru.”

Notes:

Od twórcy:

Dobra, dobra, ostatni cliffhanger, kochani! Po prostu uwielbiam je robić!

 

Wiem, że walka z Solverem nie jest tak fajna, jak w kanonie, ale mam ograniczone umiejętności pisarskie i o wiele trudniej jest sprawić, by coś wyglądało fajnie w 4 tysiącach słów w porównaniu z półgodzinną Peak Animation, lol.

 

Zamierzam napisać trochę epilogu, zanim dotrę do ostatnich trzech rozdziałów. Będę też przepisywać kilka scen w całym opowiadaniu, które mi się nie podobają, więc kiedy ukaże się rozdział 28, może pomyślę o powrocie do niektórych rozdziałów i sprawdzeniu, co się zmieniło!

Notes:

Komentarze są mile widziane i zawsze na nie odpowiadam (chyba że są nie przyjemne). Pochwały i zakładki są kochane.

Mój Tumblr: https://www.tumblr.com/blog/genericnam

Mój Tumblr tylko dla informacji o fic: https://www.tumblr.com/genericnam-ao3

/\
|
|
To jest notka od oryginalnego twórcy te konta nie należą do mnie