Actions

Work Header

You can't die.

Summary:

„Po chwili słyszy ten charakterystyczny wystrzał z pistoletu i natychmiast odwraca się w stronę, z której pochodził dźwięk, mając nadzieję, że zobaczy stojącego tam Wang Zhiego i martwego wroga, leżącego na ziemi. Ale Wang Zhi nie stoi. Ding Rong widzi, jak upada na ziemię z cichym jękiem, a jego twarz wykrzywiona jest w bólu, tak obcym na jego zwykle stoickiej twarzy.“

 

Wang Zhi zostaje ranny. Ding Rong robi, co może.

Notes:

Kochajmy Wang Zhiego. Zapraszam

(See the end of the work for more notes.)

Work Text:

Powinien był chronić swojego dowódcę. Powinien był chronić swojego... partnera. To słowo wciąż było dla nich obce, ciężko było im się przyzwyczaić do używania konkretnych określeń, których i tak używać mogli jedynie, gdy byli sami. Nikt inny nie wiedział, co ich łączy. Dla świata odgrywali rolę dowódcy i jego podwładnego.

Powinien był go chronić, ale mu się nie udało. Walka była zbyt chaotyczna, aby mógł cały czas pozostać skupionym na postaci Wang Zhiego, ubranego w złoty płaszcz i białe szaty, tak różniącej się od reszty. Widział, jak Wang Zhi stara się unikać ciosów kierowanych w jego stronę, co wychodziło mu całkiem nieźle, jak na jego umiejętności walki. Dlatego odwrócił się z powrotem, uderzając kilku kolejnych mężczyzn ubranych na czarno.

Po chwili słyszy ten charakterystyczny wystrzał z pistoletu i natychmiast odwraca się w stronę, z której pochodził dźwięk, mając nadzieję, że zobaczy stojącego tam Wang Zhiego i martwego wroga, leżącego na ziemi. Ale Wang Zhi nie stoi. Ding Rong widzi, jak upada na ziemię z cichym jękiem, a jego twarz wykrzywiona jest w wyrazie bólu, tak obcym na jego zwykle stoickiej twarzy.

Ding Rong chce do niego podbiec, sprawdzić, czy żyje, ale wie, że nie może tego zrobić. Przynajmniej nie teraz. Z tego powodu stara się pokonać resztę mężczyzn, jak najszybciej potrafi. Zdaje sobie sprawę z tego, że jeśli Wang Zhi nie wstał do tej pory musiał zostać ranny dość poważnie. Ding Rong wie, że teraz liczy się każda sekunda.

Zabija ostatnią osobę i klęka nad ciałem swojego dowódcy, od razu sprawdzając puls. Żyje. Ding Rong wzdycha z ulgą, jednak wie, że to nie koniec. To, że żyje w tym momencie, nie oznacza, że będzie żyć za kilka minut. Ogląda całe ciało Wang Zhiego, sprawdzając, gdzie został ranny. Zauważa czerwoną plamę na klatce piersiowej, prawie koło serca. Ding Rong dziękuje niebiosom, że kula z pistoletu nie trafiła jakieś trzy centymetry dalej.

Kiedy Ding Rong ma zamiar podnieść swojego partnera, Wang Zhi powoli otwiera oczy. Jego spojrzenie przepełnione jest bólem. Ding Rong tego nienawidzi.

— Zhi'er... — używa tego konkretnego określenia, ponieważ wie, że wszyscy, którzy mogliby ich usłyszeć, są martwi. Może według zwykłych ludzi przesadzają z ostrożnością. Ci ludzie jednak nie zdają sobie sprawy, jak wygląda życie w pałacu. Myślą, że jest to po prostu szczęśliwe życie, pełne bogactwa i tym podobnych rzeczy. Tak naprawdę jest to codzienna walka o przetrwanie. Żyjąc w pałacu nie można być zbyt ostrożnym. Trzeba uważać na każde swoje słowo, oddech, krok. Najmniejszy błąd kosztować może cię życie — Muszę zabrać cię do powozu, dasz radę iść? — Wang Zhi patrzy się na niego, jakby nie do końca mógł skupić się na jego słowach. W końcu jednak otwiera usta i łapie Ding Ronga za rękę. Uścisk jest bardzo lekki, jednak prawdopodobne jest to cała siła, jaką eunuch posiada w tej chwili.

— Nie... — Ding Rong widzi, jak ciężko idzie mu wypowiadanie słów, ma zamiar powstrzymać go przed marnowaniem oddechu — Nie do... pałacu. Oni... — Nie zdążył dokończyć swojego zdania, ale Ding Rong doskonale wie, o co mu chodziło. Uścisk na jego ręce rozluźnia się, a dłoń Wang Zhiego opada bezwładnie na ziemię. Ding Rong wie, że nie mają dużo czasu, więc bierze swojego dowódcę w ramiona i kieruje się w stronę powozu, idąc tak szybko, jak nidgy.

Ding Rong zastanawia się, gdzie podziewa się teraz Jia Kui, kiedy wspomniany mężczyzna wyłania się z krzaków. Ding Rong postanawia, że później dowie się, dlaczego im nie pomógł. Na razie idealnie sprawdzi się jako woźnica.

Ding Rong postanowił, że zabierze go do Pei Huaia. To nie tak, że nie ufał cesarskim medykom. Chodziło o to, że po prostu chciał uniknąć plotek i bezsensownych pytań. Sam Wang Zhi kazał mu nie udawać się do pałacu z tą sprawą. Poza tym, Pei Huai był niesamowitym lekarzem. Mimo, że nie znał go tak dobrze, Ding Rong był przekonany, że może mu zaufać, kiedy w grę wchodziło życie jego dowódcy.

Wang Zhi leży na plecach z głową umiejscowioną na kolanach Ding Ronga, wciąż nieprzytomny. Ding Rong prosił Jia Kuia o to, żeby prowadził szybko, ale ostrożnie. Wie, że jego prośby wykluczają się nawzajem, ale ma nadzieję, że Jia Kui jest na tyle wykwalifikowany, aby poradzić sobie z tym zadaniem.

Wang Zhi kaszle, a Ding Rong martwi się jego nieregularnym i płytkim oddechem. Krew kapie z kącika jego ust, ponownie barwiąc szkarłatem te niedawno idealnie czyste białe szaty. Ding Rong myśli, że być może powinien się tym zmartwić, ale teraz nie interesuje go, czy na szatach jego dowódcy pozostanie plama. Interesuje go tylko to, czy Wang Zhi przeżyje. Ding Rong modli się, żeby przeżył. Nie może tak po prostu umrzeć po tym wszystkim, co razem przeszli. Nie może umrzeć, kiedy wszystko układa się między nimi tak dobrze.

W końcu docierają do domu Pei Huaia, a raczej domu Sui Zhou, u którego mieszkają teraz chyba wszyscy. Ding Ronga nie interesuje reszta lokatorów, zależy mu jedynie na tym, żeby Pei Huai uratował Wang Zhiego. Jia Kui odjeżdża powozem, a Ding Rong zapomina zapytać się go, gdzie jedzie. Nie, żeby w tej chwili go to obchodziło. Podnosi jedną rękę, aby zapukać do drzwi, co jest dość trudne, biorąc pod uwagę fakt, że Wang Zhi wciąż jest w jego ramionach.

Po jakimś czasie, zbyt długim, jak na gust Ding Ronga, drzwi się otwierają i staje w nich Tang Fan. Oczywiście, że jest to Tang Fan.

— Ding Rong, co się... — przerywa, gdy zauważa Wang Zhiego i staje na środku, zbyt zszokowany, żeby powiedzieć cokolwiek więcej.

— Gdzie jest Pei Huai? — Ding Rong nie będzie bawić się w przywitania i wyjaśnienia. Nie w tym momencie, kiedy życie jego dowódcy wisi na włosku.

— A, tak, tak... wejdź — przesuwa się lekko robotycznie, przepuszczając Ding Ronga — Pei! Chodź tu natychmiast!

Ding Rong nie przypomina sobie, aby kiedykolwiek czuł tak wielką ulgę. Pei Huai jest w domu i już idzie, to najważniejsze.

— Dlaczego tak krzyczysz, Tang Fan? — Pei Huai wygląda na zirytowanego, ale jego nastrój zmienia się natychmiastowo, gdy widzi sytuację przy wejściu — Szybko, chodź za mną — zwraca się do Ding Ronga, ale Tang Fan również idzie za nimi.

Kładzie Wang Zhiego tam, gdzie każe mu Pei i zaciska dłonie w pięści. Lekarz mówi Tang Fanowi, żeby wyszedł na zewnątrz, co sędzia po chwili robi. Ding Rong ma zostać ze względu na jego wiedzę medyczną. Chociaż nie wie zbyt dużo, ponieważ jest specjalistą od trucizn, a Wang Zhi na szczęście nie jest otruty, wciąż ma jakąś wiedzę. Przy okazji, musi opowiedzieć w skrócie, co się stało.

— Został postrzelony z pistoletu, kula nie przeszła na wylot, więc prawdopodobnie wciąż jest w środku. Ma problemy z oddychaniem i kaszlał krwią, więc najpewniej trafiła w płuco — mówi, widząc jak szata dowódcy rozcinana jest nożyczkami. Chciałby się zirytować z tego powodu, jednak odkrywa, że nie może. Życie Wang Zhiego jest ważniejsze, niż jakiekolwiek szaty na tym świecie.

Mimo, że jest przyzwyczajony do takich widoków, wzdryga się na ilość krwi wypływającej z rany. To wręcz przerażające. Ding Rong czuje, jak trzęsie mu się ręka.

Pei Huai przed zaczęciem swojej operacji otwiera pudełko z czymś, co prawdopodobnie jest środkiem uspokajającym i podstawia je pod nos Wang Zhiego. Tłumaczy Ding Rongowi, że operacja, którą zamierza wykonać, będzie bardzo bolesna, więc musiał to zrobić, żeby nawet lekko złagodzić ból.

Proces wyciągania kuli i pracy nad raną jest dość długi, a Ding Rong czuje, jak mdłości, które odczuwa stają się coraz większe. Pei Huai mówi mu, że kula faktycznie prawie trafiła w serce i że Wang Zhi miał dużo szczęścia.

W końcu operacja dobiega końca, a Pei Huai bierze się za bandażowanie klatki piersiowej Wang Zhiego. Mówi mu, że eunuch pozostanie nieprzytomny jeszcze przez jakiś czas, prawdopodobne kilka dni, i że to od niego zależy, czy w ogóle się obudzi. Ding Rong ma nadzieję, że tak. Jego dowódca nie opuściłby go w taki sposób.


Wang Zhi budzi się kilka dni później i pierwszą rzeczą, którą zauważa jest ucisk i lekki ból w klatce piersiowej, jednak jest on o wiele mniejszy, niż w tamtym momencie. Wtedy czuł się, jakby całe jego ciało trawione było przez ogromny ogień. Drugą rzeczą, którą czuje jest inna dłoń, trzymająca jego własną. Jakaś część jego mózgu mówi mu, że to Ding Rong.

I nie myli się. Powoli otwiera oczy i widzi wpatrującego się w niego Ding Ronga. Próbuje usiąść, a cichy jęk wbrew woli opuszcza jego usta. Spogląda w dół i widzi swoją klatkę piersiową, pokrytą białymi bandażami. Ding Rong natychmiast łapie go za ramiona i poprawia poduszkę tak, aby mógł usiąść w miarę wygodnie.

— Xiao Zhi... — jest to jedna z nazw, których używają, gdy są ze sobą sam na sam. Nazwy te są czymś intymnym, zarezerwowanym tylko dla tej jednej osoby — Jak dobrze, że się obudziłeś — podczas, gdy Ding Rong mówił, w pokoju nagle znaleźli się wszyscy ludzie zamieszkujący dom Sui Zhou. Czy oni mieli wbudowany jakiś czujnik? Miał zamiar go pocałować, jednak teraz nie jest już przekonany, czy to dobry pomysł. 

— Uważasz, że jestem aż taki słaby? — mówi, niby z wyrzutem, ale jego twarz i mały uśmiech zdradzają , że to tylko gra. 

Ding Rong rozgląda się po pokoju, niepewny, czy może zrobić to, co chce w obecności tych wszystkich ludzi. Wang Zhi również wygląda, jakby się wahał. 

— Nie martwcie się, domyśliliśmy się wszystkiego — mówi im Sui Zhou, chociaż Ding Rong jest pewien, że to Tang Fan na to wpadł i rozpowiedział wszystkim. Ding Rong nie wie, z jakiego powodu Wang Zhi tak bardzo lubi tych ludzi.

Ale skoro wiedzą, nie ma sensu się przed nimi ukrywać. Ding Rong kładzie dłonie na twarzy swojego partnera, a Wang Zhi wplata palce w, już nie tak idealnie ułożone, włosy Ding Ronga. Łączą swoje usta w delikatnym pocałunku, tak różniącym się od ich charakterów.

Nie przeszkadzają im nawet obserwatorzy, którzy na pewno stoją z tyłu i przyglądają się tej scenie, jakby oglądali wspaniały występ w operze. Wang Zhi jest przekonany, że Tang Fan uśmiecha się głupio, ale niezbyt go to interesuje. W tym momencie interesują go tylko usta Ding Ronga i znajome ręce, które teraz zostały umiejscowione w miejscu, gdzie kończą się bandaże.

Ding Rong przesuwa palcem po linii bandaży, kończąc pocałunek i odsuwając się delikatnie. Pochyla się tak, aby jego usta znajdywały się tuż koło ucha Wang Zhiego.

— Nie rób tak więcej, Zhi'er, proszę — wie, że jego prośba jest wręcz niemożliwa do spełnienia, biorąc pod uwagę to, kim są i gdzie żyją na codzień, ale musi to powiedzieć. Na takie odważne słowa pozwolić może sobie jedynie, gdy ma pewność, że nikt z pałacu ich nie usłyszy. Teraz na pewno się to nie stanie.

Wang Zhi kiwa głową, a zmęczenie zaczyna pojawiać się w jego spojrzeniu. Ding Rong pomaga mu się z powrotem położyć i zanim może powiedzieć cokolwiek, Wang Zhi już śpi. Wciąż potrzebuje odpoczynku, a Ding Rong ma zamiar upewnić się, że nie będzie robić nic wbrew zaleceniom Pei Huaia.

Po kilku kolejnych dniach opuszczają dom Sui Zhou, a Ding Rong, mimo protestów, wręcza Pei Huaiowi dość sporą sumę pieniędzy. Żadna kwota nie może wyrazić jego wdzięczności za to, że udało mu się uratować Wang Zhiego. 

 

 

Notes:

Mam nadzieję, że się podobało! Zachęcam do zostawienia kudos i/lub komentarza i podzielenia się własnymi opiniami! ❤️

Series this work belongs to: