Work Text:
Derek z politowaniem patrzył na poczynania swojego partnera. Od kilku dni Stiles popadał w paranoję, a wszystko przez starą wiedźmę, która podobno rzuciła na niego klątwę. Była już drabina, czarny kot i lustro. A dziś musiała być to rozsypana sól...
- Stiles, kochanie, mógłbyś przestać? - poprosił po raz setny Hale.
- Będę miał pecha! Jestem pewien, że jeszcze parę dni i coś mnie zabije. Po prostu zginę!
- A ja cię nie opuszczę nawet na krok, więc zginiemy razem. A tego chyba nie chcesz, prawda?
Chłopak objął Dereka i powoli przytaknął. Może gdy podzielą tego pecha na pół, to nie będzie takie złe?
