Actions

Work Header

"Proszę pamiętać, nie ma duszy, pan po prostu jest mięsem"

Summary:

Tagi mogą być zmieniane/dodawane przy kolejnych rozdziałach!

Multi chce jedynej rzeczy, której nie może mieć. Ewron okazuje się dobrą alternatywą

-Tytuł z piosenki "Mięso" Taco Hemingwaya-

(Proszę o przeczytanie notek na początku!)

Notes:

!Piszę TYLKO I WYŁĄCZNIE o postaciach z rp, NIE o twórcach!
Ostrzeżenie o: nie obiektywnej narracji, samookaleczeniu, samobójczych intencjach, opisach krwi, flaków, oraz medycznego sprzętu. Proszę o czytanie z rozsądkiem!

(See the end of the work for more notes.)

Chapter Text

Był już późny wieczór. Chłodne powietrze wdzierało się do wnętrza jaskini, ciągnęło od wody i nieużytków, otaczających bazę. Księżyc był ogromny, dawał tyle światła, że mimo bezchmurnego nieba nie było widać gwiazd. Po zaduchu reaktora, ta przestrzeń wydawała się zupełnie innym światem. Nie było to zresztą wrażenie bardzo dalekie od prawdy.
Multi stał przy wyjściu, obserwując srebrne światło tańczące na falach. Ledwo widział już na oczy, powieki kleiły mu się ze zmęczenie, chociaż jednocześnie cały trząsł się od adrenaliny. Pomysły eksplodowały mu w głowie, zagłuszając jakiekolwiek spokojniejsze myśli. Na mózg cisnęły mu się obrazy tak pociągające, że ręce go świerzbiły, by je zrealizować. Pochłaniała go wyjąca potrzeba, żądająca by zanurzył swoje dłonie w flakach, by rozpruł ciało i po łokcie uwalał się krwią, by na własne oczy zobaczył wpływ radiacji na żywą tkankę, by mógł wziąć tę tkankę do rąk, by mógł przeprowadzać na niej wciąż żywej, wszystkie testy, jakie tylko przyjdą mu do głowy.
Ale oczywiście nie było takiej opcji.
Zmusił się do powolnego wypuszczenia powietrza. Jego zniszczony fartuch lepił mu się do ramion, dredy opadały żałośnie na oczy. Musiał się ogarnąć, zanim ktoś zobaczy go w takim stanie. Już i tak byli co do niego wystarczająco podejrzliwi.
Odwrócił się na pięcie, by skierować kroki do jednego z wewnętrznych pomieszczeń. Starał się widzieć to, co rzeczywiście miał przed sobą, a nie obrazy podsuwane mu przez wyobraźnie. Zastanawiał się, jak uciszyć nieustanne skomlenie w głowie, rozpaczliwe drapanie o wnętrze czaszki. Krew w żyłach gotowała mu się, nerwy świerzbiły, sprawiały wrażenie, jakby wyrosły mu spod skóry i dawały mu możliwość odczuwania przestrzeni wokół. Wyć się chciało.
Był mniej więcej w połowie drogi, gdy rozwiązanie dosłownie na niego wpadło. Z pełną siłą rozpędzonej, pandziej hybrydy gnającej niewiadomo dokąd.
Nie zdążył nawet zetknąć się z twardą podłogą po utracie równowagi, gdy już wiedział, co musi powiedzieć, by zagłuszyć ten drążący mu wnętrzności głos, żądający od niego rzeczy, których nie mógł zrobić.
A potem pieprznął o ziemię.
-Kurwa Ewron
Warknął ze złością, podnosząc wzrok na pandziarza naprzeciw siebie. Tamten również siedział na tyłku, wyraźnie oszołomiony i rozkojarzony.
-Sorry, przepraszam, nie zauważyłem cię
Wypluł z siebie zaraz w pośpiechu, zrywając się na równe nogi i oferując Multiemu dłoń. Tamten w pierwszym odruchu nie chciał jej przyjmować, zmusił się jednak, by zmienić zdanie i rzeczywiście po nią sięgnął.
-W porządku- wymamrotał, wbrew swojej wcześniejszej, agresywnej reakcji- Patrz jak łazisz…- zawiesił na chwilę głos, zbierając się w sobie. Wciąż czuł na ręce ciepło przez chwile trzymanej pandy. Ciepło krwi, krążącej pod jego skórą. Wszystko świerzbiło go od tego jeszcze bardziej- Słuchaj, mam pewną prośbą
Wypalił nagle, zupełnie innym tonem. Ewron spojrzał na niego trochę zaskoczony. Od historii z zbroją i kościołem naukowiec raczej nie zwracał się do niego po pomoc. Zresztą klon pewnie też dołożył tu swoje. Nadstawił jednak uszu, ewidentnie zainteresowany.
-Tak? Zawsze chętnie
Odparł. Multiemu przemknęło przez myśl- czy robi to z autentycznej lojalności, czy by zbierać informacje dla Asha? Ostatecznie jednak, czy naprawdę miało to takie znaczenie? Odpowiedź brzmiała- nie.
-Nie tutaj
Zadecydował pospiesznie naukowiec, rozglądając się po okolicy. Jaskinia wydawała się świecić pustkami, ale ostatnio ciągle ktoś się tu kręcił. Nie chciał ryzykować.
Ruszyli oboje, z powrotem do reaktora. Multi liczył, że nie będzie musiał już tego dnia wracać do zaduchu i szumu wentylatorów, ale z drugiej strony, przebywanie tam działało na niego uspokajająco. To było jedno z niewielu miejsc, gdzie autentycznie miał całkowitą kontrolę, gdzie nic nie mogło wydarzyć się bez jego wiedzy. Jedno z niewielu miejsc, gdzie czuł się bezpiecznie.
-Dobra,słuchaj- zaczął rzeczowo, gdy stali już w zielonkawym świetle uranu, wirującego w tubie- Choroba radiacyjna to coraz większy problem, widziałeś Haipera
Z kim innym owijałby najpierw w bawełnę chociaż trochę bardziej. Może nawet próbowałby się odwoływać do jakiegoś większego dobra, i tym podobnych bzdur. Ale z osobą na przeciwko niego- stanowczymi, ciemnymi oczami, ruchliwym ogonem i znajomą teatralnością na twarzy- nie było sensu. Znali się dość długo by wiedzieć, jak działa ten drugi, trzeba było sięgać po znacznie bardziej złożone kłamstwa i maski, niż to.
-Owszem, tak. Co w związku z tym?
Ewron brzmiał na ostrożnego, ale nie starał się zachowywać żadnych pozorów obojętności. Zmarszczył brwi, położył po sobie uszy i wlepiał w Multiego głodny wiedzy wzrok. Tamten uśmiechnął się, zadowolony z takiego efektu.
-Potrzebuje, cóż, najlepiej byłoby znaleźć skuteczną odtrutką, ale nie wiem nawet, czy to możliwe. Chcę więc przynajmniej skonstruować coś, co będzie lepiej spowalniało postępowanie choroby- zawiesił głos, czekając jaki efekt wywołują te słowa. Odpowiedziało mu tylko stanowcze kiwanie głową, ale nic więcej. Kontynuował- Aby to osiągnąć, muszę wykonać serię badań na kimś zarażonym. A ponieważ osoba badana będzie świadkiem procesu tworzenia leku, będzie znała jego recepturę i tak dalej, musi być to ktoś zaufany. No, i zarażony. Czyli pula kandydatów jest ograniczona
W miarę jak mówił, jego słuchacz uspokajał się. Pod koniec wyglądał na wręcz zadowolonego i jakby rozbawionego. Oparł się wygodnie o ścianę, wepchnął ręce do przepastnych kieszeni białego płaszcza.
-Czyli mam być twoim szczurem laboratoryjnym?
Zapytał. Multi nie spodziewał się niczego mniej brutalnego z jego ust. Poczuł, jak sam się uśmiecha, niezręcznie próbując ukryć ilość satysfakcji stojącą za ową ekspresją.
-Owszem
Przyznał.
To był zdecydowany sukces. Oczywiście, Ewron nie mógł równać się z tym, na czym Multi w rzeczywistości chciał położyć ręce. Ale w tej chwili potrzebował czegokolwiek, żeby jego umysł mu odpuścił i pozwolił skupić się na naprawę istotnych badaniach.
Zapadła między nimi chwila ciszy. Mogłoby się wydawać, że pandziarz namyśla się jeszcze, Mutli był jednak niemal pewien, że tak nie jest. Podjął już decyzję, a teraz cieszył się tylko krótkim momentem trzymania go w pozornej niepewności.
-Dla sprawy
Stwierdził wreszcie, a każda sylaba ociekała ironią. Odepchnął się od ściany, wplątał jedną z dłoni z materiału i podał naukowcowi.
-Dla sprawy
Zgodził się tamten, również nie szczędząc pogardy w tych słowach i po raz kolejny tego wieczoru uścisnął dłoń nowego obiektu swoich badań. To wszystko poszło niemal zbyt gładko, co samo w sobie bardzo poprawiało mu chumor. Ewron był w husarii dziką kartą- Nexe stał po jego stronie z założenia, zawsze lojalny i pomocny. Grafa gwarantował mu chip, ale panda… Panda włóczyła się z przywódcą reżimu, ubezpieczała swój sklep
federacją i przyjaźniła z każdym, będącym w stanie znieść jego nieustanne gadanie. Przez większość czasu Multi nie sądził, że na samą jego prośbę mógłby oddać mu się bez żadnych warunków.
Jak miło było się czasem pomylić.
-Znowu chcesz, żebym podpisał jakieś papiery?
Zapytał zaraz obiekt jego rozmyślań. W duchu parsknął śmiechem na wspomnienie “zrzekania się prawa do roszczeń”, ale pomysł wcale nie był głupi.
-Właściwie to tak
Przyznał i zaraz skierował kroki w stronę swojego biura. Miał już odłożoną stertę tego typu formularzy, by nie musieć ich za każdym razem wymyślać na okazję. Sądził, że ciekawski gość podąży za nim, ale pomylił się. Został w tyle, przyglądając się głównej tubie reaktora. Czerwone włosy i futro przyjęły jakiś dziwny, chorowity kolor od poruszającego się delikatnie, zielonego blasku. Zwierzęce tęczówki odbijały go, tworząc upiorne odblaski. Wyglądał na naiwnego, bezbronnego, zupełnie nie wiedzącego, w co się pakuje. Rzeczywiście, jak szczur- pomyślał z roztargnieniem Multi, zanim stracił go z oczu przez zatrzaskujące się za nim, metalowe drzwi.
Ale nie było w nim okrucieństwa, ani nawet zbyt wiele pogardy. Czuł się pusty, wydrążony. Myśl o osobie czekającą parę ścian do niego spływała po nim, nie wywołując niczego.
Wygrzebał z sterty papierów w jednej z szuflad odpowiedni formularz i pospieszył z powrotem do Ewrona. Nietypowo dla siebie wyglądało na to, że tamten praktycznie nie drgnął. Gdy dostał kartkę, nieuważnie nabazgrał swoje imię w dolnym rogu i wcisnął mu zgodę z powrotem do rąk.
-Nie mogę o tym nikomu mówić?
Zapytał, tylko by się upewnić. Brzmiał na niemal podekscytowanego, a zarazem nieobecnego. Multi skinął głową.
-Nie powinno być po tobie wiele widać- dodał- A jeśli nawet, ufam, że akurat ty wymyślisz jakieś wymówki
Odpowiedział mu nieszczery uśmiech, odsłaniający ostre, zwierzęce kły.
-Kiedy zaczynamy?
Kontynuował zaraz Ewron, przyjmując bardziej neutralny wyraz twarzy. Naukowiec przejechał dłonią po swoich dredach. Wciąż były obrzydliwie brudne po całym dniu intensywnej pracy. Najchętniej wziąłby się do tego tu i teraz, jak stali. A często ulegał podobnym impulsom. Zmusił się jednak do spojrzenia na obraz trochę większy, niż jego nieopanowana chęć widoku krwi.
Był zmęczony, nieprzygotowany na takie badania, na dodatek Graf, Nexe czy Haiper mogli w każdej chwili zacząć szukać któregoś z nich, a zwłaszcza ten pierwszy miał brzydki zwyczaj włażenia do reaktora bez pytania. Oczywiście w taki czy inny sposób trzeba ich w to będzie wtajemniczyć, ale zdecydowanie wolałby zrobić to na własnych zasadach, zamiast zostać przyłapanym na gorącym uczynku.
-Przyjdź jutro, o tej porze- zdecydował wreszcie- Jakby ktoś pytał możesz powiedzieć, że mi pomagasz. Ale nie podawaj szczegółów
Nawet jeśli wyśpiewa Ashowi wszystko co wie- pomyślał- co z tego? To nie miało żadnego wpływu na plany czy badania Multiego, to nic nie znaczyło. Chciał to zrobić tylko i wyłącznie dla własnej satysfakcji. Właściwie, to gdyby ta sprawa wyciekła, mógł jeszcze na tym zyskać- i on, i Ewron. Oboje poświęcający się dla ratowania chorych od radiacji idiotów.
-Jasne, jasne, nie pisnę słówka
Zapewniła panda, po raz kolejny kiwając głową. Był tylko trochę niższy od Multiego, poza tym zwykle sprawiał wrażenie raczej większego od niego, na pewno pewniej trzymającego
się na ziemi i sprawniejszego fizycznie. Często wspinał się absurdalnie wysoko, skakał na mało rozsądne odległości, czy przede wszystkim- brał udział w bitkach. Nigdy nie sądził, że będzie na niego patrzył tak jak teraz- jak na stertę organów, powleczonych mięsem, tłuszczem i skórą. Zdarzało mu się robić to z pogardą, złością, nawet obrzydzeniem. Ale teraz zdawało mu się, że ma przed sobą przedmiot, który posiada listę cech, a jedną z nich jest “żywy”. Ale to prawie nic nie znaczyło.
-Świetnie
Wydusił więc jeszcze, a następnie ruszył w stronę dekontaminacji. Ewron podążył za nim i po chwili wrócili do jaskini. Zrobiła się już zupełna noc- przez wyjściu widać było tylko światła na molo, a potem nieprzenikniona ciemność. Księżyc zniknął gdzieś po drugiej stronie nieba, jego odblaski wydawały się przytłumione, jakby mrok próbował je pożreć. Było też znacznie chłodniej, zimno uderzyło go i dopiero pod jego wpływem zdał sobie sprawę, jak gorąco wcześniej mu było.
Zadrżał lekko.
Wizje tego, co czekało go następnego wieczoru na chwilę przysłoniły mu wzrok. Miał tyle pomysłów do zrealizowania, że ledwo wiedział, od czego zacząć. Kto wie, może po drodze naprawdę wymyśli lek? Czemu by nie upiec na tym ogniu czegoś dodatkowego.
Z zamyślenia wyrwał go dopiero cichy szum teleportacji- Ewron gdzieś zniknął, zostało po nim tylko kilka fioletowych iskierek energii wokół kamienia. Szybko zgasły, tonąc w ciemnościach tak jak wszystko inne. Najwyraźniej na cokolwiek spieszył się, gdy wcześniej na niego wpadł, wciąż było aktualne. Może znowu zamieszanie w kościele, a może karty Jeremiego. Ostatecznie nie robiło mi to żadnej różnicy.
Spojrzał po jaskini, szukając pozostałych członków husarii. Haiper, a obok Nexe, spali na swoich łóżkach jak zabici. Multi miał nadzieję, że nie zastanawiali się nad miejscem pobytu jego i pandy, gdy przyszli tu w między czasie, by zastać bazę pustą.
Westchnął, zdjął z siebie fartuch, który ostentacyjnie cisnął na jakieś krzesło, a następnie poszedł wziąć prysznic.
Mijając głupawy plakat z “liege wie”, zawiesił na chwilę wzrok na Quackitym. Przed oczami po raz pierwszy od dawna stanęła mu jego twarz. Zabawne, tyle o nim myślał, a jakoś zapomniał o tym elemencie, choć przecież teoretycznie był tak istotnym.
Nie pozwoliłby mi- pomyślał, czując, jak jego ręce zaciskają się w pięści- może i naprawdę mi ufa, ale nie odda się w ten sposób. A nawet gdyby, miałbym potem u niego dług, którego nigdy bym nie spłacił.
Przypomniały mu się ciemne oczy, okolone długimi rzęsami, świdrujące go z intensywnością milionkrotnie przewyższającą radiacyjne promieniowanie. Zatrząsł się lekko, pewnie z zimna które po zdjęciu wierzchniego okrycia odczuwał jeszcze bardziej.
To w porządku- powiedział sobie- po to miał resztę swojej rodziny. Żeby móc spełniać takie zachcianki w nieszkodliwy sposób. Ostatecznie po co była mu cała ta z trudem budowana potęga i kontrola, jeśli nie mógłby sięgać po to, na co akurat miał kaprys?
Uśmiechnął się, zawieszając swój umysł na perspektywie przygotowań do jutrzejszej “zabawy”.
Po raz pierwszy od dłuższego czasu udało mu się rzeczywiście zasnąć.