Chapter Text
Zaczyna się od porzuconej, ociekającej wodą książki. Harry znajduje ją w połowie spłukaną w toalecie. Czyjeś imię pozostaje na okładce pamiętnika. Ktoś zrezygnował z marzeń, zostawił ambicje zupełnie same, próbował je zrujnować, zamiast je pielęgnować i pozwolić im rosnąć.
Choć Harry próbuje (och jakże próbuje) grać bohatera, wie, że nie różni się tak bardzo od tego pamiętnika. (porzucony) Pamięta słowa swoich "krewnych", nutę rozczarowania w głosie ciotki Petunii, że musi go utrzymywać, przez jego beznadziejnych rodziców pijaków którzy zostawili go samego, bez nikogo, kto by go kochał.
Jego rodzice są bohaterami wojennymi, przypomina sobie w środku nocy, kiedy ból samotności miażdży wszystkie jego nadzieje na szczęście. Oddali za niego życie. Umarli za mnie, ale umieranie jest łatwe. Dlaczego nie mogli ŻYĆ dla mnie? (Porzucony.)
Harry podnosi więc książkę i suszy ją ręcznikiem zamiast różdżką. Wie, że to irracjonalne traktować pamiętnik, jakby był cenny, jakby był pozbawiony dotyku i potrzebował czułości... ale Harry taki jest. Harry jest w rozpaczliwej potrzebie delikatnego dotyku, myśli, że "Tom Marvolo Riddle," kimkolwiek jest (lub był) chciałby też poczuć delikatny dotyk.
Strony pamiętnika są puste. Być może atrament zmył się do czysta. Być może porzucający nigdy nie zdecydował się na napisanie w nim czegoś. (Porzucony przed swoimi pierwszymi słowami)
Harry chce coś przekazać... tylko, że nie chce pisać. Bazgrał na odwrocie wyrzuconych paragonów i zabłąkanych kawałkach papieru, odkąd ledwo był w stanie mówić. Chciał, żeby jego obrazy połączyły się z pergaminem, żeby rozpostarły się na pustym płótnie i zabarwiły biały świat w magię. Chce poczuć pióro w swojej dłoni jak różdżkę, zdolną do tworzenia jak bogowie.
Nie pisze więc "Cześć" na pustej stronie pamiętnika. On w ogóle nic nie pisze.
On rysuje.
Rysuje bijącą wierzbę, pień, który wije się i szaleje. Rysuje gwałtowne gałęzie i szeleszczące liście i prawie słyszy zranioną dumę wiatru, gdy przemyka między konarami drzewa. Może poczuć smak goryczy drewna, zapach piżma przemoczonej kory. Czuje samotność i na początku nie ma to znaczenia, bo myśli, że ta samotność jest jego własną... ale potem przypomina sobie drzewo. Samotne, brutalne drzewo, odpychające wszystkich, bo tak bardzo boi się, że zostanie samo. ( Porzucone )
Kiedy spogląda w dół na stronę dziennika, stronę, która jeszcze niedawno była tak pusta, czuje, że w jego piersi rodzi się coś nowego. Duma. Wierzba wygląda jak prawdziwa, czarne linie rzucają cienie i skręcają się z nutą ruchu. To tak, jakby odrobina jego magii trafiła na pergamin, by ożywić jego szkic.
* * *
Tom Marvolo Riddle wpatruje się w trzymaną w ręku książkę z nie małym zdziwieniem. Kiedy wchodził do dziennika, wyobrażał sobie, że będzie spał. Zamiast tego znalazł się w bladej imitacji Hogwartu, (tylko te części, które pamiętał)... a kiedy znalazł się na obrzeżasz, zamek rozmywał się w Wool's. Został uwięziony w krainie snów stworzonej z koszmaru, sam w zamku pozbawionym kolorów. Trzyma w ręku książkę, która wygląda jak dziennik i niezależnie od tego, gdzie ją zostawia w swojej krainie snów, zawsze znajduje się w jego rękach w chwili, gdy ktoś do niego pisze. Piszą tam z tyłu, w świecie, któremu Tom nie może pomóc, ale nadzieja jest wciąż realna.
Słucha więc ludzi, którzy wylewają przed nim swoje serca. Czeka, aż będzie mógł zabrać także ich dusze. Tom Marvolo Riddle jest kimś więcej, ale od ponad pięciu dekad czeka na jałowym pustkowiu własnej ambicji. Nie zostanie zapomniany. Nie zostanie porzucony.
Dziewczyna, Ginny, opowiadała o swoim zauroczeniu (o chłopaku, któremu warto się przyjrzeć, zabił jego przyszłe ja jeszcze jako dziecko, co jest co najmniej niepokojące) i o własnym poczuciu niewystarczalności. Ona jest diamentem w surowym stanie, Tom to wie. Jej dusza jest kusząca, a jej magia silna. Ale jej umysł, jej umysł jest tak bardzo słaby. Tom z przyjemnością ją złamie.
"Ja zwariuję Tom".
Naprawdę? Jakże to smutne.
'Pójście do szkoły z internatem zawsze jest bardzo trudne Ginny. To zupełnie normalne.'
" Tom, ja obudziłam się z krwią na moich szatach".
Och, biedactwo. To była moja wina, prawda?
"Przepraszam, Ginny. Jestem trochę nieśmiały, jeśli chodzi o dziewczęce sprawy. Może pójdź do szkolnej pielęgniarki?"
“Tom, Tom, Tom, Tom--”
Ucisz się, Ginny! Nikogo nie obchodzisz.
'Jestem tutaj, moja droga. Nie musisz się o nic martwić.'
Ale potem nagle przestaje pisać, ta piekielnie słaba dziewczyna. Zostawiła go w toalecie. Na wpół spłukanego. (Porzucony.)
Znowu zostaje poderwany. Podnoszony przez chłopca, niewiele starszego od dziewczyny, po prostu przepełnionego magią. Suszy go ręką i Tom odczuwa to jak delikatną pieszczotę. Mroczne lochy Hogwartu ogrzewają się niemal niezauważalnie.
Tom otwiera książkę. Czeka. Czeka, aż pojawi się pierwsze słowo. Prawie zawsze jest to "Cześć".
Czeka i widzi pierwszą plamę atramentu, tyle że wcale nie tworzy ona słowa. Powoli zakrzywia się i wydłuża, tworząc pień, potem tańczy w rytm źdźbeł trawy, potem skacze, by naszkicować gałęzie i liście, i...
Tom może usłyszeć wiatr.
Z powodów, których nie może zrozumieć, wychodzi z ciemnych lochów i mijając ramy swojej pamięci wychodzi na puste pole, na którym panuje wieczna zima. I właśnie tam, na zamarzniętej ziemi, rośnie drzewo, które zostało narysowane w jego książce. Stworzone z atramentu drzewo kołysze się lekko na delikatnym wietrze. Książka stygnie, ostrzegając Toma, że artysta skończył pracę. I co zadziwiające (niemożliwe, może nawet bardziej niż drzewo), Tom chce zatrzymać tę wiadomość. Zawsze pozbywał się tego, co ludzie do niego pisali, nie miało to dla niego żadnego znaczenia. Ale to drzewo jest potężne , nowe, gniewne i... samotne. Tak jak on.
Przyciska jedną rękę do strony dziennika, a drugą do atramentowego ducha drzewa przed swoją klatką piersiową. Drzewo z książki wciąga się do jednej dłoni, płynie w górę żył na jego nadgarstku, barwiąc je na czarno, a potem przez serce i na zewnątrz drugiej dłoni i ... atramentowe drzewo krzepnie i staje się drzewem z drewna. Jedna z gałęzi łaskocze Toma nad lewym żebrem.
Jego ręce ociekają atramentem w kolorze nocnego nieba, ale nie może zebrać chęci, by się nimi zająć. Chłonie piękno drzewa, pierwszego drzewa, które nie jest duchem pamięci w tej marnej imitacji świata...
Czuje, jak rozkwita w nim nowe pragnienie.
Tom nie chce zniszczyć duszy znajdującej się po drugiej stronie dziennika. Piękna dusza, która podarowała mu drzewo, nie jest duszą przeznaczoną do zniszczenia. To dusza emanująca magią tworzenia. Jest wspaniała i należy do Toma. Nie zostanie (porzucona)
