Work Text:
Wang Zhi nie potrzebował wielu słów na opisanie ostatnich kilku dni. Wystarczającym określeniem byłoby: całkowicie okropne. Nie przypominał sobie, aby kiedykolwiek w ciągu trzy dni tyle rzeczy poszło nie po jego myśli, aby poszło nie po myśli każdego. Wszystkie jego plany i rzeczy, które miał zrobić albo się nie udały, albo musiały zostać zmienione w ostatniej chwili. Działo się zbyt dużo, zdecydowanie zbyt dużo, jak na gust Wang Zhiego. Nigdy nie lubił, gdy w jego życiu rzeczy zmieniały się nagle ani gdy codziennie wystawiony był na mnóstwo różnych bodźców, a dokładnie tak wyglądały ostatnie trzy dni.
Najpierw, na rozpoczęcie tygodnia, miała miejsce wielka eksplozja, która w ogóle nie powinna się zdarzyć. W jednej chwili zrobiło się tak głośno i jasno, że Wang Zhi w pewnym momencie miał ochotę zamknąć oczy i zatkać uszy, mimo że nie mogł tego zrobić. Później przyszedł czas na poszukiwania rannych i sprzątnie tego ogromnego bałaganu, co również samo w sobie wiązało się z przerażająca ilością hałasu. Pod koniec dnia Wang Zhi marzył jedynie o tym, żeby móc położyć się w łóżku z Ding Rongiem i iść spać przynajmniej na chwilę. Jednak Wang Zhi nie mógł spać przez większość nocy, a kiedy już udało mu się to zrobić, po chwili obudził się przerażony z powodu koszmaru, którego treści nawet nie pamiętał. Mimo tego, że zakrył usta dłonią, obudził równie wyczerpanego Ding Ronga za co było mu trochę głupio. Pomimo zapewnień, że Ding Rong nie ma z tym problemu, Wang Zhi nie mógł pozbyć się lekkiego poczucia winy, że przerywa sen drugiemu eunuchowi, który potrzebował go tak samo, jak on.
Następny dzień był tak samo gówniany, jak poprzedni, jeśli nie jeszcze bardziej. Głowa bolała go tak bardzo, że w pewnej chwili wydawało mu się, że za chwilę zemdleje i na tym zakończy się rozwiązywanie problemów w Zachodnim Zakładzie i całym kraju. Ding Rong starał pomóc mu najbardziej, jak mógł, ale nawet on nie miał uprawnień do załatwiania niektórych spraw. Wang Zhi chciał tylko, żeby ten tydzień się skończył, a co najważniejsze, żeby skończyły się te strasznie głośne, śmierdzące i okropne wydarzenia. Wiedział, że jeżeli jutro znowu będzie tak samo, nie będzie w stanie wykonywać swoich obowiązków. Ding Rong również o tym wiedział, dlatego starał się do tego nie dopuścić, ale niestety nie posiadał mocy, dzięki której mógłby wyciszyć cały świat.
Trzeci dzień wcale nie był lepszy od tych poprzednich. Od rana starał się, jak mógł, żeby jak najszybciej wypełnić swoje obowiązki i móc zamknąć się w swojej kwaterze w całkowitej ciszy. Kiedy Tang Fan przybył do niego z jakąś kolejną fascynującą sprawą, która, znając go, znowu okazałaby się kompletną katastrofą, prawie wystawił go za drzwi, powstrzymał się jednak w ostatniej chwili, postanawiając go wysłuchać. W połowie historii znowu zaczęła go boleć głowa, a krzyki Tang Fana wcale nie pomagały. Coś gdzieś miało okropnie nieprzyjemny zapach. Wang Zhi nie potrafił zidentyfikować skąd pochodzi ani co to jest. Wiedział tylko, że od tego głowa boli go jeszcze bardziej. Nie słuchał już tego, co mówi Tang Fan ani nie zwracał uwagi na otoczenie, mimo że bardzo starał się utrzymać uwagę jeszcze przez chociaż chwilę. Było zbyt głośno, coś śmierdziało, jakaś część szaty drapała go w miejscu, do którego nie miał dostępu, co było strasznie nie przyjemne, pasek był zawiązany zbyt ciasno, było zbyt jasno. Za dużo rzeczy na raz.
Chciał powiedzieć Ding Rongowi, żeby stąd poszli, ale nie mógł. Miał nadzieję, że Ding Rong zauważy, jak zawsze. W innym wypadku po prostu się popłacze, sam nie wiedząc do końca dlaczego. Nienawidził okazywać słabości, a to było jedną z jego największych. Nie chciał, aby wiedział ktokolwiek poza Ding Rongiem, jedyną osobą, którą kochał i ufał bardziej, niż innym. Wiedział, że to ryzykowne, ale wierzył w to, że Ding Rong nigdy go nie zdradzi ani nie wyjawi sekretów o jego słabościach, ani nie zdradzi nikomu, że to, jaki jest podczas dnia, jest jedynie starannie dopracowaną maską.
Czuł, jak łzy zbierają mu się w oczach, więc starał się głęboko oddychać i zacisnął dłoń w pięść na materiale, próbując się jakoś uziemić, jednak jego metoda nie zadziałała. Na szczęście Ding Rong nie zawiódł jego oczekiwań i zauważył zmianę w zachowaniu swojego partnera, od razu podchodząc bliżej i wypraszając przy tym Tang Fana, każąc mu wracać z powrotem do Sui Zhou. Tang Fan jęczał przez chwilę, ale kiedy zobaczył, jak ciemno jest na zewnątrz, natychmiast wybiegł, krzycząc coś o tym, że dzisiaj Sui Zhou miał przygotować specjalną kolację i nie może się spóźnić.
Ding Rong odetchnął z ulgą, ciesząc się, że tym razem ten człowiek nie był tak koszmarnie uparty, jak zawsze, po czym cała jego uwaga została przeniesiona z powrotem na Wang Zhiego, który nie ruszył się nawet o milimetr. Położył mu rękę na ramieniu, ponieważ ten gest często pomagał mu wrócić do rzeczywistości ze swoich myśli. Wyglądało jednak na to, że tym razem nie zadziałało to, tak jak powinno. Dlatego postanowił, że najlepszym rozwiązaniem będzie wyjście z biura i przejście prosto do ich pokoju. Wziął Wang Zhiego w ramiona i uśmiechnął się lekko, gdy młodszy eunuch wydał z siebie cichy dźwięk zaskoczenia.
Wang Zhi z jednej strony był wdzięczny za to, że nie musi pokonywać tej, i tak w miarę krótkiej, drogi do pokoju, ponieważ miał wrażenie, że nie będzie w stanie tego zrobić, ale z drugiej nie był z tego powodu zbyt zadowolony. Co, gdyby ktoś zobaczył ich w ten sposób? W połowie drogi miał nawet zamiar zejść, ale okazało się to trudniejsze niż mogłoby się wydawać.
— Nie wierć się, Zhi'er — Ding Rong szepnął mu do ucha, a Wang Zhi poczuł, jak dreszcz przechodzi po jego ciele. Po chwili długo powstrzymywane łzy zaczęły spływać po jego policzkach, a on zakrył usta dłonią, aby nie wydać przypadkiem jakiegoś odgłosu, który mógłby doprowadzić do tego, że ktoś ich zauważy.
W końcu dotarli do ciemnego, cichego pokoju, a Wang Zhi jeszcze nigdy nie był tak zadowolony, że w końcu może tam być. Ding Rong puścił go, gdy doszli do łóżka, najpierw zdejmując mu te szaty, które go drapały i były za ciasno związane, a później usiadł tuż obok, nie mówiąc nic. Wang Zhi zdjął dłoń z ust, nie musząc się już martwić o to, że ktokolwiek ich usłyszy. Nie miał konkretnego powodu do płaczu, nie wiedział dlaczego płacze. Działo się tak prawie zawsze, kiedy wszystkiego było za dużo. Nienawidził przeciążenia sensorycznego, ale nie mógł nic na to poradzić. Cieszył się, że ma kogoś takiego, jak Ding Rong, kto chce i potrafi mu pomóc.
— Czego potrzebujesz? — zawsze długo zastanawiał się nad tym pytaniem, szukając odpowiedniej odpowiedzi. To, czego potrzebuje powinno być dla niego oczywiste, ale z jakiegoś powodu nigdy nie mógł odpowiedzieć od razu. Nigdy nie wiedział od razu.
— Trzymaj mnie — po jakimś czasie wyszeptał, ponownie przerywając kojącą ciszę. Ding Rong zastosował się od razu, popychając Wang Zhiego delikatnie na łóżko, żeby leżał i sam położył się obok, mocno przytulając Wang Zhiego. Nakrył ich kołdrą, czując, jak Wang Zhi lekko się trzęsie — I... możesz mnie pocałować?
— Czy to nie będzie za dużo? Wiesz... — Wang Zhi wiedział, o co chodzi Ding Rongowi, ale był pewien, że tak nie będzie, więc pokręcił w głową w ciemności. Był jednak pewien, że Ding Rong wszystko poczuł.
Zmienił pozycję, opierając się na łokciach, tak żeby znajdował się nad Wang Zhim i pochylił się bliżej, całując go w usta. Później wrócił do poprzedniej pozycji, ponownie przytulając Wang Zhiego i uśmiechnął się, gdy poczuł, jak młodszy eunuch się rozluźnił i w końcu zasnął. Sam zasnął chwilę później, szczęśliwy, że w końcu obaj mogą odpocząć.
Następnego dnia przesunęli wszystkie zadania, które Wang Zhi musiał wykonać osobiście na następny dzień, a resztą zajął się Ding Rong, co pozwoliło Wang Zhiemu na rzadki dzień, kiedy mógł po prostu odpocząć.
