Work Text:
JJ Torpeda przywykł do pobudek w środku nocy. Od momentu odkrycia oszustw Jachasia ilość przespanych nocy nowego admirała można policzyć na palcach przynajmniej jednej ręki. Służba nie drużba, swoje obowiązki trzeba pełnić. Nie ważne czy to w celu obrony galaktyki Kurvix, którejś z sojuszniczych planet czy dobrego imienia Gwiezdnej Floty.
Tym razem przyczyną postawienia generała na nogi była strzelanina w barze kosmitów na planecie Zdupix. Misja - zrobić porządek, status - nieoficjalny.
-Boże, Tytus, człowieku, czy ty wiesz która godzina?
Na szczęście godzina była na tyle wczesna, że w którymś oddziale Gwiezdnej Floty pracować powinien jeszcze jakiś kierowca na nocnej zmianie. Z pewnością. Admirał nie zamierzał stawiać wszystkich kart dla jednego żołnierza, ale jednak to Bomba. Zdaniem JJa, najlepszy kapitan w całym Kurvix, pewnie nawet w pobliskich galaktykach.
W momencie otworzenia drzwi od rakiety, admirała uderzyła woń wódki z gówna, która przesiąkła prawdopodobnie całą atmosferę Zdupix. Odnalezienie Tytusa przebiegło zaskakująco szybko. JJ zajrzał do pierwszego lepszego baru i zapytał kosmitów tam pracujących o pewnego jegomościa. Pewien Kurvinox błagał o dobicie; miał urwaną połowę ciała i z jego opowieści wynikało, że był na wieczorze kawalerskim kolegi, gdy ten zapytany o połknięcie beczki (w celu udowodnienia, że da radę zjeść swoją partnerkę) nagle wybuchł, w sumie tak samo jak reszta towarzystwa. Zapytany o dziwne uczucie we wszystkich trzech odbytach, zaskoczony kosmita zapytał, skąd admirał wiedział i czy też taki problem go spotyka. W drugim barze była strzelanina. Pociski przelatywały przez ściany i dach baru. A, i Tytus wyskoczył przez okno. JJ zgadywał by, że miał to być nowy ruch kutarate, gdyby nie fakt, że kapitan od razu wstał i wyjął broń. Krzyki typu “łapać złodzieja”, “zapłacisz za to” czy “ej no nie strzelaj w wódę” ledwo były słyszalne z pomiędzy wystrzeliwanych pocisków. Torpeda zakradł się za ścianę budynku i w trakcie gdy ten przeładowywał działko, pociągnął Bombę usuwając go z pola widzenia kosmitów.
Co działo się później.. no cóż. Zaskoczony Bomba wydał okrzyk i wyswobodził się z uścisku Torpedy zdradzając ich kryjówkę. Właściciele pobliskich barów (dlaczego na każdym kroku jest jakiś bar!?) widząc zabójcę ich potencjalnych klientów rzucili się w pogoń za dwójką. JJ odciągał Tytusa trzymając go sztywno za nadgarstek “zwiewając” przed wściekłym tłumem. Bieg, unikanie pocisków, i uważanie, żeby nie potknąć się o zwłoki nie należały do najłatwiejszych. Przynajmniej zew żołnierski towarzysza zwyciężył nad ilością alkoholu we krwii, przez co JJ prawie nie musiał go pilnować. Prawie. W razie czego wolał go mieć przy sobie jakby przypadkiem się rozdzielili. Na szczęście za paroma zakrętami widoczny był znak zwiastujący ich ocalenie - taksówki. Wciąż słysząc okrzyki kosmitów, Torpeda wepchnął Bombę do środka pierwszego lepszego samochodu.
-Fiu, mało brakowało - wysapał Torpeda - Co to miało być do cholery, Tytus?
-Yyy, bo tego…
Bomba chciał coś powiedzieć ale wyszedł mu tylko bełkot. Chwila samoświadomości - nic co wyjdzie z jego ust nie będzie logicznie ułożonym zdaniem. Na co dzień jego słownictwo nie jest najbogatsze ale za to uchodzi za dosadne i spójne - do bycia debilem dużo mu brakuje. Przy drugiej próbie wyklecenia czegokolwiek jedyne co z niego wyszło to gęsta breja.
-E panie! Kurwa mać, nowiutka wykładzina psu w dupę!
Szloch kosmity jedynie spotęgował ból głowy Bomby. Drugą serią poleciały o wiele rzadsze, prawdopodobnie przez pusty żołądek, wymioty. Zmęczenie po biegu, spadek adrenaliny i niezbyt przyjemny zapach w taksówce dawał się we znaki. Torpeda bez słowa rzucił w stronę pijaka opakowanie chusteczek.
-Psze pana, niech pan ma litość w sercu i zacznie już jechać. Wszelkie koszty i rekompensatę pokryje ten oto kretyn w ramach przyszłego żołdu.
-Ty chwilunia! Nie jesteś moim szefem! A nie.. chwila… o kurwa..
Tytus położył łokcie na kolanach a twarz zakrył dłońmi. Zdenerwowanie się przywróciło mu mowę, aczkolwiek w tej chwili nie miał już nic do powiedzenia.
-No dobrze - odpalił silnik - zesrać się to jeszcze zrozumiem, ale tak mi samochód zarzygać? miesiącami się ten smród będzie ciągnął..
Torpeda mógłby przysiąc że widział jak kierowca zacierał ręce z cichym “ale zajebiście” pod nosem, znaczy kłami, znaczy zębami.. czymkolwiek to jest.
Rudy zaśmiał się w duchu i spojrzał przez szybę. Kosmita pewnie już teraz zastanawia się co zrobić z “jeszcze nie odebranymi ale wkrótce jego” pieniędzmi. Po wielu zażaleniach na kosmitów sprzymierzonych i niejednokrotnym kryciu ich dup przed wyższymi rangą, Torpeda wiedział czego można się spodziewać po kurvinoxach. Ale czy oni tak bardzo różnią się od ludzi? Odgłosy wściekłych kosmitów był cichszy z każdą sekundą. Będzie ich czekała daleka podróż. Tytus nie mógł znaleźć baru na większym wypizdowie?
O wilku mowa, rudy spojrzał się na kompana. Bomba siedział cicho, oparty o szybę z pół przymkniętymi oczami. W tej chwili wyglądał po prostu na zmęczonego, może trochę przepracowanego. Nadal wyglądał jak człowiek mimo bycia zarzyganym pijakiem. Na jego twardo zarysowanej twarzy odbijały się neony odległych budynków. Nawet podczas bujania w obłokach brwi nadawały mu wyraz skupienia i poirytowania. Pamiętasz to, jak mama Ci zawsze mówiła żebyś nie robił głupich min, bo zostanie ci taka do końca życia? Najwidoczniej miała rację. Mógłbyś się jej czasem posłuchać.
Jak JJ sięga pamięcią to tak właściwie Tytus nigdy nie był zbytnio ekspresywny. Na służbie, po służbie, na zebraniach czy delegacjach zawsze tak samo wkurwiono-skupiony. Za życia, chociaż bardziej pasowałoby słowo “przed zaginięciem”, Lufy, też taki był. To znaczy, mógł być. To było wiele lat temu i pewnie większość detali i wydarzeń zostały okryte płaszczem romantyzowanej przeszłości.
Pamiętasz Tytus? Pamiętasz, jak skarżyłeś się na ojca zabraniającego ci tego, czego chciałeś? Pamiętasz, jak nazywałeś mnie ciotą gdy źle wypowiadałem się o Lufie? Pamiętasz, jak płakałeś mi w rękach, że ciągle musiałeś mu udowadniać, że nie jesteś pedałem?
Torpeda westchnął opierając się o okno po jego stronie. Ile już lat się znają? Gdyby ktoś na głos powiedział “ile” to na pewno by się przeraził jak starzy już są. Daleko im do emerytury, bez przesady. Ale jednak życie ma się tylko jedno i każda kolejna cyfra wydaje się wyrokiem. Rozmyślanie o przeszłości, czasie, który już nie wróci, przyprawia Torpedę w stan melancholii. Obsesja Bomby na punkcie swojego ojca była osobliwa. W sumie to się jeszcze nie skończyła. Lufa wyhodował sobie “mini siebie”, gotowego tańczyć jak mu zagrają.
Torpeda skarcił samego siebie w myślach. Sam w swoim dorosłym życiu nie miał styczności z dziećmi. Przy obecnym stanie rzeczy zostanie ojcem mu nie grozi, więc skąd może cokolwiek wiedzieć? Na pewno byłby liberalnym cool starym, zapobiegłby też szerzeniu się traum generacyjnych toksycznej męskości czy czegoś takiego. Na pewno. Na pewno też nie pozwoliłby aby Bomba wychował “mini-mini lufę”. Ciekawe co myśli na temat posiadania dzieci..
Ta, jakby się zapytał, to Tytus najpewniej by go zwyzywał, jeśliby nie doszło do rękoczynów. W sumie, JJ nie miałby nic przeciwko temu. Sam fakt wytrącenia Bomby z równowagi sprawia mu niewyobrażalną satysfakcję. To jak z tą jedną bombą, której wybuch zależy od poruszenia śrubokrętem. Tylko że wybuch Bomby (osoby) nie stanowi zagrożenia dla całego wszechświata, tylko dla Torpedy. Szczerze, lubi gdy skupiona jest na nim uwaga, szczególnie “legendarnego niepokonanego Bomby”, którego zna od tej bardziej przyziemnej, bezbronnej strony. Nie jest zapatrzonym w siebie ciotą, po prostu ceni sobie zdrowy egoizm, szczególnie jak jest nie gorszy od wychwalanych bohaterów. Nic jednak nie pobije nagłej zmiany dynamiki z chorążego-kapitana na admirała-kapitana. Kocha wzywać Bombę do swojego gabinetu i w trakcie rozkazu wtrącić coś, żeby pokazać swoją dominację. Wtedy właśnie jest najbardziej uroczy, kiedy chce coś zrobić, nazwać matkę Torpedy chujem, ale nie może bo to nie przystoi tak mówić do osoby wyżej rangą. Ah ten Tytus I jego kurczowe trzymanie się etosu.
Chwila, uroczy? Bomba? Uroczy? Torpeda poczuł się brudny na tą myśl. Brudniejszy niż zarzygany obok kompan. Wkracza na niebezpieczne terytorium. Ciekawe jaką wiązankę wyzwisk Bomba by mu przesłał, gdyby został tak nazwany. To chyba nie jest określenie do którego dąży mężczyzna po 30, którego jedynym zainteresowaniem jest wojsko. Torpeda nie miałby z tym problemu, może byłby zdziwiony, ale Tytus? W sumie ciekawe, kiedyś na ustronnym miejscu będzie musiał go tak nazwać.
Radio w taksówce dało znać o obecnej godzinie. W miejsce muzyki wszedł blok informacyjno-reklamowy, identyczny do tego, który wybrzmiewał godzinę temu. Zmęczony głos prezentera odzwierciedla jak bardzo późno jest i jak bardzo żałuje wyboru swojej ścieżki zawodowej. Żółty kurvinox ziewnął i zaraził tym samym swoich podróżnych. Admirał popatrzył się na współpasażera. Ten już nie spał oparty o szybę, ale raczej patrzył się w ciszy, tępo. Tytus cicho zapytał się jak długo jeszcze będą jechać, tonem takim, jakby go obdarto z dumy. Na odpowiedź, że już są praktycznie na miejscu, tylko przytaknął. Dalej siedział pochylony z pytaniem na ustach w kierunku Torpedy. Nawiązując kontakt wzrokowy, stracił jednak wszelkie resztki śmiałości i umilkł już do reszty.
Dotarcie do domu Bomby nie sprawiło mężczyznom żadnej trudności. Torpeda tylko musiał siłą wyciągnąć kolegę z auta. Oraz przeszukać jego kieszenie w celu znalezienia kluczy. Jednocześnie przytrzymując muskularnego mężczyznę żeby się nie wyjebał na ten głupi ryj. Normalka.
-No i jesteśmy. Eh Bomba, ale żeś się zezwierzęcił, gorzej od kurvinoxa.
-Ta? A twoja matka to chuj, zezwierzęcony.
-Patrzcie go, jaki dowcipniś.
Skoro humor się go trzyma, to chyba znaczy że wraca do żywych, pomyślał JJ.
Póki jako tako kontaktuje, to może sobie pozwolić na dalsze poddymianie Bomby.
Tytus przewracał oczami na teksty o dawaniu złego przykładu osobom rozpoczynającym służbę (a co on, ich stary?), ziewał na pouczenia o zagrożeniu dobrego imienia Gwiezdnej Floty, ogólnie miałby go w dupie. Miałby gdyby nie ton głosu admirałka. Z każdym kolejnym słowem wydawał się coraz głośniejszy i bardziej piskliwy. Preludium do porannego kaca jedynie zwiększało ból głowy i nudności.
-Który to już raz, co? Zachowujesz się dokładnie jak twój ojciec. Powiedziałbym że w grobie by się przewrócił gdyby nie to, że z twoich opowieści wiem, że najpewniej leżałby nieprzytomny lub klepałby cię po plecach.
Słowo “ojciec” wyrwało tytusa z otępienia. Nie mógł go już słuchać. Rzucił się na ofiarę - złapał ją za kołnierz i przyparł do ściany. Torpeda z zaskoczeniem nabrał powietrza w płuca.
-Kiedy wreszcie przestaniesz wchodzić między wódkę a zakąskę - wykrzyczał i widząc, że rudy chciał już coś odpowiedzieć, zamknął jego usta swoimi.
Na chwilę świat stanął w miejscu. Obydwaj mężczyźni byli zaskoczeni, Torpeda nagłą zmianą obrotu spraw, Bomba tym, jak napięcie z ostatnich kilku godzin/dni/lat momentalnie zeszło. I to, jak miękkie usta admirała kontrastowały z jego twardymi, zaniedbanymi przez stres żołnierza. A, oraz tym, że JJ Torpeda, jego znienawidzony rywal, odwzajemnił pocałunek.
Tytus poczuł się tak, jakby potrafił latać. Jakby w jego mieszkaniu grawitacja nawaliła i zamiast przyciągać go do podłogi, przyciąga go do drugiego mężczyzny. Ilość alkoholu we krwi zamieniła jego głowę w balon - jest teraz wolny, lekki, beztroski. W przerwie na nabranie powietrza nawiązali ze sobą kontakt wzrokowy. Oczy Torpedy pod tym kątem przyciągały go głębokim brązem, zazwyczaj niewidocznym zza kolorowych szkieł okularów, które z jakiegoś powodu są elementem uniformu każdego admirała Gwiezdnej Floty. Zaczął składać małe buziaki tworzące ścieżkę od ust do szyi całowanego.
Niemal zwierzęce ugryzienie sprawiło, że Torpeda podskoczył. Odepchnięcie było dla Bomby jak wyrwanie z hipnozy. Zastanawiał się, o co chodzi. Spod pół zamkniętych powiek widział nerwowo chichoczącego rudzielca. Obydwoje dyszeli nierównym tempem, jakby nadrabiając niedotlenienie w organizmie.
-Tytus.. co do chuja? - zaczął, lekko trzęsąc się, ale wciąż z uśmieszkiem na twarzy.
Właśnie, co on kurwa robi? Bomba uświadomił sobie, że w tej chwili nie jest w liceum i etap buzowania hormonów i pragnienia wymienienia śliny ze wszystkim, co je, sra i wygląda choć trochę jak człowiek, już dawno minął. Jest dorosły, chodzi do pracy, płaci podatki i ostatni raz na bliskość między ludzką pozwolił sobie przynajmniej kilka lat temu. Jak mógł pozwolić sobie na taką słabość? I to jeszcze w stosunku do kogo? Przeciążony nagłym napływem samo-świadomości osunął się na podłogę i wydał na świat ostatniego pawia tej nocy.. chyba.
-Ehh, gorzej niż z Głusiem. No chodź.
-E, gdzie mnie bierzesz - jęknął Tytus - do dupy chcesz mi się dobrać, pedale.
-Weź się nie zesraj - burknął ze zmęczeniem - lepiej się umyj, albo rzygaj, póki masz gdzie. Albo oba.
Kapitan został wepchnięty do łazienki. Nie stawiał oporu ale za to z grymasem patrzył się na podłogę. Gdyby mógł, zabiłby go laserem z chujowego działka.
-Nie rób nic głupiego, zaraz wrócę do ciebie - powiedział przymykając drzwi.
Tytus usiadł na zamkniętej desce klozetowej. Co się z nim dzieje? Co mu odbiło? Nikt nie może się o tym dowiedzieć. Nikt. Ale.. dlaczego? Dlaczego tak bardzo brakuje mu zapachu porannej wody kolońskiej admirała? Najchętniej zasnąłby otulony tym zapachem. Lubi ten zmęczony wygląd Torpedy. Poniekąd uczłowiecza on mu rywala.
Stukot obcasów oddalających się od łazienki był jedyną rzeczą którą słyszał Bomba. Będzie udawał, że nie obchodzą go wymysły Torpedy. Co, admirałek żąda od niego, że się rozbierze, żeby tamten mógł go podglądać? Tytus splunął. Celował w lustro ale ostatecznie pocisk trafił w środek zlewu. To chyba znak żeby ulec, pomyślał. Gdyby był pizdą, pewnie by podskoczył na widok swojego odbicia. Wyglądał tak, jakby bił się z gównem. Przemył twarz zimną wodą. Czuł, jakby świat powoli przestawał wirować.
Gdy wyszedł z łazienki, nieproszony gość wciąż się kręcił po jego mieszkaniu.
-Tytus, mówiłem ci, że po ciebie pójd..- Torpeda zatrzymał się - a, w sumie dobra, nie jest z tobą tak źle. Skoro sam się oporządziłeś..
-Co tu jeszcze robisz.
Tytus bardziej stwierdził niż zapytał. Postawił pewniejszy krok do przodu. Ślad na podłodze po wymiotach znikł. Oh.
-No co? Sam powinienem się ciebie o to zapytać, co ty robisz człowieniu? Jesteś głupi jak but, nie wiadomo czy nie doprowadzisz się do jeszcze gorszego stanu niż wcześniej.
-Torpeda, spierdalaj -Bomba westchnął, jego wzrok spoczął na mężczyźnie, który rozsiadł się na kanapie - zaczekaj. Kto ci pozwolił wejść do kuchni?
Dopiero teraz poczuł zapach unoszący się z kuchni. JJ siedział z dwoma talerzami z czymś ciepłym. Zapiekanki?
-Daj spokój. Budzisz mnie o nieludzkich porach więc chociaż daj mi coś zjeść. A, dla ciebie też się coś ostało. Chyba się nie najadłeś kreskami gówna?
Burczenie w brzuchu odpowiedziało za Bombę. Stawianie oporu nie miało sensu. Mężczyzna, a raczej to, co z niego pozostało, usiadł obok i zaczął jeść z poczuciem porażki ściskającej go za żołądek. Nie zdawał sobie sprawy z tego jak bardzo był głodny. Niby najtańsza zapiekanka z zamrażalki, a z każdym gryzem było mu tylko bliżej do niebiańskiej Skurva'ali. Z błogiego nastroju wyrwał go głupkowaty hihot u swojego boku.
-I co, Tito, warto jest być grzecznym chłopcem, co nie?
Bomba prawie zakrztusił się na słowa JJa. Ten widząc to, zaczął śmiać się jeszcze bardziej i poczochrał go po włosach. Tytus był zbyt zmęczony, by odpowiedzieć, więc odwrócił wyłącznie wzrok. Nie mógł spojrzeć Torpedzie w oczy. Kręciło mu się w głowie, ale tym razem nie był pewny czy to na pewno od stężenia alkoholu we krwii.
Torpeda zdążył w tym czasie włączyć telewizję i wygodniej się rozłożyć na kanapie. Nie był już w uniformie, a przynajmniej nie w całości. Wcześniej wziął sobie losowy czysty tshirt kolegi, na szczęście dzięki podobnej muskulaturze leżał na nim wygodnie. Przełączył kanał z Dupsrajajańskiej nocy kabaretowej na powtórki Szkła Kontaktującego. Nic nowego, prezenterzy omawiają wpływ hawajskiej Jachasia na gospodarkę w całej Kurvix.
-Torpeda.. tępy chuju - zaczął - co my do chuja pana robimy.. chuju.
-O to samo cię pytałem już kilka razy. Co ty w ogóle robiłeś na…
-Nie - powiedział nieco głośniej niż się spodziewał i wstał - dobrze wiesz o czym mówię, pierdolona cioto.
Torpeda westchnął, przewrócił oczami i wrócił do udawania, że ogląda telewizję. Bomba nie dawał za wygraną. Stanął tak, żeby zasłonić ekran. Czując, że późna pora zaczyna do niego docierać, oparł się ręką o oparcie kanapy. Tym samym przygwoździł JJa do średnio wygodnej pozycji pół leżenia - pół siedzenia.
-Co ty, szklanek żeś się najadł?
-Spierdalaj, nie ruszę się póki mi nie odpowiesz.
-Ehh, nie będę z pijakiem wchodzić w dyskusję. Chcesz wiedzieć co robimy? - irytacja w głosie Torpedy stawała się co raz silniejsza z każdym słowem - Zachowujesz się jak małolat, odwalasz manianę na planecie na drugim końcu galaktyki, a ja jak zwykle muszę za tobą latać i ci pomagać. Mimo że ty mnie nienawidzisz, a ja nienawidzę ciebie.
-Kto powiedział, że ciebie nienawidzę? - Bomba patrzył się jak zdezorientowany pies. Nawet przechylił lekko głowę pokazując szczerą niewiedzę.
-No prośba! Dosłownie każesz mi spierdalać za każdym razem kiedy do ciebie przychodzę.
Bomba, co do niego niepodobne, wyglądał na speszonego.
-No ale.. czy ty mnie nienawidzisz?
Torpeda złapał się za nasadę nosa, czuł że zasoby cierpliwości zaczynają mu się kończyć. Chciałby zakończyć już ten wieczór, ale Bomba ewidentnie jest tym upierdliwym typem pijaka. Samo w sobie nietypowe zachowanie Tytusa sprawiało, że czuł różne skomplikowane emocje. Nie mówcie, że to też wydaje mu się urocze! Strzeliłby sobie w głowę, gdyby nie to, że skutkowałoby to śmiercią.
-No.. nie. Dlaczego miałbym? - zaczął, nie spodziewając się, że głos mu się załamie; ale to było pedalskie - Owszem walczymy ze sobą, ale nienawiść to dosyć mocne słowo, Tito.
JJ nie zauważył, że w tym czasie Bomba pochylił się do niego bliżej. Swoimi penetrującymi niebieskimi oczami intensywnie poszukiwał nawiązania kontaktu wzrokowego z admirałem. Zdał sobie z tego sprawę dopiero chwilę przed tym jak Tytus otworzył usta.
-Czyli.. nie przeszkadzałoby gdybym…
Teraz Bomba był tak blisko, że praktycznie siedział na kolanach Torpedy. Jebać to, kapitan i tak nie będzie tego rano pamiętać. JJ objął szyję Tytusa zbliżając go do siebie jak najbliżej się da. Tym razem pocałunek był delikatniejszy, przepełniony czułością. Ręce Torpedy zjechały na wysokość talii Bomby, na co ten praktycznie rozpływał się; podjęta próba pogłębienia zbliżenia poskutkowała sporadycznym zderzaniem się zębów o zęby. Czy legendarny kapitan zdawał sobie sprawę z tego, jak wiele dziewcząt zabiłoby za takie wcięcie (a może wie, to tłumaczyłoby jego wieczne wkurwienie)? Gdyby Torpeda się postarał, rozłożył ręce jak tylko możliwe i lekko przycisnąłby rywala, pewnie mógłby objąć cały jego obwód. Lekko rozbawiony (rozczulony?) tym faktem, admirał wydał z siebie hihot. W przerwie na doładowanie tlenu mężczyźni popatrzyli sobie w oczy. Na twarzy Bomby utworzył się rzadko widziany szczery, spokojny uśmiech. Torpeda natomiast nie mógł przestać się szczerzyć. Kapitan przyłożył swoje czoło do czoła admirała. Siedzieli chwilę w bezruchu, jedynie w akompaniamencie cicho grającego telewizora.
Obydwoje chcieli coś powiedzieć. Kiedy JJ otworzył usta, Bomba po prostu go.. przytulił. Pod ciężarem Tytusa, z pozycji pół-siedzącej pół-leżącej, znaleźli się w pozycji czysto leżącej. Zdezorientowany lekko Torpeda odwzajemnił gest. To nie w stylu kapitana, w sumie JJ nigdy nie widział go jako człowieka łaknącego kontaktu czy dotykalskiego. Tym bardziej dziwnym był fakt, że poczuł na swojej szyi krople a w dotyku muskularny mężczyzna wydawał się lekko trząść.
I widzisz co zrobiłeś JJ, skarcił się w myślach. Chłop robi bałagan, ty mu ratujesz dupę i oczekujesz nie wiadomo jakiej nagrody, gdy ten ledwo kontaktuje. Czuł do siebie niesmak, to nie była odpowiednia chwila na zaspokajanie miłostek, których nierealność zaakceptował lata temu. Może wyśle Tytusa na obowiązkowe wizyty terapeutyczne? Nie wydaje mu się, że perfekcyjna umiejętność cichego płaczu jest czymś, co Lufa miał w programie przygotowania syna do służby.
Torpeda westchnął. Ściskający go ciężar oddychał wystarczająco równo i wolno, że można stwierdzić że śpi. Poklepał go po plecach, w nadziei, że się przesunie. Nic. Czyli śpimy tutaj, pomyślał. Przynajmniej pilot był wystarczająco blisko żeby go dosięgnąć i wyłączyć telewizor. W momencie nastania błogiej ciszy, sam poczuł, że odpływa. Ból pleców rano gwarantowany. Tak samo jak udawanie, że tej nocy w mieszkaniu Bomby nic się nie wydarzyło. Mimo wszystko, JJ i tak wolałby tu zostać tutaj niż gdziekolwiek indziej.
