Actions

Work Header

Na rozkaz burzy

Summary:

Czterech chłopaków z problemami zostają zamknięci przypadkiem do szkolnej kozy, umieszczonej w klasie w piwnicy. Los jednak chciał narobić im problemów zsyłając na ich miasto ogromną, destrukcyjną powódź. Zmuszeni spędzić całą noc razem, otoczeni wodą której poziom rośnie z minuty na minutę. Czy uda im się ze sobą wytrzymać? czy wpierw skończy im się powietrze?

Notes:

I KNOW IT'S CRINGE LET ME BE

(See the end of the work for more notes.)

Chapter Text

Rozdział pierwszy - krwawe lody.
7:10 - przedmieście.
Zespół szkół technicznych imienia świętej Teresy na jakimś zawszonym, szarym zadupiu nad rzeką. Niby ten sam smród budynków z lat 50 co w każdej innej placówce, ta sama brudna żółć ścian i porysowane, zielone linoleum pokryte plamami czasu, jednak było w tym miejscu coś niepokojącego, jakby ściany napierały z każdej strony.

Było rano, zima chłodna wystarczająco żeby zamarzały ulice, ale nie wystarczająco żeby zamarzały rzeki. Szum pobliskiego dorzecza asystował normalnemu rytmowi dnia. Światło jarzeniówek mrugało w pustej jeszcze szkole, która już niedługo wypełni się zmęczoną młodzieżą, wyczerpanym personelem i ostatnią grupą która miała jeszcze w sobie trochę życia - szkolną drużyną hokeja która miała dziś popołudniowy trening. Jej kapitan - Cassian Vale, wysoki chłopak o brązowych włosach sięgających ramion i łagodnym wyrazie twarzy właśnie wychodził z pokoju. Był na nogach od szóstej mimo że lekcje miał dopiero na dziewiątą. Zabrał torbę z książkami i kij do hokeja z końcówką owiniętą tęczową taśmą po czym zszedł na dół spakować śniadanie. Założył za dużą na siebie kurtkę po ojcu i wybiegł z domu poprawiając grzywkę która opadała na jego twarz. Na ulicach było ślisko, ale on po latach gry w hokeja łatwo łapał równowagę. Miał jeszcze dużo czasu przed dzwoniłem kiedy dotarł pod szkołę, spojrzał na swoje odbicie w lustrze szkolnej łazienki. Gdy na siebie spojrzał, ujrzał ciemno oliwkową skórę udekorowaną śladami po urazach z treningów i meczy w których to kask nie uchronił go przed krążkiem czy pięściami innych zawodników. Wybił dzwonek na pierwszą lekcję - 8:55. Początek jego dnia który będzie musiał przetrwać zanim uda mu się wejść na lód.

13:45 - boisko.
Cass nigdy nie miał problemu z nauką. Zdawał w sam raz na cztery z plusem, jednak siedzenie w klasach z bandą ignoranckich półgłówków nie było mu na rękę. Chłopacy z drużyny niebyli może mądrzejsi ale na pewno bardziej tolerancyjni. Założył łyżwy. W szatni było gwarno, a trener mówił tylko o dzisiejszym meczu przyjacielskim przeciwko drużynie pobliskiego liceum. Cass grał z nimi wiele razy i prawie zawsze wygrywał, jednak kapitan tamtej drużyny był gorzej nastawiony niż wszyscy w jego klasie razem wzięci. Cassian był dażony w szkole ogromnym szacunkiem, jednak gdy obserwował jacy jego rówieśnicy potrafią być okrutni, krew gotowała mu się w żyłach. A właśnie drużyna z którą mieli dzisiaj grać była jednym z jego największych wyzwalaczy. Stanął na lodzie, poprawiając rękawice i patrząc po przeciwnikach szukając wzrokiem kapitana. Uścisnęli sobie dłonie i ustawili się na pozycjach, zanim jednak zaczęli grę usłyszał od drugiego chłopaka słowa których nigdy by się nie spodziewał.
"Cassian, huh? ...masz zamiar odpaść psychicznie jak ostatnim razem, czy może dziś poradzisz sobie lepiej?" Drwiący głos przeciwnika zabrzmiał mu w uszach. Trener odgwizdał początek meczu ale on nie wytrzymał. Puścił kij i rzucił się na chłopaka z pięściami, zrywając mu z głowy kask i okładając twarz. Ciepła krew zabarwiła lód na czerwono a Cassian poczuł jak przeciwnik oddaje mu ciosy, siniacząc jego chude ciało. Koledzy z drużyny musieli złapać go za ramiona żeby ich rozdzielić. Ściągnęli go z lodu i wysłali do pielęgniarki gdy trener przepraszał w jego imieniu ich rywali.

14:10 - gabinet pielęgniarki.
Cassian wszedł do małego pomieszczenia, zdejmując bluzę i rękawice. Kask porzucił już po drodze. Jego mokre, brązowe oczy wbite były w podłogę gdy pielęgniarka szykowała dla niego kozetke. Usiadł na niej i odkleił od czoła mokre od potu włosy. Nie chciał się tłumaczyć. Poprostu podwinął spodnie i dał sobie opatrzyć kolana po czym ściągnął podkoszulek odsłaniając siny, szczupły tors. Do gabinetu wszedł ktoś jeszcze. Wysoki, blady chłopak o długim czarnym warkoczu sięgającym bioder. Wyglądał na chorego. Oczy miał podkrążone, czerwone. A pod nosem strużkę krwi. Przyprowadził go nauczyciel wychowania fizycznego który dosłownie wepchnął go do gabinetu po czym wyszedł. Nieznajomy usiadł na kozetce obok, po minie pielęgniarki było widać że był stałym bywalcem. Złapał z nią kontakt wzrokowy a gdy kobieta kiwnęła głową, chłopak po prostu położył się skulony na kozetce z zamkniętymi oczami, a gdy podciągnął nogi pod klatkę piersiową, cassian mógł zobaczyć dziwne blizny w na górze jego ud. Miał jednak teraz większe zmartwienia. Zaraz miał iść do dyrektora i wysłuchać kolejnego kazania...ale na razie jego wzrok spoczywał na tym nienaturalnie chudym, bladym chłopaku do którego czuł ogromną fascynacje...

15:00 - gabinet dyrektora.
Cassian usiadł niepewnie na krześle przy biurku dyrektora. Patrzył w podłogę z niewzruszoną miną starając się zachować choć odrobinę godności. Dyrektor patrzył na niego ze zmarszczonym czołem
- "cassian, Ile jeszcze mamy o tym rozmawiać?"  Chłopak tylko milczał, zaciskając dłonie na kolanach.
- treningi to nie terapia, możemy ci załatwić psychologa, możesz porozmawiać z kimś kto...
- nie potrzebuję nikogo. To on pierwszy zaczął. - cassian wyszedł. Nie obejrzał się nawet za siebie. Poprostu usiadł na twardym, plastikowym krześle w poczekalni, podnosząc tylko głowę gdy usłyszał przeraźliwe skrzypienie drzwi które zasygnalizowały że do pomieszczenia wszedł ktoś jeszcze...

___★___★___★___★___★___★___