Work Text:
Lucyfer od początku wiedział, że Trixie nie jest normalnym dzieckiem. Nie chodziło tu tylko o to, że była wychowywana przez Chloe, co przecież mówi samo za siebie. Ale i o to, w jaki sposób lgnęła do niego, czego nie robił wcześniej nikt. Zwłaszcza małe, niewinne dziecko. Na pewno nie wszystko było z nią w porządku.
Tego dnia obiecał pojawić się na pikniku naukowym w jej szkole. Gdyby ktoś go pytał, był to oczywiście z przymusu i pod szantażem. Jednak w gruncie rzeczy był po prostu ciekaw, co takiego stworzyła Trixie. Po niej można było spodziewać się wszystkiego.
Dochodząc do jej stanowiska z daleka widział spory tłumek ludzi i załamaną Chloe stojącą z boku. Oczywiście nie miał problemu z dotarciem do pierwszego rzędu, jednak nie spodziewał się, że ujrzy taki widok.
- Ale to jest naukowy projekt! I wszystkim się podoba! - Trixie niemal tupała ze złości przed swoim nauczycielem.
- Jakoś nie widzę w tym nauki. Chyba umawialiśmy się, że zbudujesz wulkan. Jeszcze wczoraj go miałaś. - Nauczyciel nie ustępował.
- I nadal go mam, tylko w trochę zmienionej wersji.
W sumie lucyfer mógł przyznać jej racje. Imitacja piekła przypominała co prawda wulkan, choć odbiegała trochę od realiów, które on znał. Plus, pewnie nauczycielowi nie bardzo podobali się ludzie „spalani” w ogniu piekielnym.
Trixie jak zawsze musiała być oryginalna. Tak jak swoja matka. Obie miały w sobie to coś, tą moc, która go przyciągała. I choć sam przed sobą nie chciał tego przyznać, lgnął do nich coraz bardziej. A nie chciał sam z tym walczyć.
