Actions

Work Header

Les yeux noirs

Summary:

Mieszkańcy królestwa mówili, że las na obrzeżach miasta jest niebezpieczny. Że czyhają w nim przeróżne stworzenia... Takie jak zamieniec, przerażający potwór porywający dzieci.

Gdy Karol udaje się przez las jako posłaniec, trafia do małej chatki na leśnej polanie. Mieszka w niej Rafał, mężczyzna mieszkający w puszczy.

Pozostaje jedno pytanie. Kim jest Rafał?

Notes:

Absolutnie kocham ten fanfik

Nie używałem ich nazwisk tym razem

I BARDZO polecam piosenkę z tytułu w wersji Ivana Rebroffa (mój ulubiony muzyk), jest zajebista

Chapter 1: Las

Chapter Text

W każdej baśni jest las. Ten jednak był prawdziwy.

Starsze kobiety z wioski zawsze ostrzegały go przed zamieńcem mieszkającym w tej puszczy. Nikt nie wiedział, jak ten wygląda, jednak legendy głosiły o różnych przerażających zachowaniach jakie przejawiał. Od kradzieży dzieci, po jedzenie psów...

Bezimienny koń którego pożyczył z królewskiej stajni parsknął niepewnie i zatrzymał się w miejscu, tupiąc kopytem. Karol wbił ostrogi w jego boki, ciągnąc za lejce. Nie był mistrzem jazdy konnej, jednak królewski posłaniec zachorował, a on akurat był w pobliżu. Kiedy sam Król zatrzymał się przy nim na zamkowym korytarzu i poprosił o tę przysługę, nie śmiał odmówić.
Czuł się winny gdy koń szarpnął się mocno i pociągnął do przodu. Widocznie go to bolało... Jednak na niebie zbierały się czarne chmury, a mrok powoli ogarniał wilgotny las. Zbierało się na nocną burzę i robiło się coraz zimniej. Karol drżał, lodowaty wiatr przebijał się przez jego ubrania. Mimo pory roku, w lesie panował chłód. Pluł sobie w brodę, iż nie wziął cieplejszych ubrań. Ale przecież był środek lipca, jak miał przewidzieć nagłe ochłodzenie?

Westchnął, znowu popędzając konia. Klasztor do którego miał dostarczyć list powinien być gdzieś niedaleko...

Nagle gdzieś blisko łupnął piorun, błysk na chwilę go oślepił. Poczuł tylko, jak spada z konia, który spanikowany odbiegł gdzieś daleko. Gdy odzyskał wzrok, zwierzęcia nie było w jego polu widzenia. Wstał, opierając się o pobliskie drzewo. Kurwa. Co miał teraz zrobić? Koń nie miał imienia, więc jak miał go nawoływać? Czy konie w ogóle reagowały na swoje imię?
Potarł spocone, zimne czoło.

Czuł się słabo, drgawki z zimna nie przechodziły. Co matka mówiła mi o takich sytuacjach? Włóż dłonie pod pachy, żeby ci nie zmarzły? Zrobił to, jednak nie poczuł się lepiej.
Nie było sensu tracić energii szukając konia, jednak, z drugiej strony jeśli będzie się ruszał to nie zamarznie na śmierć... Mimo tego usiadł przy pniu drzewa, przemykając oczy. Nie będzie spał, a nawet jeśli... To zdrzemnie się tylko na chwilę, prawda?

...

Obudziły go promienie słoneczne świecące wprost w jego twarz. Było mi zaskakująco ciepło i miło, na tyle, że nie chciał otwierać oczu. Czy umarł? Czy w niebie powinien unosić się zapach gotowanej zupy? Rozwarł powieki, gotowy na widok wszechobecnej bieli. Zamiast niej jednak, nad jego głową piętrzył się wysoki, drewniany sufit. Usiadł, zdając sobie sprawę z tego, że znajduje się pod grubą pierzyną. W chacie panował przyjemny chłód pochodzący z kamiennych kawałków podłogowych. Była ozdobiona barwnymi dywanami, a ściany obrazami zwierząt i ziołami powierzonymi pod sufitem. Dla Karola który nie jadł nic od doby, zapach zupy jawił się jako najpiękniejszy na świecie. Zsunął z siebie kołdrę, po czym natychmiast przykrył się nią pod samą szyję. Był nagi! Dlaczego był nagi?

Przerażony rozejrzał się dookoła, jednak jego ubrań nie było nigdzie w pobliżu. Ten moment na wejście do pokoju wybrał sobie obcy mężczyzna. Oparł się o framugę, czekając aż ten go zauważy.

Gdy Karol podniósł głowę, pierwszym co rzuciło mu się w oczy, były przeszywające czarne oczy. Drugim - opalone, umięśnione ramiona skrzyżowane na klatce piersiowej.
- K-kim jesteś? - miał ochotę walnąć samego siebie za to zająknięcie.

Czarne oczy zmrużyły się. - Nazywam się Rafał. A ty, przybyszu?

- Nie pytam o imię. Kim na Boga jesteś, gdzie są moje ubrania, i skąd się tu wziąłem?! - podciągnął kołdrę wyżej.

- Uspokój się.

- Ty bezczelny...

- Zważaj na swoje słowa. Jak się nazywasz?

- ...Karol - bąknął w końcu, dziwne zmieszany. - Gdzie są moje ubrania? - spytał, najgrzeczniej jak umiał. Przecież ten facet go uratował, prawda?

- Suszą się. Dam ci coś swojego.

- Dlaczego są mokre?

Rafał popatrzył na niego jak na głupca. - Bo padał deszcz?

Pochylił się i wyjął białe zawiniątko z dolnej szuflady szafy. Rzucił je w jego stronę tak szybko, że Karol ledwo co zdążył je złapać. Po rozłożeniu okazało się że jest są to lniane spodnie i koszula.

- Dziękuję. - mruknął. - Mogę... No wiesz ubrać się?

Rafał zaśmiał się cicho. - Nie masz niczego czego już nie widziałem.

- Mimo tego wolałbym, żebyś wyszedł. - wysyczał przez zęby.

- Jasne, jasne...

Drzwi za Rafałem się zamknęły.

Szybko naciągnął na siebie spodnie i koszule, zdając sobie sprawę z braku bielizny. Postanowił jednak zacisnąć zęby i nie zwracać na to uwagi. Kiedy otworzył drzwi, powitało go ciepło buchające z zewnątrz. Omal się nie cofnął, jednak gdy zauważył Rafała postanowił wyjść dalej. Mężczyzna był bosy, tak samo jak Karol. Normalnie pewnie by go to zdziwiło, ale w takim upale...

Potrząsnął głową i zaszedł go od tyłu. Rafał kucał przed grządką z kapustą, gładząc jedną z nich dłońmi. Dłonie te, jak Karol zauważył, miały długie, czyste paznokcie i były ciemne, podobnie jak reszta jego skóry.
Odchrząknął.

- Rafał?

Mężczyzna szybko podniósł się z ziemi, przechylając głowę w bok. - Tak?

- Masz może coś do jedzenia? Nie chcę prosić cię o więcej, ale nie mam pieniędzy żeby ci zapłacić.

Rafał parsknął. - Niby gdzie miałbym wydać te pieniądze? Chodź do domu, mam zupę.

Gdy weszli do zimnego pomieszczenia, Karol odetchnął. Drugi zauważył to i lekko uśmiechnął się pod nosem.
- Ulga, co nie?

- Dlaczego jest tak ciepło? Wczoraj w lesie prawie zamarzyłem na śmierć...

- Ten las zawsze był dziwny. Jest nie powiedzieć magiczny... - zniżył głos do szeptu.

Karol jedynie przewrócił oczami. - Tak, napewno...

Usiadł przy okrągłym, drewnianym stole, a Rafał położył mu pełną miskę przed nosem. Karol lubił o sobie mówić, że jest średniozamożny i pracował w pałacu, co oznaczało, że posiłki zapewniał sobie sam. Kiedy mama umarła, nauczył się kilku prostych potraw, jednak od jej śmierci nie jadł nic tak dobrego jak ta cholerna zupa.

Miska opróżniła się w mniej niż minutę, a Rafał od razu dolał mu dokładkę, jedząc własną porcje.

- To jest... cudowne. - westchnął Karol, odsuwając od siebie puste naczynie.

- To miłe, gotować dla kogoś jeszcze. - odparł Rafał. - Dawno tego nie robiłem.

- W zasadzie... Od jak dawna?

Wzruszył ramionami. - Ciekawski jesteś, Karol.

...

Obudził go cichy trzask drewna.

Przez sekundę nie wiedział gdzie się znajduje, jednak obrazy z dnia wczorajszego uderzyły go jak łom. Koń, który uciekł, zimny las, zupa... Rafał.
Kierowany złym przeczuciem spojrzał na sąsiednie łóżko.

Było puste.

Natychmiast usiadł, bosymi stopami dotykając zimnej podłogi. Wstał, przetarł oczy i rozejrzał się dookoła. Chata była pogrążona w mroku. Mimo rosnącego strachu przekręcił klamkę i wyszedł na zewnątrz.

Domek znajdował się na polance, bardzo blisko lasu. Że Rafał się nie bał mieszkania tak blisko niego... Gwiazdy świeciły mocniej niż kiedykolwiek w królestwie. Przez chwilę je podziwiał, przyzwyczajając oczy do ciemności. Lecz, kiedy spuścił wzrok, ujrzał dużą, ciemną sylwetkę na skraju lasu.

Automatycznie się cofnął. Czarne oczy stworzenia zdawały się pochłaniać światło, tak ciemne były. Przykucnął za krzakiem, nie mogąc oderwać od niego wzroku. Z mgły wynurzyło się najpierw jedno poroże, potem drugie. Przez Karolem stał majestatyczny, ciemno brązowy jeleń.

Wstrzymał oddech, bojąc się, że zwierzę go wyczuje. Powoli, nie odwracając się do niego plecami, wycofał się do domu i wolno zamknął za sobą drzwi. Usiadł na łóżku, patrząc na swojej dłonie. Były zakurzone, po tym jak opierał się o ziemię.

Roztrzęsiony wytarł je o spodnie i położył się do łóżka.

Męczyła go jedna myśl.

Gdzie był Rafał?

...

Podczas śniadania był cichy. Powody były dwa.

Po pierwsze, bał się. Rafał wyglądał tak samo jak wczoraj, jednak co robił w nocy?

Po drugie, bułki które upiekł mężczyzna były o wiele lepsze od tych z piekarni w królestwie. Wypchał nimi policzki, przypominając chomika. Rafał patrzył na niego, uszczęśliwiony.

- Chcesz więcej?

Karol tylko pokiwał głową.

Mężczyzna podał mu bułkę, a drugi zauważył, że pod jego paznokciami znajduje się ziemia, a dłonie są podrapane.

Jeszcze wczoraj były czyste... O co tutaj chodziło?