Work Text:
Dean był pewien, że Sam jednak został podmieniony w szpitalu. Niby był jego ukochanym, młodszym bratem. Jednak w takich chwilach jak ta, wolał się do niego nie przyznawać.
- Mógłbyś z łaski swojej wyłączyć tą piekielną muzykę? - warknął w końcu, wyrywając mu słuchawki z uszu.
Sam spojrzał się na niego jak na idiotę, nie rozumiejąc o co mu chodzi. Dean był czasem nadpobudliwy, jednak od pewnego czasu nie mieli żadnej sprawy. Powinien zachować choć resztki spokoju.
- Jeszcze raz usłyszę tego typu muzykę, a chyba zabiję wszystkich w promieniu kilometra – zagroził, widząc brak reakcji brata.
- O co ci chodzi? Słucham tego na słuchawkach, plus w promieniu kilometra jesteśmy tylko my, więc...
- Najwyżej zabiję ciebie i siebie. Wszystko, aby w końcu się od tego uwolnić. Jak można słuchać czegoś wydanego po dwutysięcznym roku?! - Mężczyzna w końcu wyrzucił z siebie, załamując ręce.
Sam nie wiedział czy może wybuchnąć śmiechem, czy jeszcze bardziej to rozwścieczy jego brata. Co do muzyki mieli tak bardzo odmienny gust jak tylko można, był to ich dość częsty konflikt.
- Nie każdy musi lubić klasycznego rocka, ty jako jedyny kochasz to tak bardzo – zwrócił mu uwagę, sięgając po swój telefon.
- Nikomu wcześniej to nie przeszkadzało, oprócz ciebie oczywiście.
- Na pewno nie przeszkadza Castielowi. - Sam uśmiechnął się wrednie. - Moja za to nie przeszkadza Gabrielowi.
- Dziwne byłoby, gdyby przeszkadzało. Obaj jesteście wariatami, wiadomo już co was połączyło...
