Work Text:
Kiedy jej kredytówka została odrzucona przez terminal, Chloe miała ochotę strzelić sobie w głowę. I teraz prawie żałowała, że tego nie zrobiła. Albo chociaż nie wyszła, zamiast po prostu zadzwonić do Lucyfera. Teraz nie musiałaby znosić jego szerokiego uśmiechu i radosnego głosu.
— Oddam ci co do grosza — zapewniła.
— Och, nie trzeba. Mówiłem ci, kochanie, żebyś zabrała moją kartę — powiedział niby do niej, ale uśmiechając się do ekspedientki.
— Wystarczy, że u ciebie mieszkamy — westchnęła w odpowiedzi, chwytając Trixie za rękę i wychodząc ze sklepu. — Nie musisz nas utrzymywać.
— Nonsens — odparł prosto, zabierając resztę toreb. — Przecież to przeze mnie spłonął twój dom.
