Chapter Text
Ksiądz Skywalker miał dosyć. Klasa biologiczno-chemiczna jak zwykle dawała mu popalić.
Pomyśleć, że to mieli być przyszli lekarze, chemicy, hodowcy...poważni ludzie.
Jeśli to była ich przyszłość, to ksiądz miał nadzieję, że nie dożyje tych czasów.
Najgorszy w klasie był jego siostrzeniec, Ben, który kiedyś był takim miłym i ładnym chłopcem... w pierwszej klasie jeszcze jakoś się zachowywał, ale w drugiej dosłownie zwariował.
Brunet siedział sam, więc położył długie nogi na krześle obok, wcinając przy tym soczyste jabłko. Luke wykonał w myślach znak krzyża, a potem podszedł do chłopaka.
- Synu, schowaj to jabłko. To nie jest czas na jedzenie.
- Nie jestem twoim synem - prychnął Solo. - Chyba, ze o czymś nie wiem, mamuśka podobno była szalona.
Ksiądz zamknął oczy i policzył do dziesięciu, przy okazji poprosił Boga o wsparcie.
- Schowaj to jabłko.
Ben uśmiechnął się i włożył owoc do swojej skórzanej, nabijanej ćwiekami torebki.
Po czym wyciągnął z niej banana. Szybko obrał go i włożył do ust.
Siedzący w pierwszej ławce Hux oblizał wargi.
Obserwował pełne usta chłopaka, gdy odgryzał kolejne kawałki podłużnego owocu. Być tym bananem...
Luke tylko spojrzał na ucznia i westchnął. Musiał być spokojny, nie mógł pozwolić na gniew...
Tymczasem Mitaka szybko szturchnął Brena, wyrywając go z krainy fantazji.
- Brendol, to dzisiaj. Zapomniałeś?
Hux szybko pokiwał głową. Potem przygładził pulowerek i stanął na starej, drewnianej i pobazgranej ławce.
Ksiądz spojrzał na niego z przerażeniem.
Przewodniczący klasy odchrząknął, a dwadzieścia spojrzeń skierowało się na niego.
- Drodzy uczniowie 2B! - krzyknął. - Dziś w końcu zadamy ostateczny cios tym amebom z 2A! W końcu musiał nadejść ten dzień! Niech oni będą białkiem, my będziemy kwasem azotowym!
Część uczniów zaczęła skandować.
Hux uśmiechnął się i kiwnął ręką do swoich dwóch sługusów - chudych kujonków w drucianych okularach, którzy podali mu do ręki całkiem sporą kulę. Bren schylił się i wziął ja do rąk. Była strasznie ciężka.
- To jest zwieńczenie naszej wielotygodniowej pracy! Bomba jądrowa Starkiller!
- Przepraszam, co zamierzacie z nią zrobić? - Luke poddał się i skulił w kącie. Może kiedyś był waleczny, ale teraz tylko wyciągnął przed siebie krzyż, żeby te demony nie zbliżyły się do niego.
- Za chwilę wyruszymy, żeby ostatecznie zniszczyć humanistów! A zwłaszcza tego durnia, który przeniósł się do nich w pierwszej klasie!
Phasma westchnęła przeciągle. Dlaczego wszyscy zachowywali się jakby dopiero co wyszli z podstawówki? Wszyscy skandowali i tylko ona i Ben mieli to gdzieś. Tyle, że Solo zawsze miał wszystko gdzieś.
Tymczasem uczniowie wydali z siebie dziki okrzyk i wybiegli z sali.
Blondynka westchnęła i spojrzała na wysokiego chłopaka. On tylko wzruszył ramionami.
- Wiesz, muszę odegrać się na tej sierocie. Pójdę tam, co mi szkodzi. - Poprawił swoją pasiastą rękawiczkę bez palców i wyszedł z sali.
Dziewczyna przez chwilę zastanawiała się, ale postanowiła za nim pójść.
Tymczasem Luke zaczął odmawiać różaniec.
***
Rey westchnęła. Nie przepadała za historią i panem Ackbarem, który miał dziwnie rozstawione oczy i przypominał trochę kosmitę. Czasem nawet rysowała w zeszycie jego karykatury.
Siedzący przed nią Poe obrócił się do niej.
- Mickiewicz, czy Słowacki? - spytał i wyszczerzył zęby.
- Mickiewicz - odparła szybko dziewczyna.
- Chyba się nie dogadamy - stwierdził grobowo chłopak. - Ja i Finn jesteśmy w drużynie Słowackiego.
Ciemnoskóry chłopak odwrócił się i pokiwał głową.
- Przykro mi, mała, ale nie możemy kontynuować z tobą znajomości. Tak przy okazji, pożyczysz mi ołówek?
Pan Ackbar głośno chrząknął.
- Dameron, powtórz, co przed chwilą powiedziałem.
- Ja...ten, no... Nie wiem.
- A dlaczego?
- Bo ja...
- Bo się nie skupiałeś! - stwierdził dramatycznie historyk.
Reszta klasy już zaczęła przygotowywać się na nudny wykład.
- Teraz się nie skupiacie, myślicie, że ujdzie wam to na sucho, ale po paru latach będziecie próbowali sobie coś przypomnieć i co wtedy? Dziura. Pustka. Kompletne zero. A gdybyście słuchali na lekcji, to może zdobylibyście lepszą pracę. Rozmowy to pułapka! Pułapka!
- Najmocniej przepraszam - wtrąciła się siedząca obok Rey Jessika - Ale do czego przyda nam się zjednoczenie Niemiec?
- Do... - mężczyzna zaczął się jąkać. - A kim ty chcesz być, Jessiko?
- Psychologiem.
- To...może kiedyś będziesz mogła zobrazować pacjentowi jego problem na przykładzie zjednoczenia Niemiec, ponieważ...- nie udało mu się dokończyć, bo drzwi otworzyły się z hukiem, a do sali wbiegł tłum rozwrzeszczanych dzieciaków, z Huxem na czele. Trzymał jakąś dziwną kulę.
Do Rey podbiegł Ben. Chyba był rozemocjonowany, bo jedna z jego czarnych kresek na oku rozmazała się.
- Teraz mi zapłacisz - syknął.
Tymczasem Ackbar wrzeszczał, uczniowie trzaskali się, a Hux próbował podpalić lont kuli.
- Już zawsze będziesz mi to wypominał? - dziewczyna westchnęła przeciągle.
Kiedyś połączyli ich klasy na w-f. Han Solo (który uczył też podstaw przedsiębiorczości) wymyślił ćwiczenia z walki bronią białą. Podał im jakieś otulinowe miecze i dobrał w pary. Ben zawsze chwalił się, ze jest w tym najlepszy, ale potem Rey skopała mu dupę, a Han śmiał się z syna przez następny miesiąc.
- Będę. I teraz się zemszczę.
Jakby wcześniej się nie mścił. Często znajdowała w swoich kurtkach piasek, a gdy zostawiała gdzieś torbę, w jej zeszytach pojawiały się zadziwiająco dobrze oddające anatomię ludzkiego ciała rysunki. Nie były podpisane, ale tylko jedno osoba w szkole mogla pisać czarnym, brokatowym długopisem.
- Błagam cię, chłopczyku. To były ćwiczenia.
- Mam to w dupie - sarknął brunet, a Rey zaczęła się bać. Ćwieki przy jego pieszczochach wyglądały na ostre.
Chłopak uniósł pięść, a dziewczyna zamknęła oczy, jednak w tym momencie Hux wrzasnął.
- Odpaliłem! Biol-chemy, pod ławki! - rudzielec szybko zasłonił głowę i wlazł pod biurko, zostawiając bombę na podłodze.
Ackbar zaczął wrzeszczeć, podbiegł do kuli, jednak w tym momencie broń eksplodowała.
Wszyscy, którzy nie zdążyli się schronić zostali ochlapani krwią i byczymi jądrami.
- Mówiłem, ze to bomba jądrowa - zachichotał Mitaka.
Nauczyciel podniósł się z ziemi. Jego ręka wisiała pod dziwnym kątem.
Otworzył usta, żeby kontynuować wrzeszczenie, ale w tym samym momencie do sali wszedł Luke, a za nim dumnie wkroczyli dyrektorowie szkoły.
- Co tu się dzieje? - spytała przerażona Leia. - Z tego co widzę, to musiała być sprawka 2B.
- Nie sądzę, przecież planowo ma tu lekcje 2A - prychnął blady i łysy dyrektor Snoke.
- Ja myślę, ze zawinili oboje - wrzasnął Ackbar. - Ale głównie Brendol, Bren, Rey i Phasma.
- Co ja zrobiłam? - wykrzyczała blondynka. Przez cały czas stała z boku i tylko przyglądała się sytuacji.
Ben wyszczerzył zęby, puścił ramię Rey (gdy Hux wrzasnął, zakrył ją i zanurkował z nią pod ławkę)
- Byłaś tutaj - warknął historyk, a Phasma westchnęła z rezygnacją. Zawsze wszyscy zwalali na nią winę.
- Wasza czwórka pójdzie do naszego gabinetu - zarządziła Leia i spojrzała surowo na syna. -Benjamin, znowu?
- Dameron mnie zmusił!
- Co? - wykrztusił Poe. - O czym ty gadasz,z przecież nawet ze sobą nie rozmawiamy!
- To niech Dameron też pójdzie - mruknął Snoke. -I FInn też.
- A ja dlaczego?
-Bo jesteś czarny.
***
Szóstka uczniów siedziała i czekała na dyrektorów, którzy teraz prowadzili naradę.
Brendol od czasu do czasu przygładzam swój pulowerek i spoglądał ukradkiem na Bena, który zeskrobywał resztki czarnego lakieru ze swoich długich paznokci.
Phasma chowała twarz w dłoniach i ciągle zastanawiała się, dlaczego to zawsze ona jest winna.
Poe i Finn posyłali sobie rozbawione spojrzenia, a Rey gapiła się w sufit. Paluchy Solo zostawiły ślady na jej szczupłym ramieniu.
Po jakimś czasie, dyrektorowie w końcu wyszli.
- Jakim cudem dwie trójki klasowe zostały uznane za prowodyrów? - spytała Leia
- To oni spowodowali konflikt - Rey była przewodniczącą i stwierdziła, ze musi bronić klasy. -Przylecieli do nas z tą...bombą jądrowa.
- Właśnie. Skąd wytrzasnęliście bycze jądra? - dyrektorka spojrzała surowo na drugą trójkę.,
- Ojciec Mitaki jest rzeźnikiem - mruknęła Phasma.
- I jak to skonstruowaliście?
- Proszę pani, myślę, ze to zbyt trudne dla humanistycznego umysłu - Snoke zaśmiał się cierpko - Podziwiam was za tak dobry pomysł. Pewnie 2A sprowokowała was do tego.
- Tak! - podchwycił Hux. -Cały czas wysyłali nam samolociki i porównywali nas do dziwnych postaci. Jestem jakąś Anią z Zielonej Góry, czy czymś w tym stylu.
Leia zaśmiała się cicho.
Rey jęknęła.
- Poe, wysyłałeś im samolociki?
- No co? - burknął chłopak. -Sama przyznałaś, że Ben jest podobny do Cześnika...
- Czyli sprowokowaliście ich? - syknął Snoke. - Myślę, ze to human powinien dostać gorszą karę.
- A ja uważam...- westchnęła Leia. - Nie. W taki sposób nigdy się nie dogadamy. Wiesz, jaki jest mój pomysł.
- Wiem.
- To może wcielimy go w życie?
- Niech ci będzie.
- Chwila, jaki pomysł? - wtrącił się Finn.
- Wymieszamy wasze klasy. W obu jest po dwadzieścia osób, wiec będzie idealnie.
- Co? - Rey i Hux równocześnie wytrzeszczyli oczy.
- Ale przecież, mamy zupełnie inne zajęcia i rozszerzenia...-mruknęła Phasma.
- Utworzymy dwie klasy biolchem-humanistyczne - stwierdziła dumnie Leia.
- Ale...-wyjąkał Poe.
- I wasza szóstka...
Ben miał nadzieję, że nie wyląduje z Dameronem.
- Solo, Dameron i Finn będą w jednej klasie, a Phasma, Rey i Hux w drugiej. A potem się zmienicie. - zarządził Snoke
- Ale dlaczego tak? - jęknął Ben.
- Żebyście mogli się lepiej zintegrować.
- Ale, mamo...
- Nie teraz Ben, i tak porozmawiamy o tej akcji. Chyba będę zmuszona skonfiskować twoje wszystkie płyty Comy.
- Tylko nie Coma!
Finn i Poe zachichotali cicho.
-A od kiedy to wprowadzimy? - spytała Rey.
- Od jutra.
Po raz pierwszy obie trójce spojrzały na siebie ze zrozumieniem.
- A do kiedy to ma trwać? - dodała Phasma.
- Do końca drugiej klasy.
Był październik.
Zapowiadał się wspaniały rok.
