Chapter Text
Nie mógł uwierzyć, że to robi. Był zawstydzony tą sytuacją. Chociaż nie… nie tyle zawstydzony ile przejęty. Serce waliło mu mocno. Niewątpliwie był bardzo przejęty. Chyba jeszcze nigdy się tak nie denerwował.
Spoglądał nerwowo na boki, przyglądając się ludziom, którzy spokojnie kroczyli po parku. Jedni przechadzali się z dziećmi, inni grali w jakieś prowizoryczne gry na powietrzu. Dostrzegł nawet uroczą starszą parę, która siedziała na ławce niedaleko tej, na której sam się znajdował.
Postanowił to właśnie na nich zawiesić dłużej wzrok. Może to, dlatego że wyglądali tak idealnie. Byli już oboje w sile wieku. Wyglądali pięknie. Pewnie, dlatego że byli razem i mogli cieszyć się sobą. Staruszka trzymała swojego, najprawdopodobniej, męża za rękę i opowiadała mu coś, zaciekle gestykulując. Ten od czasu do czasu uśmiechał się do niej albo śmiał cicho.
Steve chciałby mieć tyle szczęścia, co oni. Być ze swoją połówką szczęśliwie do końca życia. Tylko, że nie miał tej upragnionej drugiej części. Nie dziwił się z resztą. Nikt nigdy nie był nim dłużej zainteresowany. Zawsze zakładał, że to przez swoje słabe strony jest zawsze odtrącany przez kobiety.
Był dość niski jak na faceta. Goście w jego wieku przerastali go mocno. Był słaby. Wątłe ręce i nogi. Chuda twarz. Nie było, na czym zawiesić oka. W dodatku charakter dawał wiele do życzenia. Może i był odważny jak na takiego wypierdka, ale wiele to nie zmieniało. Nikt mu tego nie gratulował. Za to często obrywał, kiedy stawiał się jakimś nieuprzejmym gościom albo zwracał im uwagę, bo niszczyli mienie publiczne.
Kobiety traktowały go protekcjonalnie. W końcu, kto nie chciałby się opiekować taką miernotą? Nawet nie potrafił z nimi rozmawiać. Uważał siebie za frajera. Nie tańczył nigdy z żadną dziewczyną. Może to, dlatego że nie chodził na dyskoteki… jednak, po co na nie chodzić skoro i tak nikt nie jest tobą zainteresowany?
Wyjął z kieszeni telefon i westchnął głośno, widząc swoje odbicie. Utwierdził się tym, że nie jest ani trochę zjawiskowy tak jak inni mężczyźni. Jedyne, co mogło ciekawić kogokolwiek to były tatuaże na jego ciele. Napis ‘’Brooklyn” rozłożony na cztery palce każdej ręki. Kręgi kręgosłupa wytatuowane na plecach. Więcej chyba nikt nigdy nie widział. Co najwyżej lekarz na badaniach albo rodzice. W końcu nigdy nie musiał się dla nikogo rozbierać i raczej tego unikał przy innych. Nie lubił swojego cherlawego ciała i nie lubił, gdy ktoś zwracał na to uwagę. Wtedy po prostu zaciskał mocniej usta i milczał.
Nacisnął boczny przycisk komórki i wyświetlił godzinę na ekranie. Była już osiemnasta. Nawet kilka minut po pełnej godzinie, ale to nie było ważne. Każdy może się spóźnić albo po prostu nie przyjść…
Steve włożył telefon z powrotem do kieszeni i westchnął głośno, wplatając palce w swoje włosy. Przeczesał je nerwowo, po czym się rozejrzał. Wiele się nie zmieniło przez te kilka minut rozmyślań.
Był umówiony.
Jednak nie wiedział czy to spotkanie dojdzie do skutku. To znaczy… on sam został poproszony o nie, ale równie dobrze mógł zostać wystawiony, prawda? Przecież często tak się działo. Wcale by się nie zdziwił z takiego obrotu sytuacji, ale nie byłby też zły.
Wziął kilka głębszych wdechów, próbując uspokoić nerwy. Chciał wyglądać na wyluzowanego, ale wcale tak się nie czuł. Nawet jakaś kobieta zauważyła jego nerwowe podrygiwanie nogą, gdy zawiesiła na nim wzrok i miętoszenie w dłoniach materiału spodni. Uśmiechnęła się wtedy do niego. On odpowiedział na uśmiech, ale był tym tylko bardziej zmieszany. Wyglądał aż tak źle?
I kolejne oddechy. Wyjął telefon z kieszeni i wszedł na swój e-mail. Kto w dzisiejszych czasach rozmawia z ludźmi przez maila? Na samą myśl parsknął śmiechem i odszukał wybraną wiadomość.
Specjalnie założył nowy adres, aby kontaktować się ze swoim nowo poznanym znajomym. Pisali bardzo często i bardzo rozwlekle. Najwyraźniej obydwoje lubili opowiadać o swoich myślach, poglądach i przeczuciach. Przynajmniej tak można było wywnioskować po niektórych treściach. Wylewali wzajemnie swoje żale i mówili sobie rzeczy, do których żaden by się pewnie nie przyznał na głos. Przyjemnie było mieć z kimś bliższy kontakt. Tym bardziej, kiedy realne życie nie jest specjalnie kolorowe.
(…) Wiem, że może zabrzmieć to dziwnie, ale bardzo zależałoby mi na spotkaniu. Zdaję sobie sprawę z tego, iż mogę popsuć tym naszą relację, jednak bardzo byłbym zadowolony gdybym mógł Cię poznać twarzą w twarz. Znamy się już jakiś czas wirtualnie. Spróbujmy czegoś nowego. Zawsze możesz mi napluć w twarz jak zrobię coś nie tak. (…)
Po przeczytaniu tego blondyn uśmiechnął się. Jego rozmówca wiedział, że był w gorącej wodzie kąpany i narwany – przynajmniej, jeżeli chodziło o obietnice, walki w zaułkach, czy tego typu ceregiele.
-Steve? – chłopak usłyszał głos, który zagłuszył jego myśli. Zamrugał oczami, przełykając nadmiar śliny i uniósł wzrok na mężczyznę, który stał przed nim. Nie spodziewał się, że chłopak faktycznie ubierze się na czarno. Było lato, słońce prażyło… on w tym czasie robił za baterię na energię słoneczną. Glany, poszarpane spodnie, koszulka z krótkimi rękawkami i bandaż na lewym przedramieniu.
Przeniósł wzrok jeszcze wyżej, wpatrując się w niego. Chłopak miał zrobioną kitkę z średniej długości brązowych włosów. Chyba nie specjalnie wysilił się, aby je uczesać, ale blondynowi to nie przeszkadzało.
-Steve?
-Przepraszam – wychrypiał chłopak i chrząknął. Miał wrażenie jakby ze stresu zaschło mu zupełnie w ustach, a może to przez to, że siedział na słońcu od dłuższego czasu. Wstał z ławki i wystawił do niego rękę. – Bucky, tak?
Szatyn przytaknął głową i uścisnął jego dłoń na powitanie. Wyglądali jakby obydwojga zżerały nerwy. Przez dłuższą chwilę stali tylko i w milczeniu przyglądali się sobie. Rąk także nie zabrali.
Dopiero po chwili Bucky postanowił się odsunąć i powiedział:
-Faktycznie jesteś chuchrowaty.
-Miałem wrażenie, że to powiesz –skrzywił się blondyn, ale po chwili uśmiechnął się i dokończył prawie z wyrzutem. – A ja oczekiwałem bardziej napakowanego kolesia, sądząc po tym jak się opisywałeś. Zawiodłeś mnie, Barnes.
Zapadła kolejna cisza, ale ta była znacznie krótsza. Przerwał ją śmiech wyższego chłopaka, który chyba musiał przetrawić otrzymaną informację, żeby jakoś zareagować.
